CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Blog > Komentarze do wpisu
Projekt Breslau

 

   projekt Breslau

 

Szóstka gimnazjalistów z Wrocławia odkrywa w swojej szkole nieużywany przedsionek. Znajdują tam stary kufer oraz zeszyt zapisany po niemiecku – pamiętnik ich rówieśnika sprzed lat Hugona Harnischa. Okazuje się, że Hugo chodził kiedyś do szkoły, która mieściła się w tym samym budynku, co ich gimnazjum, a kufer... Kufer jest mocno tajemniczy, nie daje się otworzyć, a od czasu do czasu... przenosi kogoś w przeszłość.

 

To mogła być bardzo dobra książka...

Projekt Breslau” przełamuje swoistą nie-pamięć, którą przez ostatnie 70 lat otoczona była przeszłość Wrocławia. Pamiętam książki z akcją w tym mieście (np. Stanisławy Platówny) ale zawsze to było tu i teraz. Nawet w „Zawsze jakieś jutro” Wieczerskiej, gdzie mamy koniec lat czterdziestych i ruiny, brakuje odwołań do całkiem wtedy niedalekiej przeszłości.

W literaturze dla dorosłych tę nie-pamięć przełamał jako pierwszy chyba Marek Krajewski cyklem o komisarzu Mocku.

Wrocław jest fascynujący właśnie ze względu na swoją historię. To miasto stanowi niezwykłą mieszankę tradycji – tego co pozostało z czasów niemieckich z tym, co przynieśli ze sobą jego nowi powojenni mieszkańcy. A także tego, co oni sami stworzyli, bo przecież wyrosło już kilka pokoleń, dla których to Wrocław a nie Breslau jest małą ojczyzną, innego nie znają. Przykładem takiego przenikania jest na przykład pomnik Aleksandra Fredry, przywieziony ze Lwowa i stojący na rynku w miejscu, gdzie kiedyś był pomnik króla Prus Fryderyka Wilhelma III. Albo prawosławna katedra Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy, zbudowana jako katolicki kościół św. Barbary, która potem przez kilka wieków była ewangelickim kościołem garnizonowym.

 

To mogła być bardzo dobra książka...

Niestety nadal jest jednowymiarowa, bo sięgając do przeszłości pokazuje jedynie jej część niemiecką. Opowieść Hugona dotyczy czasów, kiedy do Wrocławia przybywali już pierwsi jego nowi mieszkańcy, ale w jego pamiętniku mamy niemal wyłącznie wyprawy w przeszłość. Odniesień do ówczesnej codzienności jest niewiele – gruzy, głód, konieczność wyprzedawania rzeczy i niepewność co do dalszego losu.

Współcześni gimnazjaliści, tak przejęci odkrywaniem przeszłości, ani przez chwilę nie zadają sobie pytania, skąd we Wrocławiu wzięły się ich rodziny, gdzie wcześniej były domy ich przodków ? Kiedy zjawili się we Wrocławiu i co wtedy tam zastali ? Aż prosi się o wplecenie w akcję opowieści rówieśnika Hugona o tym, jak po dwóch tygodniach podróży wagonem towarowym wysiedli w obcym, zrujnowanym mieście, a tam, gdzie nie było ruin, wszystko wyglądało inaczej niż w Lwowie, Stanisławowie czy Buczaczu.

 

To mogła być bardzo dobra książka...

I byłaby, gdyby autorce udało się tchnąć w opisywaną historię trochę życia i emocji, gdyby wszystko, co opisane, nie było takie jakieś... papierowe :-(

Mamy szóstkę bohaterów, ale wcale ich nie poznajemy. Maks gra na gitarze, Olga interesuje się ciuchami i nie lubi czytać książek, a Ada i Adam to bliźnięta – ona jest lepiej zorganizowana i trochę pilnuje roztrzepanego brata. Leon kocha się w Natalii, która jest narratorką tej książki, ale nawet o niej nie dowiadujemy się zbyt wiele, poza tym, że czyta książki (a czasem streszcza Oldze lektury) i że po jakimś czasie zaczęła odwzajemniać uczucie Leona. To wszystko.

Bohaterowie przeżywają rzeczy naprawdę niesamowite, a przyjmują je tak, jakby chodziło o obejrzenie filmu na youtubie. Naturalną reakcją młodzieży na opowieść kolegi o tym, że właśnie odbył wycieczkę do przeszłości, będzie raczej niedowierzanie, i propozycja, żeby zmienił dilera ;-) tymczasem oni uwierzyli Leonowi niemal od razu, bez zastrzeżeń.

Potem wszyscy kolejno przenoszą się w czasie, a po powrocie (poza tym że mają coś w rodzaju jet lag) zachowują się tak, jakby nie zdarzyło się nic szczególnego. Jedynie Natalia, której kufer zafundował przeżycie nalotu i doświadczenie pobytu w zasypanej piwnicy, z większym trudem powraca do rzeczywistości XXI wieku.

Nawet (uwaga !!! spoiler !!!) niespodziewane pojawienie się w przedsionku Hugona Harmischa we własnej osobie nie robi na nich większego wrażenia. Mimo że musi być to człowiek wiekowy (na pewno po osiemdziesiątce) rozmawiają z nim tak, jak z widywanym codziennie sąsiadem. Spotykają się, dowiadują o jego losach, razem odbywają jeszcze jedną wycieczkę w przeszłość, żegnają się i już. Żadnych emocji, żadnych głębszych refleksji, ot tak, po prostu.

 

To mogła być bardzo dobra książka - a nie jest. Szkoda...

 

Magdalena Zarębska „Projekt Breslau”, wyd.: BIS, Warszawa 2016

 

czwartek, 16 lutego 2017, agnieszka_azj

Polecane wpisy

Komentarze
2017/03/04 08:18:05
B.dobra strona i ciekawy wpis - dodaje do ulubionych.
-
2017/04/28 12:22:22
Zastanaiwam sie czy my czytalismy te sama ksiazke . To jest ksiazka dla mlodziezy, prosze popatrzec oczami nastolatka. Wydaje mi sie , ze odniesien do historii jest az za duzo. Najwazniejsze jest miejsce, kufer i przygoda. Przepraszam, ktore dziecko chce czytac o Lwowie, Niemieckiej historii.. Ten osobnik, ktory sie zainteresuje , siegnie dalej albo rodzice mu pomoga w szukaniu. TO jest przygodowa ksiazka , nie historyczna i polecam wszytkim, szczegolnie z Dolnego Slaska
-
2017/04/28 20:12:14
Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby ktoś nie zrozumiał tytułu mojej książki. "Projekt Breslau" jak nazwa wskazuje, odnosi się do przedwojennego Breslau. Jeśli autorce recenzji brakowało jakiegoś wątku, wynika to tylko i wyłącznie z jej koncepcji mojej książki. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sama o powojennym Wrocławiu napisała. Zachęcam jednak do pogłębienia wiedzy na ten temat - nie wszyscy wrocławianie mają korzenie na Kresach, a przesiedleńców ze wschodu było na Dolnym Śląsku około 15%.
Mogłabym parafrazując napisać - To mogłaby być dobra recenzja.
Ale nie jest to nawet recenzja, bo żaden szanujący się recenzent nie zdradza w tekście największego suspensu, na którym opiera się cały pomysł książki.
Nie polecam.
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę