CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Blog > Komentarze do wpisu
Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia.

 

To nie jest książka dla dzieci.

Jest dla tych dorosłych, którzy jako dzieci czytali utwory Wandy Chotomskiej – czyli dla... wszystkich, bo nie ma w Polsce osoby, która by się z jej twórczością nie zetknęła.

   chotomska

Pierwszą ważną książką w moim życiu było „Abecadło krakowskie” - sympatyczna rymowana historia wędrówki Słoneczka po Krakowie, w której każdej literze alfabetu przypisane było jakieś ważne miejsce lub rzecz w tym mieście. Uwielbiałam ją, znałam ją na pamięć i na niej właśnie nauczyłam się czytać. Jak opowiada moja Mama, jeszcze zanim posiadłam tę umiejętność, po mistrzowsku ją udawałam - czytałam na głos recytując z pamięci, ale palcem cały czas wodziłam po tekście utrzymując tempo ;-) Dzięki „Abecadłu” nie tylko nauczyłam się alfabetu, ale także poznałam Kraków na długo przedtem, zanim tam pojechałam. Do dziś pamiętam, co było pod każdą literą: od Akademii Sztuk Pięknych po dzwon Zygmunta przez Elementarz, Fafika i Igrce. Pamiętam też zakończenie – z przymrużeniem oka łączące genius loci z duchem czasów, w których powstawało: Zachwycony Krakowem i uroczą wycieczką, wszystkim padam do nóżek – Obywatel Słoneczko.

Kiedy wreszcie zobaczyłam Kraków na własne oczy... rozczarowałam się srodze. W tzw. realu wczesnych lat siedemdziesiątych nie dorastał do tego z ilustracji Jana Marcina Szancera, szczególnie w mroźną, ale bezśnieżną zimę.

   abecadło krakowskie


Myślę, że nie będzie przesadą, jeśli powiem, że od „Abecadła” zaczęło się wszystko, co w moim życiu ważne, czyli maniackie czytanie i zainteresowanie historią. Nie mam już tamtej książki z mojego dzieciństwa, zapewne padła ofiarą naszej przeprowadzki do Warszawy, kiedy rodzice stojący wobec konieczności spakowania i przewiezienia własnego, niemałego księgozbioru, drastycznie ograniczyli mój, oddając wszystkie książki, z których już wyrosłam. Pamiętałam ją doskonale – jej tytuł, ilustratora (bo kreska Szancera jest nie do pomylenia), ale nie wiedziałam, kto był autorem. Dopiero po wielu latach odkryłam, że napisała ją Wanda Chotomska.

Nie był to, jak się okazuje, mój pierwszy kontakt z jej twórczością, bo przecież (jak wszystkie dzieci wówczas) oglądałam w telewizji Jacka i Agatkę !

 W ogromnym dorobku Wandy Chotomskiej nie da się wskazać jednego utworu, który znają wszyscy, jak „Lokomotywę”, „Akademię Pana Kleksa” czy „Dzieci z Bullerbyn”. Nie ma jednak osoby (nawet wśród tych, które kontakt z książką miały i mają niewielki), która by się żadnym z jej utworów nie zetknęła – jeśli nie z podręcznika do języka polskiego to chociażby jako piosenki Gawędy. Czy był w Polsce ktoś, kto w latach siedemdziesiątych nie słyszał choć raz „Gry w kolory” ?

Nie należałam do Gawędy, ale miałam tam koleżanki, chodziłam na ich koncerty, słuchałam płyt i wszystkie piosenki, które na nich były, umiałam na pamięć.

Moje córki najlepiej znają chyba „Tadka niejadka”. Czarna płyta z tym słuchowiskiem (z cudowną Ireną Kwiatkowską w roli Babci !) pochodziła z czasów dzieciństwa mojego Męża, a ja przegrałam ją dla dziewczyn na kasetę magnetofonową. Kiedyś usłyszałam, jak któraś z nich śpiewa piosenkę o balonikach uwzględniając w niej to miejsce, w którym podczas nagrywania płyta się zacięła ;-)

Barbara Gawryluk przez dwa lata odwiedzała Wandę Chotomską w jej mieszkaniu na rogu Tamki i Warszawy i... rozmawiały. Te rozmowy (jak mogliśmy dowiedzieć się na bardzo miłym spotkaniu w Muzeum Książki Dziecięcej) zaczynały się w chwili, gdy gospodyni otwierała drzwi mieszkania, a kończyły dopiero, kiedy za gościem zamykały się drzwi windy. Rozmawiały o wszystkim począwszy od najwcześniejszego dzieciństwa Poetki, przez wojnę i lata tużpowojenne, ale najwięcej oczywiście jest opowieści o literaturze i literatach, o książkach, spotkaniach autorskich i podróżach. Rozmowom towarzyszyło przeglądanie zawartości przepastnych szuflad pełnych zdjęć, listów, ręko- i maszynopisów, nierzadko budzących zaskoczenie ich właścicielki. Wiele z tych znalezisk znalazło się w książce, a dwa być może będą miały ciąg dalszy... ;-)

Są tam też opowieści licznych znajomych z branży (i nie tylko). Wszystkich nie wymienię, ograniczę się tylko do Joanny Papuzińskiej, Bohdana ButenkiGrzegorza Kasdepke, który powiedział tam: Szwedzi mają Astrid Lingdren, Finowie Tove Janson, a Polacy - Wandę Chotomską. Naprawdę nie wyszliśmy na tym źle !

Też tak uważam – szczególnie, że Polacy znają świetnie książki obu tych autorek, a czy Skandynawowie mieli okazję poznać twórczość Wandy Chotomskiej ???

 

P.S. Cieszę się, że ja również w maciuciupuleńkim stopniu przyczyniłam się do tej publikacji, bo dedykacja Będzie miała Ania dużo do czytania pochodzi z książki „Tańce polskie”, którą moja córka przyniosła ze spotkania w swojej szkole :-)

 

 

Barbara Gawryluk „Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia”, wyd.: Marginesy, Warszawa 2016

 

 

piątek, 30 września 2016, agnieszka_azj

Polecane wpisy

Komentarze
2016/10/01 23:52:10
Chodziłam ostatnio koło tej książki, ale sei wystraszyłamz etesktu jakso mało. Musze zrobic powtórny przegląd ;)
-
2016/10/02 12:05:25
Tekstu jest całkiem sporo, a w dodatku na ilustracjach też jest dużo do czytania - np. niepublikowany wcześniej wiersz Brzechwy w rękopisie ;-)
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę