Mitologiczny Świr Mojej Najmłodszej Córki stracił był ostatnio nieco na intensywności. Powód pierwszy to brak pożywki, bo pomału
wyczerpują nam się lektury na ten temat. Powód drugi – bo
(poniekąd z powodu pierwszego ;-) zmuszona była sięgnąć po
książki o innej tematyce i padło na Atramentową Trylogię
Cornelii Funke, co skutecznie zajęło ją na dobrych kilku tygodni.
Co tam zajęło ? Zassało zupełnie tak jak wcześniej książki
Riordana i skłoniło do konstatacji, że to właśnie Cornelia Funke
jest zdecydowanie jej ulubioną pisarką.
Uświadomiłam sobie przy tej okazji, że jest jeszcze jedna książka tej autorki, którą lubimy, a której tu nie opisałam - „Anyżowa Warownia”.
Każdego ranka karmienie węży, w środy i soboty wycieranie kurzu z
czarodziejskich ksiąg, raz w tygodniu zdrapywanie mchu z grzyw
kamiennych lwów. A tylko raz w roku turniej w Mrocznej Skale. Tutaj
nigdy nie dzieje się nic ciekawego – tak przynajmniej uważała
Igerna. Rzeczywiście – można by pomyśleć, że nie ma na świecie
nudniejszego miejsca niż Anyżowa Warownia !!!
Anyż należał do rodziny Igerny od trzystu lat. Wybudował go
praprapraprapradziadek jej matki. (Może i tych „pra” było
trochę więcej, ale tego dziewczynka dokładnie nie wiedziała).
Zamek nie był duży, miał tylko jedną krzywą basztę, mury zaś
miały dokładnie metr grubości. Dla Igerny była to jednak
najpiękniejsza warownia na świecie. Anyżowy dziedziniec zdobiły
polne kwiatki, które wyrastały spomiędzy kostek bruku. Pod dachem
baszty gnieździły się jaskółki, a w fosie porośniętej białymi
liliami mieszkały węże wodne. Bramy zamku strzegły dwa kamienne
lwy, trzymając wartę wysoko, na gzymsie murów. Gdy Igerna
zdrapywała im z grzyw mech, mruczały jak małe kotki, ale gdy
zbliżał się ktoś obcy, szczerzyły kamienne kły i ryczały tak
przeraźliwie, że truchlały nawet wilki w pobliskim lesie.
Lwy nie były jedynymi strażnikami Anyżowej Warowni. Z szarych murów na przybyszy spoglądały również kamienne maszkarony, które na
widok obcych robiły potworne miny. Lecz gdy Igerna łaskotała je w
nos jaskółczym piórem, straszydła chichotały tak, że
grzechotały kamienie w murach twierdzy. Przepastne pyski maszkaronów potrafiły połykać armatnie kule, a płonącymi strzałami
delektowały się, jakby na świecie nie było lepszego przysmaku.
Jednak maszkarony już dawno nie chrupały strzał, bo nikt od wielu lat nie atakował Anyżowej Warowni. Kiedyś, jeszcze przed narodzinami
Igerny, zamek często bywał szturmowany, jej rodzina posiadała
bowiem czarodziejskie księgi, o których marzył niejeden
możnowładca. Chcąc zagarnąć magiczny księgozbiór, Anyż
najeżdżali rozbójnicy, książęta, baronowie, a nawet dwóch
króli. Ale nastały spokojniejsze czasy.
Te spokojniejsze czasy skończyły się jak na zawołanie tuż przed
dziesiątymi urodzinami Igerny. Piękna Melisanda i sir Lamorak - jej
rodzice, wyczarowując prezenty urodzinowe dla córki omyłkowo
zamienili się w prosięta, a tymczasem pojawił się ktoś, kto
bardzo chciał zająć ich zamek i wejść w posiadanie Śpiewających
Ksiąg. Inny Ktoś musiał więc szybko zdobyć włosy olbrzyma,
niezbędne do odczarowania rodziców, a tym kimś musiała być
właśnie ona, mimo że młodsza i że dziewczynka...
Albert, starszy brat Igerny chciał zostać czarodziejem jak rodzice. Ale
Igernie magia wydawała się nudna. Zaklęcia, czarodziejskie
formułki, listy składników magicznych proszków i nalewek –
wkuwanie tego wszystkiego przyprawiało ją o ból głowy. Wolała,
jak jej pradziadek Pellas z Anyżu, być szlachetnym rycerzem, ktory
walczył na turniejach i od rana do wieczora przeżywał przygody.
Albert śmiał się z Igerny, ale tak to już bywa czasem ze
starszymi braćmi, a tymczasem teraz on był potrzebny w Anyżu, a
jego młodsza siostra musiała wyruszyć na samotną wyprawę...
„Anyżowa warownia” to opowieść o mniejszym ciężarze gatunkowym niż inne znane nam książki Cornelii Funke. Lekka, żartobliwa i w
żadnym momencie nie pozostawiająca wątpliwości co do tego, że
wszystko skończy się dobrze. A w dodatku pokazująca wyraźnie, że
jeśli dziewczynka o czymś na prawdę marzy, to nie ma powodu, aby w realizacji tych marzeń ograniczał ją fakt, że jest dziewczynką
;-)
Czyli – jest to kolejna książka o dziewczynkach – wbrew
stereotypom - ale to wcale nie znaczy, że jest to lektura
wyłącznie dla nich...
Cornelia Funke „Anyżowa warownia” (ilustracje Autorki), przekł.:
Małgorzata Słabicka, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 2008
Pozdrawiam
Agnieszka
krimifantamania.blogspot.com