CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Blog > Komentarze do wpisu
Lato Stiny

 

  

Lato Stiny” to książka, która pachnie wakacjami i to wakacjami cudownymi...

Wystarczy spojrzeć na okładkę – mały domek nad samym morzem, przed nim stół nakryty staroświeckim obrusem w czerwoną kratkę, a na stole – świeżo złowiony okoń. Usmażony na maśle, z koperkiem i młodymi ziemniaczkami. Takie wakacje to ja rozumiem !!! :-)

Stina tak na oko ma jakieś pięć lat i spędza lato u swojego dziadka, który mieszka na niewielkiej, skalistej wysepce gdzieś u wybrzeży Szwecji – czyli szkierze. Zastanawiam się, czy to przypadek, czy świadome nawiązanie do „My na wyspie Saltkrakan” Astrid Lindgren ? Tam też była Stina, która przyjeżdżała do dziadka...

Czytałam dziś „Lato Stiny” siedząc na plaży na przeciwległym brzegu Bałtyku. Wokół mnie bawili się jej rówieśnicy i mogłam obserwować, jak bardzo różnią się ich wakacje.

Stina nie jest przywalona stosem zabawek – wiaderek, łopatek, foremek, dmuchanych krokodyli, delfinów, materacyków, latawców, piłek etc. Jak w „Fali” Suzy Lee - jest tylko dziewczynka i morze, fascynujące niezależnie od pogody. Dziadek nazywa ją czasem poszukiwaczką skarbów. Bo Stina bez przerwy szuka rzeczy, które wyrzuciło morze, albo takich, które po prostu leżą gdzieś i czekają, żeby je znaleźć. Piórka, patyki, dziwne słoiczki... Na wyspie można znaleźć naprawdę wszystko.

Nie ma też obok siebie nikogo dorosłego, kto przeszkadzałby jej w zabawie przebieraniem, smarowaniem kremem i namawianiem, żeby koniecznie coś zjadła. Dziś z rozbawieniem obserwowałam takiego upartego tatę, który biegał z bananem od jednego bawiącego się dziecka do drugiego (a miał ich trójkę) – bez powodzenia i w końcu zjadł go sam ;-)

Stina ma tylko Dziadka, który zabiera ja łódką na ryby, smaży je potem na obiad, milcząco towarzyszy jej zabawom, a wszystkie szalone pomysły wnuczki kwituje słowami Co ty powiesz...

Tak samo reaguje na zwariowane opowieści swojego przyjaciela Axla (Axela ?), nie bez powodu nazywanego Bujdą, który nie potrzebuje rumu szumiącego w głowie, żeby snuć niebywałe morskie opowieści. Wystarczą zwykłe kanapki z miodem, aby przypomniał sobie Wielki Medal Plastra Miodu, którym został odznaczony, a który to medal zatonął podczas piekielnego sztormu przy przylądku Horn... Kto chce, ten niechaj wierzy, kto nie chce, niech nie wierzy... ale na Stinie te historie robią większe wrażenie niż zapewne niejeden film, ktorych z resztą nie ma gdzie oglądać, bo w domku Dziadka nie widać telewizora.

Oj, marzą mi się takie wakacje z dala od cywilizacji, choć to, że w tym roku campingowe Wi-fi dociera nawet do naszej przyczepy, ma też swoje dobre strony ;-)

 

Lena Anderson (tekst & ilustr.) „Lato Stiny”, przekł.: Agnieszka Stróżyk, wyd.: Zakamarki, Poznań 2013

 

 

środa, 03 lipca 2013, agnieszka_azj
Komentarze
2013/10/15 11:30:49
Nie napadajcie na mnie za mocno, ale tekst mnie nie wzruszył. O wiele bardziej wolę obejrzeć prawo i sprawiedliwość w faktach
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę