CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Blog > Komentarze do wpisu
Przygody Emila ze Smalandii

  

Znacie Emila ??? Sądzę, że tak, bo przecież pierwsze wydanie pierwszej części jego przygód ukazało się w Polsce ponad 30 lat temu i miało wiele wznowień. W latach osiemdziesiątych mogliśmy obejrzeć w telewizji uroczy serial o tym sympatycznym chłopaczku. Pamiętam z niego przede wszystkim Tatę Emila i jego niosący się nad sielskim krajobrazem krzyk „EEEEEEEEEEmil !!!!!!!”, podczas gdy Emil pędem udawał się do stolarni, aby odbyć tam zasłużoną karę za swoje psoty.

Jeśli jednak nie udało wam się dotychczas zawrzeć z nim znajomości, teraz macie wspaniałą okazję. Nakładem „Naszej Księgarni” ukazało się pierwsze pełne (no, prawie pełne ;-) wydanie jego przygód. Julka znalazła je pod choinką, a słuchają z przyjemnością również starsze siostry. Dorosłym też sie podoba.

W latach sześćdziesiątych, kiedy powstała, była to książka niemal rewolucyjna – prawie jak Pippi. Pokazywała rodzinę, w której wychowuje się dzieci miłością i nie stosuje kar fizycznych. Było to jeszcze przed sukcesem wielkiej ogólnoszwedzkiej akcji przeciwko biciu dzieci. Jedyna karą, jaką stosowano w Katthult na psoty Emila, było zamknięcie delikwenta w stolarni, gdzie zresztą nigdy się nie nudził, gdyż strugał kolejne drewniane ludziki. Emil wiedział, że wkrótce zostanie wypuszczony. Nigdy nie siedział zbyt długo w stolarni. -Tylko tyle, żebyś porządnie przemyślał swój wybryk i żebyś go nie powtórzy – zwykł mawiać jego tatuś. Pod tym względem Emil był wzorowy i nigdy nie powtarzał tego samego wybryku po raz drugi, stale wymyślał cos nowego. Można więc powiedzieć, że Tacie udawało się osiągnąć pełen sukces wychowawczy ;-)))

Czytając tę książkę jestem pod ogromnym wrażeniem atmosfery panującej w rodzinie Svenssonów "z Katthult w Loeneberdze w prowincji Smalandia". Alma i Anton to prości, ciężko pracujący ludzie, którzy dawali swoim dzieciom mnóstwo miłości i akceptacji. Wychowanie takiego małego urwisa jak Emil nie jest rzeczą prostą, a jednak żadne z nich nigdy nie podniosło ręki na niesfornego syna. Dzieciństwo małych Svenssonów w porównaniu z życiem współczesnych dzieci wydawać się może ubogie w dobra materialne i atrakcje. Oni jednak nie odczuwali żadnych braków, mieli wszystko, co było im potrzebne do szczęścia. Jest w tej książce echo  dzieciństwa samej autorki.

Według standardów wychowawczych obowiązujących w tamtych czasach Emil był dzieckiem niegrzecznym i nieposłusznym, a więc godnym największego potępienia. Patrząc na niego z perspektywy współczesnej widzimy energicznego i ciekawego świata chłopca, którego wszystko interesuje, ma masę pomysłów i nie zastanawia się zbyt długo zanim uderzy w czynów stal. Przecież, jak sam mówił, jak inaczej można by się czegokolwiek na tym świecie dowiedzieć ? Rodzice, zajęci domem i gospodarstwem, nie mieli możliwości, aby nad nim stale czuwać. Emil nie był złym dzieckiem, które świadomie chce zrobić komuś przykrość czy wyrządzić szkodę. Motorem jego działania była na ogół chęć pomocy czy uszczęśliwienia kogoś. Niestety czasem wychodziło to trochę na opak. Najczęściej wtedy, kiedy bardzo chciał zrobić przyjemność Tatusiowi ;-)))

Cieszę się, że po latach mogłam dowiedzieć się, jakie były dalsze losy Emila. Wbrew najczarniejszym przewidywaniom sąsiadów, którzy tak współczuli jego rodzicom, że aż złożyli się dla niego na bilet do Ameryki, nie było z nim wcale tak źle. Świetnie radził sobie w szkole, uratował życie Alfredowi, a kiedy dorósł został przewodniczącym Rady Gminnej. Patrzcie, wygląda na to, ze z najbardziej nieznośnych dzieci mogą wyrosnąć z czasem naprawdę porządni ludzie, sądzę, że to wspaniałe, gdy się o tym pomyśli. Po prostu - to co u dziecka jest niegrzecznością i nieposłuszeństwem, u dorosłego nazywa się przedsiębiorczością i siłą charakteru ;-)))

Szkoda tylko, że w tym pięknie wydanym tomie przygód Emila zabrakło miejsca dla uroczej historyjki o jego siostrzyczce czyli „Jak mała Ida chciała psocić”. Ida pozazdrościła Emilowi czasu, który spędzał w stolarni i zapragnęła sama tam trafić. Niestety, mimo że tym razem napsociła ona, Tata znów wykrzyknął „EEEEEEEEEmil !!!”. Tak to już jest, gdy rodzice zbytnio przyzwyczają się do ról, które pełnią w rodzinie ich dzieci ;-)))

(Niestety – skan okładki tylko szwedzkiego wydania. Jak znajdę naszą książkę, to będzie polska wersja - wyglądała bardzo podobnie.)

Astrid Lindgren „Przygody Emila ze Smalandii” , przekł.: Irena Szuch – Wyszomirska, Anna Węgleńska, ilustr.: Bjoern Berg , wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 2005

Astrid Lindgren „Jak mała Ida chciała psocić” , przekł.: Danuta Rechowicz – Głowacka, ilustr.: Bjoern Berg wyd.: Bajka, Sztokholm 1985

czwartek, 04 stycznia 2007, agnieszka_azj

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Lallah, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/01/06 11:53:12
Kiedy emitowano serial, miałam może 6-7 lat.
Pamiętam, że w serialu padały słowa: "Emil! Do drewutni!", które nie tylko uczyniły słowo "drewutnia" (a nie stolarnia, jak w książce) znanym wśród dzieci mojego pokolenia, ale i skłaniały do wołania tak na wszystkich Emilów, a nawet Emilie, które się znało.
-
2007/01/12 22:28:09
Strasznie sie ciesze ze trafilam na Twojego bloga! Dzieki temu mam juz plany prezentowe- nie mowiac o przyjemnosci czytania świetnych opisów. A swoja sciezka, to dziwne, ze majac zaczytane dzieciństwo, praktycznie na prawie zadne z opisywanych tu ksiazek nie trafilam..hm.. moze zaczne nadrabiac;)))
-
Gość: Kama, *.net-serwis.pl
2007/02/05 16:15:31
moja ulubiona historyjka byla ta o wazie:) po prostu zasmiewalam sie za kazdym razem jak mi ja mama czytala:) uwielbiam te ksiazke!
-
Gość: Cichy, *.bulldogdsl.com
2007/10/21 23:33:50
Dzieki bardzo za opis :), wie ktos moze gdzie mozna znalezc odcinki serialu lub kupic dvd/vhs z przygodami emila?
Pozdrawiam Cichy.
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę