CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Blog > Komentarze do wpisu
Bracia Lwie Serce

 

Rzadko zdarza mi się popełniać wpisy okolicznościowe i ten też nim nie jest, ale przeczytana na Facebooku informacja o przypadających przedwczoraj 105 urodzinach Astrid Lindgren stała się bodźcem do skończenia tego, nad czym siedziałam już od jakiegoś czasu.

  

Pytanie o książki oswajające dziecko z tematem śmierci jest, można powiedzieć, listopadowym pytaniem kalendarzowym. Przez długi czas odpowiedź na nie sprowadzała się w zasadzie do jednego tytułu, jednak ostatnio bardzo modne zrobiło się opisywanie w książkach dla dzieci rozmaitych tematów stanowiących dotychczas tabu, więc i książek o śmierci pojawiło się trochę. Żadna nie dorównuje jednak "Braciom Lwie Serce" mimo, że od napisania jej minęło niemal 40 lat.

Dlaczego ?

Po pierwsze - oczywiście dlatego, że Astrid Lingren Wielką Czarodziejką była ;-) Po drugie - dlatego. że (w przeciwieństwie do nowości) nie jest to książka tylko o śmierci. W tej opowieści o życiu po życiu jest wszystko - i miłość, i nienawiść, i strach, i zdrada, i odwaga, i poświęcenie... To książka o byciu Człowiekiem.

Chciałbym Wam opowiedzieć o moim bracie. Nazywa się Jonatan Lwie Serce i o nim właśnie będzie ta historia. Mnie się ona wydaje prawie baśnią i nawet trochę, troszeczkę, opowieścią o duchach, ale przecież wszystko w niej jest prawdą. Tyle tylko, że nikt o tym nie wie poza mną i Jonatanem.

Na początku wszystko wskazywało na to, że tym, który umrze, będzie  młodszy z braci, ciężko chory Sucharek. Jonatan, jego ukochany starszy brat opowiedział mu więc bajkę o krainie zwanej Nangijalą, gdzie wciąż są jeszcze czasy ognisk i bajek. (...) Mówił że z Nangijali pochodzą wszystkie bajki, bo właśnie tam takie rzeczy się dzieją i ten kto tam się znajdzie ma przygody od rana do wieczora, a nawet w nocy. Jonatan obiecał braciszkowi, że on tam również przybędzie, że wkrótce będą tam razem.

W Nangijali nie ma  c z a s u  w takim sensie, jak tu na ziemi. Gdyby nawet zył dziewięćdziesiąt lat, to mnie by się wydawało, że minęły najwyżej dwa dni. Bo tak jest, jak nie ma prawdziwego czasu.

Tymczasem wydarzyło się tak, że to Jonatan pierwszy tam dotarł, a potem przysłał do brata biała gołębicę, która jego głosem opowiedziała Sucharkowi o tym, jak pięknie jest tam, w Nangilali. I o Zagrodzie Jeźdźców w Dolinie Wiśni, w której będą mieszkali razem.

No i potem stało się to. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się nic tak dziwnego. Nagle znalazłem się po prostu przed furtką i zobaczyłem napis na zielonej tabliczce: „Bracia Lwie Serce”.

Jak tam przyszedłem ? Kiedy pofrunąłem ? Jak znalazłem drogę, nikogo nie pytając ? Nie wiem. Wiem tylko, ze nagle stałem tam i czytałem napis na furtce.

Nangijala nie jest ani Niebem, ani Piekłem, ani Czyśćcem w takim  rozumieniu jak to przedstawia Biblia. Nangijala to Czas Próby - czas, w którym każdy staje przed wyzwaniem. Zostaje skonfrontowany ze Złem w czystej postaci i musi się opowiedzieć po jednej albo po drugiej stronie. Są w tej książce wyraźne echa wojny i Holokaustu – rycerze Tengila - groźni i okrutni, Dolina Dzikich Róż otoczona murem i pilnowana przez nich oraz mały chłopiec przemykający się pod tym murem... Ta historia niesie prawdę o tym, że najbardziej boimy się nie o siebie, ale o tych, których kochamy, a równocześnie ta miłość i ten strach mogą dawać siłę do czynów nadzwyczajnych.

Ktoś, kto kojarzy Astrid Lindgren wyłącznie jako autorkę beztroskich obrazów dzieciństwa takich jak „Dzieci z Bullerbyn”, może być bardzo zdziwiony tę książką. Razem z ”Ronją, corką zbojnika” i „Mio, mój Mio” tworzą one w jej twórczości nurt baśniowy i są to książki, o których mogę napisać: piękne, choć momentami bardzo smutne. Ale ten smutek jest w życiu dziecka też potrzebny i potrzebne mu są rozmowy o rzeczach ostatecznych.

Bracia Lwie Serce” to jedna z tych książek, do opisania których przymierzam się od początku mojej blogowej działalności. Próbowałam już kilka razy i dochodziłam do wniosku, że wielkość tej książki mnie przerasta. I że lepiej nie napisać nic, niż nie sprostać temu zadaniu. Mam nadzieję, że w końcu mi się to udało...

 

P.S. Tak, wiem oczywiście że „Bracia Lwie Serce” są lekturą szkolną, ale uważam, że nie warto czekać z nią, aż dziecko będzie musiało ją przeczytać. Szkoda tak pięknej książki na czytanie jej z obowiązku.  A poza tym – uważam, że piątoklasiści są już na nią trochę za duzi.

Okładka, którą tu prezentuję, nie pochodzi z aktualnie dostępnego wydania – ale tę właśnie lubię najbardziej.

 

Astrid Lindgren „Bracia Lwie Serce”, przekł.: Teresa Chłapowska, ilustr.: Ilon Wikland, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 2000



 

piątek, 16 listopada 2012, agnieszka_azj

Polecane wpisy

Komentarze
2012/11/16 18:28:07
Hej, Agnieszko:)
Czytamy "Braci Lwie Serce" od kilku dni, ucieszyłam się- ach ten facebook;)- gdy mi przypomniano o rocznicy urodzin Astrid L., przy okazji wyciągnęłam chłopcom książkę o małej Astrid by poczytać jakie wydarzenia z jej dzieciństwa pojawiły się w "Braciach..". Dla mnie to jedna z najważniejszych historii, od teraz będą ją znały wszystkie moje dzieci ( z najmłodszym, już wkrótce sześciolatkiem włącznie).
Ślemy uściski:))))
-
2012/11/16 22:35:39
Bea, wszelki duch.... ;-)
Ale Ci zazdroszczę tego, że masz jeszcze komu to czytać po raz pierwszy !

Jak to - sześć lat ??? Jak go ostatni raz widziałam, to w wózeczku jeszcze jeździł.
-
Gość: stała czytelniczka, *.adsl.inetia.pl
2012/11/21 20:01:31
Dla mnie ta książka jest ważna i piękna-a okładka jedyna i niepowtarzalna-przenosi w tamten świat:) pozdrawiam
-
Gość: aglod, *.lukman.pl
2012/12/09 11:37:01
Czytanie tej książki z przymusu to rzeczywiście nieporozumienie, o wieku jednak bym dyskutowała. Ja tą książkę przeczytałam kilkakrotnie właśnie w wieju 4-8 klasa. Uwielbiałam ją! To chyba najpiękniejsza z historii napisanych przez A. Lindgren.
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę