CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Blog > Komentarze do wpisu
M jak dżeM

Być może przegapiłabym tę książkę, gdyby nie  mała burza, jaka się wokół niej rozpętała na jednym z forów. Zaintrygowała mnie, więc znalazłam ją i przeczytałam. Spodobała mi się. Potem pomyślałam sobie, że może wrodzona przekora wykrzywia mi optykę, więc dałam ją do przeczytania Ani. Też jej sie spodobała :-)

Nela ma trzynaście lat i właśnie rozpoczęła naukę w gimnazjum. W nowej szkole nie czuje się dobrze, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z koleżankami z klasy. Sytuacja rodzinna również jej się komplikuje – w jej życiu pojawia się nagle rodzina Taty, który od lat nie utrzymuje z córką kontaktu, oraz dziecko, które ma się urodzić Mamie i Artyście. Co prawda Nela znakomicie dogaduje się z ze swoim ojczymem, ale nie wiadomo, co się stanie, kiedy pojawi się nowy członek rodziny. Poznaje też pewną starszą panią, która przypomina mi trochę Vianne Rocher, bohaterkę „Czekolady” - z tą różnicą, że pani Lila czaruje dżemami....

M jak dżeM” to taka jesienna książka. Pełna barw i smaków, ale podszyta smutkiem i melancholią. Można ją też zaliczyć do książek świątecznych, bo przecież kończy się przygotowaniami do Wigilii.

Pierwszym zarzutem, jaki pojawił się we wspomnianym wątku, był pewna stygmatyzacja, jakiej dokonała Autorka, nazywając negatywne postaci – Wanessa Gwóźdź, Isaura Kowalska i Sandra Wątroba, w przeciwieństwie do bohaterki pozytywnej o imieniu Aniela. No fakt – coś w tym jest, ale z drugiej strony.... Nela odziedziczyła swoje imię po prababci i jest to szczegół istotny dla całości akcji - trudno wobec tego, żeby była Nikolą czy Sabriną. Natomiast jej szkolne prześladowczynie przez większą część książki znamy jako Goły Pępek, Miss Perfumerii i Rudą – ich imiona pojawiają dopiero na setnej stronie. Do tego czasu zdążyliśmy już poznać je od najgorszej strony. Moja Ania stwierdziła, że te imiona świadczą bardziej o ich rodzinach niż o nich samych. Poza tym – są kompatybilne z zamiłowaniem owych dziewczyn do głupich seriali ;-)

Imiona owych dziewczyn mieszczą się ponadto w nieco groteskowej  (żeby nie powiedzieć - tragikomicznej) konwencji, w jakiej Agnieszka Tyszka opisuje szkołę Neli – trochę podobnej do tego, jak widzi te instytucję Małgorzata Musierowicz w nowszych tomach „Jeżycjady”. Książka momentami jedzie po stereotypach (że się wyrażę kolokwialnie ;-), ale te stereotypy nie biorą się znikąd. To że istnieją środowiskowe mody na imiona wiadomo nie od dziś – tak było od wieków. Również to, że nauczyciele bywają różni i obok mądrych trafiają się tacy, którzy wybrali ten zawód z braku innych pomysłów na życie, nie jest tajemnicą.

Czy jednak można powiedzieć, że ta książka pokazuje złe wzorce radzenia sobie (a raczej nieradzenia) z problemem agresji w szkole ? Czy przeniesienie Neli do innej szkoły było ucieczką ? O to samo zapytała ją pani Lila:

- Nie wiem, jakie powinno być zakończenie tej historii. W bajce wszystko byłoby proste – złe dziewczyny ukarane, a pokrzywdzona zyskuje zasłużoną nagrodę. Ale to nie bajka... Może więc warto zastanowić się chociaż, co dla ciebie stanowiłoby zasłużoną nagrodę ?

Nela pomyślała przez chwilę, przywołując w pamięci zakończenia znanych jej bajek.

- Żaden przystojny książę, żaden piękny pałac, klejnoty i inne bogactwa, ani to słynne „żyli długo i szczęśliwie...”. Po prostu święty spokój – powiedziała w końcu. - Normalna klasa. Nic nadzwyczajnego.

Dla mnie było to naturalne działanie rodziców poszukujących odpowiedniego miejsca dla swojej córki. Nie ma szkoły idealnej dla wszystkich, ale chodzi się tam po to, żeby się uczyć, a nie - żeby uprawiać walkę z wiatrakami, w pojedynkę przeciw wszystkim (z dyrekcją włącznie). Nie każdy ma w sobie hart ducha  Alex – bohaterki „Gry Baileya”, a już na pewno nie delikatna i wrażliwa Nela.

Jedno wiem na pewno - to nie jest książka do osób na diecie. Kiedy się ją czyta, przychodzi ochota na herbatę i jakąś konfiturę, albo dżem. Może aksamitne morele na jesienną zadumę ? Albo rozgrzewające malinki na pierwsze mrozy ? Albo szarlotkę – z jesiennych jabłek oczywiście ? Zaczynam rozumieć, czemu ostatnio chodzi za mną ta szarlotka... ;-)


Agnieszka Tyszka „M jak dżeM”, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 2007


środa, 28 listopada 2007, agnieszka_azj

Polecane wpisy

Komentarze
2009/09/24 14:14:21
Trafiłam na tę ksiązeczkę przedwczoraj i połknęłam - ciepła, dobra ksiązka, pełna humoru i dobrych relacji rodzinnych (zwłaszcza miedzy Nelą i Artystą). Bardzo mi się podobała! :)
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę