CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Blog > Komentarze do wpisu
Ronja córka zbójnika

  

Nie znałam Ronji w dzieciństwie, bo kiedy ja byłam dzieckiem, jej nie było jeszcze na świecie. Gdy ukazał się polski przekład tej książki, byłam już studentką. Pamiętam jednak dokładnie pierwsze z nią spotkanie. Było lato, żeglowaliśmy po Mazurach i wieczorami słuchaliśmy przez radio audycji dla dzieci, w której ktoś (chyba Krzysztof Gosztyła, ale nie jestem pewna) czytał właśnie tę książkę. Robił to wspaniale. Nie było z nami na łódce dzieci, a jednak nie opuściliśmy żadnego odcinka.

Czytałam ją potem kilkakrotnie moim córkom i zawsze chętnie wracałam z nimi do Lasu Mattisa, jego bujnej przyrody i mieszkańców – rozmaitych zwierząt oraz fantastycznych stworzeń – zabawnych, głupiutkich Pupiszonków, groźnych, pięknych Wietrzydeł, ponurych Szaruchów i tajemniczych Mgłowców.

Historia przyjaźni Ronji i Birka - dwójki dzieci samotnych w świecie dorosłych, na pierwszy rzut oka zdaje się być dziecięcą wersją Romea i Julii. Ich ojcowie są hersztami zwalczających się zbójnickich band i zamieszkują dwie części zamku, oddzielone Diabelską Czeluścią - przepaścią równie głęboką jak nienawiść, która od pokoleń łączy rody Mattisa i Borki. W tej opowieści nie ma uczuć letnich i obojętności – namiętności kipią i miotają bohaterami od miłości do nienawiści. Również okoliczności przyrody - albo budzą zachwyt taki, że trzeba krzyczeć z radości, albo przerażają śmiertelnie.

Dziecko czytające tę książkę pierwszy raz znajdzie w niej trochę scen rodzajowych „z życia rozbójników" oraz przygody dwójki swoich rówieśników, którzy próbują samodzielnego życie w lesie. Znajdzie też ich przyjaźń – trudną, bo wbrew dorosłym, ale tak silną, że doprowadza do pogodzenia rodów zwaśnionych od pokoleń.

Dla mnie „Ronja córka zbójnika” jest jednak przede wszystkim opowieścią o rodzicach i córce – ich miłości, wzajemnych relacjach oraz o bolesnym procesie dorastania, które polega na odchodzeniu od rodziców i wyborze własnej drogi w życiu.

Mattis, pozornie silny i szorstki, jest bezradny wobec swojej miłości do Ronji od chwili jej narodzin. Kocha ją porywczo i histerycznie. Zachwyca sie wszystkim, co mała robi i panicznie boi się o nią. Ronja dorastając odkrywa stopniowo, że jej ojciec nie jest ideałem, ale nie przeszkadza jej to kochać go ponad wszystko. Jej przyjaźń z Birkiem to dla Mattisa zdrada największa z możliwych i dużo czasu musi upłynąć, żeby to zrozumiał i zaakceptował. Lojalność wobec ojców jest jedyną rzeczą silniejszą od przyjaźni dzieci i stanowi jedyny powód, który może ich rozdzielić. Aby nie musieć dokonywać takich wyborów, decydują się na życie w lesie.

Bardzo lubię w tej książce postać Matki Ronji, mimo że pozostaje w tle. Lovis jest dla mnie uosobieniem siły i mądrości prawdziwej kobiety. Córkę rodzi śpiewając, nigdy nie załamuje rąk i potrafi znaleźć wyjście z każdego problemu. Jej miłość do Ronji (w przeciwieństwie do histerycznej miłości Mattisa) jest mądra i spokojna, jak ona sama. Zawsze wie, czego jej bliscy potrzebują – kiedy trzeba zostawić ich w spokoju, kiedy pomóc, a kiedy - przytulić i zaśpiewać Pieśń Wilków. Mimo że w tej historii kobiety występują w zdecydowanej mniejszości, to one właśnie organizują i porządkują świat. Widać wyraźnie, że bez nich cały ten tłum mężczyzn nie poradziłby sobie, nie przetrwałby nawet jednej zimy. Choć wydają się silni i robią mnóstwo zamieszania, w rzeczywistości są słabi i bezradni wobec normalnego biegu życia i jego nieuchronnego końca.

Astrid Lindgren znana jest powszechnie jako autorka beztroskich powieści dla młodszych dzieci - „Dzieci z Bullerbyn” czy „Pippi Pończoszanki”. Dlatego spotykam sie czasem z propozycjami, aby i „Ronję” czytać kilkulatkom. Tymczasem taki maluch będzie w stanie zrozumieć tylko niewielką część jej treści, może za to się przestraszyć (Zosia, która przysłuchiwała się, kiedy czytałam Ani, bardzo bała się Wietrzydeł). Jest to trochę tak, jakby zlizywać z tortu samą polewę - smakuje, ale pełnię smaku poczuje sie dopiero jedząc całość. Nie warto się spieszyć - lepiej poczekać z lekturą tej książki do wieku, w którym można już ją przeczytać samodzielnie i przeżyć do końca.


Astrid Lindgren “Ronja córka zbójnika”, przekł. Anna Węglińska, ilustr. Ilon Wikland, wyd. Nasza Księgarnia 1985 (I. Wyd)


sobota, 25 marca 2006, agnieszka_azj
Komentarze
2006/03/25 23:43:59
A ja przeczytałem jako małolat.
Swoją drogą jako jedyna powieść Lindgren przypadła mi do gustu. I to bardzo. Gdzieś jeszcze mieszka u mnie na półce.
-
2006/03/26 17:51:17
Słoniku czytalismy jak miało prawie sześć lat. Płakaliśmy wszyscy jak bobry, a hitem były Pupiszonki. Cemu una tak lobi? rozwiewało najgęstrze chmury złego humoru :)
-
Gość: czarka, 213.241.34.18*
2006/04/12 12:01:57
Och, jedna z moich ulubionych książek z dzieciństwa. A Birk - mój ówczesny ideał męskiej? chłopięcej? urody. No i rzeczywiście pupiszonki. Mam nadzieję, że zarażę Ronją moją córcię.
-
2006/12/30 23:27:17
Bardzo dziekuje za te recenzje. Ja tez nie znalam Ronji, prawdopodobnie z tego samego powodu co Ty, ale na pewno teraz - jako dorosla - postaram sie ja przeczytac.

I przy okazji komentarz co calosci bloga: jest wspanialy! Odwalasz, droga autorko, kawal wspanialej roboty!
-
Gość: , adpb63.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/09 18:32:13
czytam tą książke jest super najfajniejsze było jak Matis rzucał jajkami w ściane kamiennej sali
-
Gość: , adpe249.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/10 08:43:32
bardzo lubie tą książke najbardziej podobały mi się pupiszonki co ona lobi
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę