CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Blog > Komentarze do wpisu
Kotka Brygidy

Dziś mija kolejna rocznica wybuchu powstania w Gettcie warszawskim.

Na forum fanów Małgorzaty Musierowicz toczyła się niedawno burzliwa dyskusja na temat opisanego w „Kalamburce” gestu Ignacego Borejki, który słuchając w 1968 roku telewizyjnego przemówienia Gomułki, rzucił w telewizor półmiskiem z pierogami bezpowrotnie niszcząc i jedno, i drugie. Spór dotyczył kwestii: czy miało to głębszy sens jako wyraz niezgody na wylewający się z ekranu antysemityzm, czy też był to li i jedynie akt bezmyślnego wandalizmu, wręcz wyczyn chuligański - jakże zaskakujący w wykonaniu tego stoika.

W tym samy czasie natknęłam się na interesujący artykuł o Zofii Kossak w „Wysokich Obcasach”, a następnego dnia miałam okazję obejrzeć „Dworzec Gdański” - poruszający dokument o marcowych emigrantach. Czytam też systematycznie blog Żydóweczki. Wszystko to razem dostarczyło mi sporo materiału do przemyśleń nad złożonością i poplątaniem spraw polsko - żydowskich, a „Kotka Brygidy” wpasowała się w tę tematykę znakomicie.

- Jeden jest Bóg – mówiła Mama.

Ale Helena wiedziała swoje. Tam na Pradze, gdzie mieszkała, Bogów było trzech. I do wszystkich trzech modliła się co wieczór, zmieniając trochę modlitwę, której nauczyła jej Stańcia: „Panie Boże z kościoła, panie Boże z cerkwi, panie Boże z synagogi, Ojcze Nasz, który jesteś w niebie, święć się imię Twoje...”

Dzieciństwo Heleny upłynęło między kościołem św. Floriana a praską cerkwią i synagogą. Jej świat przykryty był kloszem troskliwości dorosłych, ograniczony do domu i podwórka. Nawet wojna toczyła się gdzieś na jego obrzeżach i pozornie nie dotykała jej bezpośrednio. Pozornie - bo w rzeczywistości pomału wszystko się zmieniało. Pierwszą nowością była wizyta wujka Eryka, zawsze przysyłającego jej z Berlina czekoladki, teraz w mundurze SS. Potem pojawiły się opaski, które nie wiadomo dlaczego musieli nosić wszyscy znajomi Żydzi - także ci, którzy stali się Żydami przez wojnę. Wkrótce wszyscy oni odeszli przez most Kierbedzia do getta, aby następnie powracać już pojedynczo i po jakimś czasie znikać. Helena przyjmowała to wszystko jak coś zwykłego, co po prostu się dzieje. Patrzyła i zapamiętywała – tak jak nakazał jej ojciec, kiedy pokazywał jej getto przez okno tramwaju.

Kotka Brygidy” nie opowiada o Holokauście, próbuje natomiast opowiedzieć o postawach Polaków wobec niego. W książkach na których się wychowałam (np. w „Sprawie Honoru” Marii Kann) podział był prosty - szlachetni, odważni i wielcy duchem „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata” oraz ludzie mali, tchórze i szmalcownicy. W „Kotce Brygidy” właściwie nie ma postaci jednoznacznych i prostych motywacji. Najłatwiej jest zrozumieć prostą Stańcię – uosobienie tzw. antysemityzmu ludowego. Ona nie zastanawia się nad tym, co się dzieje - dla niej Żydzi to Żydzi i już. Pozornie ich los jest jej obojętny (A tam,wrócą. Nie po to robią im getto, żeby mieli wrócić.), ale dla swoich Żydów gotowa jest narazić siebie i swoich bliskich, bo przecież nasza Róża to Róża, a nie żadna Żydówka. Motywacje rodziców Heleny są dużo bardziej skomplikowane, a im więcej o nich wiemy, tym mniej rozumiemy. Coraz więcej pytań i żadnych odpowiedzi.

Wbrew temu, co sugeruje okładka i dziecięca bohaterka, „Kotka Brygidy” nie jest książką dla dzieci i na pewno nie powinna być pierwszą książką o Holokauście przeczytaną w życiu. Jej zrozumienie wymaga już pewnej wiedzy o historii i naturze ludzkiej.

Na tym świecie nie ma zbyt wielu aniołów. Chodzą po nim ludzie z krwi i kości, z ludzkimi słabościami i ograniczeniami. O tym, jak zachowają się wobec wyzwań ostatecznych, wiadomo dopiero wtedy, kiedy Historia już ich postawi przed taką próbą. My możemy być jedynie wdzięczni losowi, ze oszczędził nam podobnych doświadczeń i mieć nadzieję, że tak już zostanie.

 

Wyróżnienie literackie w konkursie Książka Roku IBBY 2007

Joanna Rudniańska „Kotka Brygidy”, wyd.: Pierwsze, Lasek 2007

czwartek, 19 kwietnia 2007, agnieszka_azj

Polecane wpisy

Komentarze
2007/05/05 08:38:29
Poleciłam Pani blog na swojej stronie. Często tu wpadam. Szczególnie dziękuję za G.Kasdepke. Bardzo go lubiłam. Dzięki Pani lubię jeszcze bardziej.
-
Gość: verdana, *.chello.pl
2007/06/08 10:03:22
Jako hm... specjalistka od historii Żydow w okresie międzywojennym i dziecko dziecka Holocaustu mam mieszane uczucia dotyczace tej książki.
To nie jest książka dla dzieci. To nie jest nawet książka dla nastolatków. To świetna książka dla dorosłych - oparta na aluzjach i niedomowieniach. Aby ją zrozumieć, trzeba mieć ogromna (nie dużą, nie szkolną - wlasnie ogromną) wiedzę o Żydach i Holocauście. Inaczej niewiele się z tej książki zrozumie. Skąd dziecko ma wiedzieć, co oznacza "W przyszłym roku w Jerozolimie", dlaczego po wojnie nie przyznawano sie do ukrywania Żydow, czy ukrywanie Żyda za pieniadze było czynem szlachetnym czy podłym?
Polecam ją doroslym, nie polecam dawania jej dzieciom.
Verdana
-
2007/06/11 23:08:47
Verdana napisała:
Aby ją zrozumieć, trzeba mieć ogromna (nie dużą, nie szkolną - wlasnie ogromną) wiedzę o Żydach i Holocauście. Inaczej niewiele się z tej książki zrozumie. Skąd dziecko ma wiedzieć, co oznacza "W przyszłym roku w Jerozolimie", dlaczego po wojnie nie przyznawano sie do ukrywania Żydow, czy ukrywanie Żyda za pieniadze było czynem szlachetnym czy podłym?

A może właśnie lektura tej ksiązki pomoże zadać sobie te pytania i sprowokuje do szukania odpowiedzi na nie w innych książkach ???

Taką w każdym razie mam nadzieję i dlatego dałam "Kotkę Brygidy" mojej Ani. Jej wiedza na pewno jest szersza niż wystepująca przeciętnie wśród jej rówieśników, ale do ogromnej jeszcze sporo jej brakuje.
-
Gość: verdana, *.chello.pl
2007/06/14 19:50:45
No i jak wrażenia (wybacz, ale nie pamietam dokladnie, ile lat ma Twoja Ania? Bardzo, ale to bardzo jestem ciekawa. Przede wszystkim ciekawa jestm odbioru- co dziecko z tej ksiązki zrozumie, co do niego dotrze, co będzie wstrzasajace, a co zupełnie zwyczajne.
I jak odbierze zakończenie. I jak oceni rodzinę ukrywajacą Żyda za pieniądze.
Jesli możesz, to napisz. Z przyczyn oczywistych nie moge tej ksiązki wypróbowac na swoim dziecku jako próbie losowej:-)))

-
2007/06/19 15:26:14
Ania ma 14 lat, kończy pierwszą klasę gimnazjum.
Z tej tematyki przed "Kotką" czytała "Walizkę Hany" i "Sprawę honoru" (M. Kann) oraz jakieś publikacje prasowe, widziała "Pianistę" i jakieś filmy dokumentalne o Holokauście. Brała udział w grze harcerskiej poswięconej gettu warszawskiemu - wtedy też się trochę dowiedziała. Plus sporo rozmów w domu na ten temat - oboje z mężem interesujemy się historią, choć on jest po Politechnice. Rozmawiałysmy również o "Kotce Brygidy", kiedy obie byłyśmy świeżo po tej lekturze.

Zakończenie ją zaskoczyło - "tak jakby się nagle zaczęło czytać inną książkę". Dla mnie też było zupełnie "z innej bajki".

Ojca Heleny ocenia niejednoznacznie -"na poczatku wydawał sie bohaterem, a potem okazało się, że nie był taki święty". Nie zrozumiała, co chciał powiedzieć, kiedy mówił, że nie mógł na tym stracić.
Jeśli pieniądze były potrzebne, żeby zorganizować całe to ukrywanie - to nie było to podłe.

Spraw powojennych nie rozumie, a ja na razie nie próbuję tłumaczyć.

"W przyszłym roku w Jerozolimie" zrozumiała dosłownie - ode mnie dowiedziała się, co to znaczy.

Myślę, że za jakiś czas, czytając inną książkę czy oglądając film, kiedy trafi na jakieś podobne wydarzenie, skojarzy z "Kotką Brygidy" i łatwiej będzie jej zrozumieć.
Może jak przeczyta "Zdążyć przed Panem Bogiem" (ktore chyba powinno się znać przed "Kotką")...
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę