CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Blog > Komentarze do wpisu
Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo

 

Najpierw uwaga natury osobistej: coraz mniej mam ostatnio czasu na pisanie tutaj.

11 lat temu, kiedy zaczynałam, chciałam pisać o książkach, które lubią moje córki. Teraz one wyrosły już z dziecięcych i młodzieżowych lektur, a ja mam rozmaite inne pola aktywności okołoksiążkowej.

Czasami myślę sobie, że może powinnam oficjalnie zamknąć Mały Pokój z Książkami i zakończyć pewien etap w życiu ? Jednak wówczas, jak na zawołanie, pojawia się książka, o której bardzo chcę opowiedzieć i wtedy cieszę się, że jednak mam gdzie...

Tak jest właśnie teraz.

   



 Tytuł tej książki brzmi jak oksymoron, a jednak jej bohaterowie być może kiedyś tak o tym czasie powiedzą. W całym koszmarze życia w ruinach i ciągłej obawy przed nalotami, Jasmina i jej bracia Nabil i Tarik mają dom - trochę zrujnowany, ale to i tak bardzo dużo, bo 1/3 ludności Syrii musiała swoje domy opuścić. Mają też co jeść i w co się ubrać, ale przede wszystkim mają rodziców, którzy robią wszystko, aby ich chronić, nie tylko w sensie fizycznym. Na spotkaniu promującym tę książkę Tomasz Raczek powiedział, że skojarzyła mu się ona z filmem „Życie jest piękne”. Ja odebrałam ją podobnie – tu także jest ojciec, który robi wszystko, żeby nie dopuścić do świadomości dzieci okropieństw świata, w którym zmuszone są żyć.

Dorośli są naiwni. Wydaje im się, że jak rozmawiają szeptem, dzieci nic nie usłyszą. Jest dokładnie na odwrót. Kiedy rodzice, patrząc porozumiewawczo na siebie, przy rozmowie zasłaniają dłonią usta, jakby zamierzali kichnąć, wtedy cała zamieniam się w słuch – i najczęściej udaje mi się parę słów wychwycić.

Tak naprawdę nie chodzi o to, żeby poznać ich najskrytsze tajemnice. Po prostu czasem mają problemy, z którymi sami nie potrafią sobie poradzić.

Ta książka to powieść dla dzieci, którą powinien przeczytać każdy dorosły – jak można przeczytać na okładce.

Grzegorz Gortat nie chroni swoich czytelników przed prawdą o wojnie. Pokazuje życie w oblężonym i bombardowanym mieście w całym jego koszmarze, nie wyłączając śmierci osób bliskich, ale nie epatuje okrucieństwami. Wiele rzeczy pozostawia niedopowiedzianych, a każdy czytelnik zrozumie je na swoim poziomie. My dorośli, wypełnimy te niedopowiedzenia swoją wiedzą o świecie, a jeśli będziemy towarzyszyć w lekturze dzieciom, możemy odpowiedzieć na pytania, jakie być może będą chciały zadać. Tematy do rozmowy kryją się też w niezwykłych ilustracjach Marianny Sztymy, które (jeśli obejrzymy je kolejno, pomijając tekst) opowiadają pewną, bardzo poruszającą historię.

Nie dowiemy się z niej, jakie są przyczyny wojny w Syrii i kto tak konkretnie zrzuca bomby na Aleppo. To książka o każdej wojnie w każdym miejscu na świecie. Ważni są w niej bezbronni ludzie, o których pan Safik powiedział: jesteśmy tylko pionkami w grze możnych tego świata. A świata nie interesuje, co się z nami stanie.

Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo” nie ma happy endu – właściwie trudno powiedzieć, że ma koniec, bo przecież wiemy, że wojna w Aleppo trwa nadal...

Katarzyna Szantyr – Królikowska, szefowa wydawnictwa „Bajka” powiedziała na spotkaniu promującym tę książkę, że kiedy przeczytała ten tekst pierwszy raz, zrozumiała dwie rzeczy: że musi ją wydać i że rzeczą niemoralną byłoby na niej zarabiać. Cały dochód ze sprzedaży „Mojego cudownego dzieciństwa w Aleppo” zostanie przekazany Polskiej Akcji Humanitarnej na pomoc Syrii. Może dzięki temu choć jedno dzieciństwo w Aleppo stanie się trochę lepsze...


 

Grzegorz Gortat „Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo”, ilustr.: Marianna Sztyma, wyd.: Bajka, Warszawa 2017

 

 

 

 

 

poniedziałek, 15 maja 2017, agnieszka_azj

Polecane wpisy

Komentarze
2017/05/17 14:04:57
Proszę nie zamykać drzwi do małego pokoju :D
Ja na razie nie sięgam po książki przerabiające jakiekolwiek traumy. Podczas lektury "Niezłego ziółka" Młodszy wprost poprosił o zmianę lektury, bo ta "jest zbyt smutna" i jego prośbie stało się zadość. Wiem, wiem. To są rzeczy ważne i należy je tłumaczyć i przerabiać, ale póki co, postanowiłem serwować rzeczy wesołe i pełne śmiechu. W końcu maj się ruszył i trzeba się lekturowo dostosować. A "Moje ..." dopisuję do listy "na później" :)
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę