CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Blog > Komentarze do wpisu
Krakowski rynek dla chłopców i dziewczynek

Co można robić w słoneczny ranek ?

Gonić gołębie ? Jeść obwarzanek ?

Oglądać różne śmieszne pomniki

czy u kwiaciarki kupić goździki ?

 

    

 

Mam nieuleczalny sentyment do Krakowa i krakowskich książek. Wziął się on po części z tego, że jako dziecko uwielbiałam "Abecadło krakowskie" Wandy Chotomskiej.

Nie była to moja pierwsza książka, ale jest pierwszą, którą pamiętam. Znałam ją na pamięć i na niej właśnie nauczyłam się czytać. Dzięki niej nie tylko nauczyłam się alfabetu, ale także poznałam Kraków na długo przedtem, zanim tam pojechałam.

Każdej literze przypisane było jakieś ważne miejsce w Krakowie, a wyznaczały one trasę wędrówki słoneczka po tym mieście. Do dziś pamiętam, co było tam po kolei – od Akademii Sztuk Pięknych do Dzwonu Zygmunta. I pamiętam też kończące je słowa (można w nich poczuć zapomnianego już ducha czasów, w których powstało ;-): Zachwycony Krakowem i uroczą wycieczką, wszystkim padam do nóżek – Obywatel Słoneczko.

  

 

Kiedy już pojechałam i zobaczyłam to wszystko na własne oczy... w pierwszej chwili rozczarowałam się srodze :-( Kraków wczesnych lat siedemdziesiątych w (jakbyśmy dziś powiedzieli) realu nie dorastał do tego z ilustracji Jana Marcina Szancera, szczególnie w mroźną, ale bezśnieżną zimę. Ale czar Krakowa, mimo że wtedy głęboko ukryty, jednak zwyciężył.

I sentyment pozostał – staram się wracać do Krakowa, choćby tylko po to, żeby trochę posiedzieć na Rynku albo pogapić się na witraże Wyspiańskiego w kościele franciszkanów. A że mimo wszystko jestem niepoprawną warszawianką, do naszych rodzinnych rytuałów należy śniadanie w kawiarni Wedla na rynku. Wiem, wiem – teraz moi krakowscy czytelnicy wznoszą oczy do nieba, ale to stało się przypadkiem – po prostu to był kawiarniany ogródek położony najbliżej stoiska z ziarnem dla ptaków (bo wtedy jeszcze takie na rynku było) i mogłam jeść nie spuszczając z oczu moich córek karmiących gołębie.

 

(Na tym zdjęciu z 2005 roku Zosia ma 9 lat. Teraz ma już 18, a wczoraj bawiła się na swojej studniówce. Trochę się zmieniła od tamtego czasu ;-)

Czy „Krakowski Rynek dla chłopców i dziewczynek” ma szansę stać się dla swoich czytelników podobnie mocnym doświadczeniem (nie tylko czytelniczym) jak dla mnie „Abecadło” ?

Nie wiem, ale na pewno znalazło się tam miejsce dla wszystkich tych rzeczy, które czynią krakowski rynek jednym i niepowtarzalnym. Jest Kościół Mariacki i pomnik Adama Mickiewicza, wieża ratuszowa i kościółek św. Wojciecha, są kwiaciarki i malarze, dorożki i gołębie, obwarzanki i Lajkonik... A wszyscy tam maja rumieńce jak jabłuszka - jak to zwykle na ilustracjach Iwony Całej :-)

Krakowski Rynek dla chłopców i dziewczynek” to książka, która znakomicie nadaje się nie tylko na pamiątkę z wycieczki do Krakowa. Może być również świetnym przygotowaniem do takiej wycieczki (nawet jeśli na razie pozostaje ona w mglistych planach). A dla małych krakowiaków (płci obojga) to po prostu lektura obowiązkowa !!!

 

I oto księżyc wzeszedł nad rynkiem

jak obwarzanek z makiem lub kminkiem.

Śpią już gołębie i śpią pomniki,

i śpią dorożki, chrapią koniki...

 

Michał Rusinek „Krakowski Rynek dla chłopców i dziewczynek” , ilustr.: Iwona Cała, wyd.: Literatura, Łódź 2014

oraz Wanda Chotomska „Abecadło krakowskie”, ilustr.: Jan Marcin Szancer, wyd.: RUCH 1964

 

niedziela, 11 stycznia 2015, agnieszka_azj

Polecane wpisy

Komentarze
2017/03/06 22:20:59
Przypomniała mi Pani cudowne wiersze Michała Rusinka, które wałkowaliśmy z córką jakiś czas temu, musimy je "odkurzyć":) Dzięki
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę