CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Kategorie: Wszystkie | A. Błotnicka | A. Chachulska | A. Frączek | A. Hearst | A. Jaromir | A. Kamiński | A. Mcghee | A. Michaelis | A. Niemierko - Pająk | A. Piwkowska | A. Vestly | A. Znamierowski | A.Bradley | A.D.Mizielińscy | A.Holmberg | A.Lindgren | A.M. Grabowski | A.Onichimowska | A.Provoost | A.Tyszka | albumy | atlasy | B. Cole | B. Gawryluk | B. Kaniewska-Pakuła | B. Leśmian | B. Lindgren | B. Massini | B. Moyeyaert | B. Ostrowicka | B. Rice | B. Wildsmith | B. Wróblewska | C. Compton | C. Frabetti | C. Kruusval | C. Wolff-Brandt | C.Funke | C.Rayner | C.Rees | Ch. Bjork | Ch. Dickens | Cz. Janczarski | D. Cali | D. Combrzyńska - Nogala | D. Geisler | D. Gellner | D. Walliams | D. Wawiłow | D.Terakowska | Dr. Seuss | E. Ainsworth | E. Beskow | E. Kozyra - Pawlak (aut.) | E. Piotrowska | E. Susso | E.Carle | E.H.Gombrich | E.Nowak | F. Nilsson | F.H. Burnett | G. Mancomble | G. Ruszewska | G. Whelan | G.Carson Levine | G.Kasdepke | Gro Dahle | H. Ch. Andersen | H. Tullet | Heekyong Kim | I. Angerborn | I. Chmielewska | I. Degórska | I. Desjardins | J. Birdsall | J. Chmielewska | J. Frey | J. Mikołajewski | J. Olech (autorka) | J. Picoult | J. Rudniańska | J. Schlansky | J. T. Wieslander | J. Tuwim | J. Wilkoń -autor | J. Wilson | J.P. Lewis | J.Papuzińska | K. DiCamillo | K. Levine | K. Lipka-Sztabałło (autor) | K. Pranić | K.Majgier | K.Siesicka | L. Anderson | L. Anholt | L. Bardijewska | L. Brooke | L. Fabisińska | L. Lowry | L. Olivier | L. Stafford | M. Amelin | M. Brykczyński | M. Ekier | M. Galica | M. Happach | M. Kita | M. Kowaleczko - Szumowska | M. Matlin | M. Miklaszewska | M. Niklewiczowa | M. Oklejak (autorka) | M. Oworuszko | M. Parr | M. Rusinek | M. Sasek | M. Skibińska | M. Szczygielski | M. Waltari | M. Widmark | M.Gutowska-Adamczyk | M.K.Piekarska | M.Strzałkowska | M.Wollny | Marcel A. Marcel | N. Streatfield | P. Beręsewicz | P. Goes | P. Lindenbaum | P. Maar | P. Pawlak - autor | piosenki | R. Kipling | R. Kosik | R. Lagercrantz | R. McCormick | R. Mueller | R. Piątkowska | R. Riordan | R.Dahl | R.Jędrzejewska-Wróbel | S. Crossan | S. McBratney | S. Nyhus | S. Scherrer | serie | Shaun Tan | składanki | Suzy Lee | T. Jansson | T. Trojanowski | tradycyjne | U. Stark | V. Howie | varia | W. Holzwarth | W.Widłak | Z. Orlińska | Ł. Wierzbicki
RSS
wtorek, 22 listopada 2016
Rzeka czasu. Podróż przez historię świata.

 

   

 

Kiedy pierwszy raz przeczytałam zapowiedź tej książki, od razu skojarzyła mi się z „Krótką historią świata dla młodszych i starszych” Ernesta Gombricha. Tam na jednej z pierwszych ilustracji też była taka rzeka, a w rozdziale ją kończącym autor pisał:

Wyobraź sobie rzekę czasu nad którą właśnie przelecieliśmy samolotem. Gdzieś tam we mgle daleko za nami może się jeszcze domyślasz skalnych jaskiń łowców mamutów, domyślasz się stepów, na których wyrosły pierwsze zboża. Te odległe punkciki, to piramidy i wieża Babel. Po tamtych nizinach Żydzi kiedyś pędzili swoje stada. (...)

Lecz pod nami i przed nami jest jeszcze mgła, nieprzenikniona mgła. Wiemy tyko, że rzeka płynie dalej, nieskończenie daleko, ku nieznanemu morzu.

Peter Goes tworzył swoją rzekę czasu jakieś 80 lat po Gombrichu i dlatego, zgodnie z tym, co przez ten czas ustaliła nauka, jej źródłem jest Wielki Wybuch, a pierwszymi organizmami, jakie możemy w niej spotkać (na dłuuugo przed pierwszymi u Gombricha dinozaurami) są stromatolity i trylobity ;-) Tam opowieść kończyła się po pierwszej wojnie światowej, tutaj – dopływamy aż do połowy drugiej dekady XXI wieku.

Książkę Goesa trudno w ogóle nazwać opowieścią – tytułowa rzeka wije się przez kolejne wielkie strony, a w jej nurcie pojawiają się rozmaite ważne dla historii miejsca, ludzie i wydarzenia. Każdej planszy towarzyszy też krotki tekst porządkujący czy też charakteryzujący pokazany na niej okres historii. Peter Goes tylko raz zauważył Polskę w głównym nurcie swojej rzeki i było to w roku 1980. Wydawnictwo zadbało jednak o to, żeby w każdym z tych komentarzy (od wczesnego średniowiecza począwszy) pojawiły się informacje o tym, co się wtedy w naszym kraju działo. I chwała mu za to ! 

Sięgałam po „Rzekę czasu” z ogromną nadzieją – mam tak z każdą książką, która daje nadzieje na to, ze zdoła zainteresować dzieci historią. Wrażenia z pierwszego kontaktu z nią miałam jednak ciut mieszane. Wydała mi się jakaś taka bałaganiarska, nieuporządkowana i zaczęłam mieć wątpliwości, czy młody czytelnik coś z niej w ogóle wyniesie. Zdaję sobie jednak sprawę, że jestem z innego niż jej adresaci pokolenia, moje było zdecydowanie mniej obrazkowe ;-)

Peter Goes kończy ich podróż słowami: Jakie będą następne dziesięciolecia ? To może zależeć także od ciebie, ja jednak najchętniej spuentowałabym to tak, jak uczynił to w 1935 roku Ernst H. Gombrich:

Zejdźmy teraz samolotem niżej nad rzekę. Z bliska widać, że to prawdziwa rzeka, a jej fale szumią jak fale morza. Zrywa się silny wiatr, na falach pienią się białe grzywy. Przypatrz się im dobrze, tym milionom połyskliwych, białych bąbelków, które z każdą falą powstają i przemijają. Tylko przez chwilę niesie je grzbiet fal, potem opadają i znikają.

Widzisz, każdy z nas jest tylko taką połyskliwą drobiną, maleńką kropelką na falach czasu, które tam w dole przepływają i odpływają w niewiadomą mglistą przyszłość. Wynurzamy się, rozglądamy wokół i zanim się spostrzeżemy, już nas nie ma.

Wcale nas nie widać w wielkiej rzece czasu. Wciąż pojawiają się nowe fale. A to, co nazywamy naszym losem, to nic innego, jak tylko nasza walka w natłoku kropelek w czasie jednego poruszenia fali w górę i w dół. Ale tę chwilę chcemy wykorzystać. Warta jest zachodu.

 

Peter Goes „Rzeka czasu. Podróż przez historię świata”, przekł.: Iwona Mączka, wyd.: Dwie Siostry, Warszawa 2016

Ernst H. Gombrich „Krótka historia świata dla młodszych i starszych”, przekł.: Barbara Ostrowska, wyd.: Świat książki, Warszawa 2008

środa, 16 listopada 2016
Spacerkiem przez rok

 

 

Za oknami szaro, buro i ponuro, z nieba siąpi coś jakby deszcz ze śniegiem, a w domu szaleje tajfun remontu. Jedynym schronieniem w takich warunkach jest książka.

 

Rok dwanaście ma miesięcy

oraz cztery pory roku,

więc odwiedźmy je spacerkiem,

pomalutku, krok po kroku...

 

Spacerkiem przez rok” Małgorzaty Strzałkowskiej znakomicie się to takiego eskapizmu nadaje – głównie z powodu cudownych ilustracji Elżbiety Wasiuczyńskiej, na których nawet szary listopad jest zdecydowanie przyjemniejszy niż w realu. Oglądając je, odnosi się wrażenie, że Ela użyła do nich specjalnych (wydobytych z jakiegoś tajemnego schowka) farb : miodowej, nocnej, deszczowej, szronowej czy fajerwerkowej ;-)

 

Większość polskich nazw miesięcy -

poza marcem oraz majem -

to są stare polskie nazwy,

zgodne z dawnym obyczajem.

 

Od słów często zapomnianych

swój rodowód długi wiodą

i od niepamiętnych czasów

powiązane są z przyrodą.

 

To nie jest pierwsza tego typu książka, która miałam w ręku. Jak zawsze są w niej wiersze opisujące pory roku i kolejne miesiące, jest też kilka ekstra – o wiosennych zapachach czy nocy wigilijnej. Dużą niespodzianką były dla mnie te, które wyjaśniały znaczenie polskich nazw miesięcy. Nie jest rzeczą prostą zrobić to w sposób zrozumiały dla kilkulatka i w dodatku wierszem, ale Małgorzacie Strzałkowskiej udało się to wspaniale.

Spacerkiem przez rok” to pierwsza odhaczona pozycja na mojej liście gwiazdkowych prezentów dla rodzinnych dzieci :-)

 

Małgorzata Strzałkowska „Spacerkiem przez rok”, ilustr.: Elżbieta Wasiuczyńska, wyd.: Media Rodzina, Poznań 2016

 

 

piątek, 30 września 2016
Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia.

 

To nie jest książka dla dzieci.

Jest dla tych dorosłych, którzy jako dzieci czytali utwory Wandy Chotomskiej – czyli dla... wszystkich, bo nie ma w Polsce osoby, która by się z jej twórczością nie zetknęła.

   chotomska

Pierwszą ważną książką w moim życiu było „Abecadło krakowskie” - sympatyczna rymowana historia wędrówki Słoneczka po Krakowie, w której każdej literze alfabetu przypisane było jakieś ważne miejsce lub rzecz w tym mieście. Uwielbiałam ją, znałam ją na pamięć i na niej właśnie nauczyłam się czytać. Jak opowiada moja Mama, jeszcze zanim posiadłam tę umiejętność, po mistrzowsku ją udawałam - czytałam na głos recytując z pamięci, ale palcem cały czas wodziłam po tekście utrzymując tempo ;-) Dzięki „Abecadłu” nie tylko nauczyłam się alfabetu, ale także poznałam Kraków na długo przedtem, zanim tam pojechałam. Do dziś pamiętam, co było pod każdą literą: od Akademii Sztuk Pięknych po dzwon Zygmunta przez Elementarz, Fafika i Igrce. Pamiętam też zakończenie – z przymrużeniem oka łączące genius loci z duchem czasów, w których powstawało: Zachwycony Krakowem i uroczą wycieczką, wszystkim padam do nóżek – Obywatel Słoneczko.

Kiedy wreszcie zobaczyłam Kraków na własne oczy... rozczarowałam się srodze. W tzw. realu wczesnych lat siedemdziesiątych nie dorastał do tego z ilustracji Jana Marcina Szancera, szczególnie w mroźną, ale bezśnieżną zimę.

   abecadło krakowskie


Myślę, że nie będzie przesadą, jeśli powiem, że od „Abecadła” zaczęło się wszystko, co w moim życiu ważne, czyli maniackie czytanie i zainteresowanie historią. Nie mam już tamtej książki z mojego dzieciństwa, zapewne padła ofiarą naszej przeprowadzki do Warszawy, kiedy rodzice stojący wobec konieczności spakowania i przewiezienia własnego, niemałego księgozbioru, drastycznie ograniczyli mój, oddając wszystkie książki, z których już wyrosłam. Pamiętałam ją doskonale – jej tytuł, ilustratora (bo kreska Szancera jest nie do pomylenia), ale nie wiedziałam, kto był autorem. Dopiero po wielu latach odkryłam, że napisała ją Wanda Chotomska.

Nie był to, jak się okazuje, mój pierwszy kontakt z jej twórczością, bo przecież (jak wszystkie dzieci wówczas) oglądałam w telewizji Jacka i Agatkę !

 W ogromnym dorobku Wandy Chotomskiej nie da się wskazać jednego utworu, który znają wszyscy, jak „Lokomotywę”, „Akademię Pana Kleksa” czy „Dzieci z Bullerbyn”. Nie ma jednak osoby (nawet wśród tych, które kontakt z książką miały i mają niewielki), która by się żadnym z jej utworów nie zetknęła – jeśli nie z podręcznika do języka polskiego to chociażby jako piosenki Gawędy. Czy był w Polsce ktoś, kto w latach siedemdziesiątych nie słyszał choć raz „Gry w kolory” ?

Nie należałam do Gawędy, ale miałam tam koleżanki, chodziłam na ich koncerty, słuchałam płyt i wszystkie piosenki, które na nich były, umiałam na pamięć.

Moje córki najlepiej znają chyba „Tadka niejadka”. Czarna płyta z tym słuchowiskiem (z cudowną Ireną Kwiatkowską w roli Babci !) pochodziła z czasów dzieciństwa mojego Męża, a ja przegrałam ją dla dziewczyn na kasetę magnetofonową. Kiedyś usłyszałam, jak któraś z nich śpiewa piosenkę o balonikach uwzględniając w niej to miejsce, w którym podczas nagrywania płyta się zacięła ;-)

Barbara Gawryluk przez dwa lata odwiedzała Wandę Chotomską w jej mieszkaniu na rogu Tamki i Warszawy i... rozmawiały. Te rozmowy (jak mogliśmy dowiedzieć się na bardzo miłym spotkaniu w Muzeum Książki Dziecięcej) zaczynały się w chwili, gdy gospodyni otwierała drzwi mieszkania, a kończyły dopiero, kiedy za gościem zamykały się drzwi windy. Rozmawiały o wszystkim począwszy od najwcześniejszego dzieciństwa Poetki, przez wojnę i lata tużpowojenne, ale najwięcej oczywiście jest opowieści o literaturze i literatach, o książkach, spotkaniach autorskich i podróżach. Rozmowom towarzyszyło przeglądanie zawartości przepastnych szuflad pełnych zdjęć, listów, ręko- i maszynopisów, nierzadko budzących zaskoczenie ich właścicielki. Wiele z tych znalezisk znalazło się w książce, a dwa być może będą miały ciąg dalszy... ;-)

Są tam też opowieści licznych znajomych z branży (i nie tylko). Wszystkich nie wymienię, ograniczę się tylko do Joanny Papuzińskiej, Bohdana ButenkiGrzegorza Kasdepke, który powiedział tam: Szwedzi mają Astrid Lingdren, Finowie Tove Janson, a Polacy - Wandę Chotomską. Naprawdę nie wyszliśmy na tym źle !

Też tak uważam – szczególnie, że Polacy znają świetnie książki obu tych autorek, a czy Skandynawowie mieli okazję poznać twórczość Wandy Chotomskiej ???

 

P.S. Cieszę się, że ja również w maciuciupuleńkim stopniu przyczyniłam się do tej publikacji, bo dedykacja Będzie miała Ania dużo do czytania pochodzi z książki „Tańce polskie”, którą moja córka przyniosła ze spotkania w swojej szkole :-)

 

 

Barbara Gawryluk „Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia”, wyd.: Marginesy, Warszawa 2016

 

 

poniedziałek, 25 lipca 2016
Szopięta

 

   

 

Była sobie raz rodzina szopów praczy. Pani Szop, Pan Szop i ich dzieci.

SZOPIĘTA PRACZĘTA.

Na wirtualnych półkach mojego Małego pokoju z książkami są już książki o psach, kotach i misiach. Są także o koniach, o łosiach, o fokach, a nawet o świstaku – ale szopów jeszcze tutaj nie było :-)

Pan i Pani Szop bez przerwy prali i sprzątali. Oczywiście bardzo dbali także o to, żeby ich dzieci były czyste i miały pełne brzuchy.

Ale ich dzieci bez przerwy marudziły:

- Pobawcie się z nami !

- Nie możemy ! Nie mamy czasu – odpowiadali zwykle rodzice. - Umyjcie natychmiast łapy i nosy, bo są czarne jak smoła.

Początkowo widziałam w tej książce tylko pretekst do zabawy materiałami, ich kolorami, wzorami i fakturami. Do pewnego stopnia tak jest - sznur z praniem daje do takiej zabawy możliwości nieograniczone, a Ewa Kozyra – Pawlak umie z nich fantastycznie* korzystać ;-)

Potem zobaczyłam tam jednak historię o tym, co w życiu rodzinnym jest najważniejsze. I nie jest to zdecydowanie ani idealny porządek, ani kryształowo czyste prania. Państwo Szopowie tez do tego doszli, ale do sprawy musiała się wtrącić pewna (pozornie ;-) groźna Lisica...

Szopięta” to bajecznie kolorowy hymn na cześć bycia RAZEM – bo tylko wtedy WSZYSTKO NAPRAWDĘ JEST W PORZĄDKU :-)

 

Ewa Kozyra – Pawlak (tekst i ilustr.) „Szopięta”, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 2016

 

 

* w sprawie zachwytów nad ilustracjami Ewy Kozyry – Pawlak zapraszam tu, i tu, i tu, bo wyczerpałam już wszystkie dostępne mi środki wyrazu. Po prostu – słów mi brak :-)

I jeszcze - filmik do koniecznego zobaczenia !!!

 

 

wtorek, 12 lipca 2016
Orzeł Biały - znak państwa i narodu

 

Polskim godłem jest wizerunek orła z koroną na głowie.

Herbem Rzeczypospolitej Polskiej jest godło, czyli wizerunek tego orła umieszczony w czerwonym polu tarczy herbowej.

Zarówno nasze godło, jak i herb noszą nazwę Orzeł Biały.

   

 

Jest w Muzeum Powstania Warszawskiego taki fragment ekspozycji – na pierwszy rzut oka niepozorny, ale zawierający to, co najcenniejsze. W szybie windy na trzech kondygnacjach wyeksponowane są opaski powstańcze, ofiarowane Muzeum przez powstańców i ich rodziny. Zawsze zatrzymuję się tam z grupami, które oprowadzam, bo te niewielkie, wypłowiałe kawałki materiału miały (i mają) ogromne znaczenie – to one były jedynym umundurowaniem powstańców, one świadczyły o tym, że byli żołnierzami Wojska Polskiego.

Trudno wyjaśnić współczesnym nastolatkom, jak odbierali to ówcześni warszawiacy, którym przez ostatnie pięć lat za posiadanie flagi polskiej groziły kary. Dla nich polskie flagi wiszące na budynkach są przecież czymś normalnym.

Jak im wytłumaczyć, jakie znaczenie miała akcja Szarych Szeregów, kiedy Rudemu udało się powiesić na dachu Zachęty flagę biało-czerwoną, zamiast tej hitlerowskiej, która tam od początku okupacji powiewała ? Nawet jeżeli tylko niewielu mieszkańców Warszawy zdołało ją zobaczyć, to wiadomość o tym stugębną plotką szybko rozeszła się nie tylko wśród mieszkańców miasta. Po co jednak narażać życie dla czegoś, co ma znaczenie wyłącznie symboliczne ?

Jak mają to zrozumieć dzieci, które codziennie widzą na ścianie w klasie Orła Białego i jest to dla nich normalny element wystroju - tak normalny, że go wręcz nie zauważają ?

Może ta książka trochę w tym pomoże ?

Orzeł Biały” heraldyka i weksylologa Alfreda Znamierowskiego to niezwykle starannie wydane kompendium wiedzy o naszym godle i barwach narodowych – począwszy od tego, dlaczego przed wiekami orzeł został uznany za symbol zwycięstwa dobra nad złem, a na słowniczku niezbędnych pojęć, pozwalającym nie pomylić flagi z banderą czy chorągwią, skończywszy.

Kiedy orzeł pojawił się na pieczęciach polskich władców ? Jak się zmieniał ? Co symbolizuje jego korona ? Od kiedy za polskie barwy narodowe uznajemy biel i czerwień ?

To książka nie tylko dla dzieci. Myślę, że wielu dorosłych z przyjemnością uzupełni swoją wiedzę – nie tylko tę historyczną, ale także praktyczną, bo znajdziemy tam np. informacje o tym, w jakiej kolejności wieszamy flagi wtedy, gdy jest ich więcej.

 

Orzeł Biały - znak państwa i narodu” stanowi w pewnym sensie komplet z wydaną w zeszłym roku książką Małgorzaty Strzałkowskiej, zawierającą równie wyczerpującą wiedzę o naszym hymnie narodowym.

   

 

 

 Alfred Znamierowski „Orzeł Biały - znak państwa i narodu”, wyd.: Bajka, Warszawa 2016

Małgorzata Strzałkowska „Mazurek Dąbrowskiego. Nasz hymn narodowy”, ilustr.: Adam Pękalski, wyd.:Bajka, Warszawa 2015

 

 

wtorek, 05 lipca 2016
Amelia i Kuba. Stuoki potwór

 

   aik stuoki potwór

 

Między liśćmi coś się poruszyło. Pomarszczona skóra na wielkim odwłoku zaszeleściła o gałęzie, gdy tajemniczy stwór podkradał się bliżej bramy Zamku. Dobrze się maskował, zdawał się wręcz zmieniać kolor, by dostosować się do otoczenia. Gdyby ktoś przechodził obok, nie zauważyłby niczego podejrzanego.

Stwór zamarł na kilka chwil, gdy ulicą przejeżdżał samochód. Potem podpełzł jeszcze kawałek i przysiadł. Zza gałęzi głogu wystawały trzy chude odnóża. Wiele czarnych oczu na jego ciele poruszało się niezależnie od siebie, lustrując okolicę. Większość z nich wpatrywała się w bramę, jakby stwór kombinował, jak się przez nią przedostać...

Stuoki potwór” to czwarty tom, ale trzecia część cyklu „Amelia i Kuba” ( a może czwarta część, ale trzecia historia ?), bo pierwsza ukazała się jako dwuksiążka.

W kolejnych Rafał Kosik zrezygnował już z pisania tej samej opowieści w wersjach opowiadanych z punktu widzenia różnych bohaterów. Jedna historia to jedna książka, ale w nie mamy w nich jednego, dominującego bohatera. Czasem widzimy wydarzenia w perspektywy Amelii, czasem Kuby, kiedy indziej – Alberta, Mi, a czasem jeszcze – ich rodziców lub innych mieszkańców Oak Residence (zwanej powszechnie Zamkiem).

Po „Godzinie duchów”, której podstawową zaletą była podwójność, pojedyncza „Nowa szkoła” jakoś mnie nie zachwyciła, wydała się napisana trochę na siłę. „Stuoki potwór” czyta się zdecydowanie lepiej :-)

Amelia jest zła na cały świat i ogniskuje swoją złość na Klementynie, wrzucając na forum szkoły jej złośliwe zdjęcie. Potem złość jej przechodzi i usuwa je, ale okazuje się, że rzecz wrzucona do internetu żyje już własnym życiem...

Mieszkańcy zamkniętej przed obcymi Oak Residence nadal nie czują się wystarczająco bezpieczni, więc decydują zwiększeniu ilości kamer, a do obrazu z nich mają mieć dostęp wszyscy mieszkańcy. Czy monitoring obywatelski to większe bezpieczeństwo, czy raczej totalna inwigilacja ?

Stuoki potwór” to książka, która pokazuje, do czego może doprowadzić bezmyślne używanie najnowszych zdobyczy techniki (do których dostęp mają teraz także dzieci), czym grozi pochopne wrzucenie czegoś do sieci, albo nieostrożne udostępnienie światu swojej prywatności.

A tytułowy potwór ? Stuoki ? Istniał naprawdę czy był tylko wytworem wyobraźni ? Tego już musicie dowiedzieć się sami ;-)

 

 

Rafał Kosik „Amelia i Kuba. Stuoki potwór”, ilustr.: Jakub Grochola, wyd.: Powergraph, Warszawa 2016

 

środa, 29 czerwca 2016
Teatr niewidzialnych dzieci

 

 

 

Konkurs Literacki im. Astrid Lindgren organizowany przez fundację „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom” jest jedyny w swoim rodzaju. Odbywa się co trzy lata i mogą w nim brać udział wyłącznie książki wcześniej niepublikowane, a jurorzy oceniając nie wiedzą, kto jest ich autorem. Na podobnych zasadach odbywa się też konkurs literacki „Biedronki”, ale w nim można wystartować tylko raz, bo warunkiem jest to, aby autor był debiutantem.

Konkurs Astrid Lindgren jest otwarty dla wszystkich, niezależnie od dorobku, a moment otwarcia kopert z nazwiskami nagrodzonych autorów jest zawsze ekscytujący. Już trzy razy z rzędu okazywało się, że autorem książki nagrodzonej Grand Prix konkursu jest... Marcin Szczygielski. Najbardziej zaskoczeni tym faktem w tym roku byli podobno sami jurorzy ;-)

Kiedy w 2010 roku Jury drugiego konkursu nagradzało „Czarny młyn” - powieść grozy rozgrywającą się w ponurych, postapokaliptycznych niemal realiach zapomnianej przez Boga i ludzi wsi położonej gdzieś w pobliżu drogi szybkiego ruchu – Szczygielski był już uznanym autorem książek zdecydowanie dla dorosłych. Miał też w swoim dorobku pierwszą książkę dla młodzieży - „Omegę” - fascynującą powieść inicjacyjną w konwencji gry komputerowej, która zdobyła tytuł „Książka Roku IBBY 2010”

Trzy lata później, po ukazaniu się kolejnej jego powieści fantastyczno – przygodowej „Za niebieskimi drzwiami”, Grand Prix trzeciego konkursu zdobyła „Arka czasu”. Ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że autorem tej niezwykłej, wymykającej się gatunkom historii małego uciekiniera z warszawskiego getta jest znowu Marcin Szczygielski.

W tegorocznym, czwartym konkursie wygrała książka o peerelowskim domu dziecka w stanie wojennym, realistyczna do bólu, bez grama magii. I znów okazało się, że napisał ją Marcin Szczygielski. Taka niespodzianka ;-)

Już nie mogę się doczekać kolejnej edycji tego konkursu w 2019 roku ;-)

 

Mam na imię Michał, a na nazwisko Szymczyk. Urodziłem się 10 lutego 1971 r. w Katowicach. Moja mama miała na imię Zuzanna, a mój tata Michał – tak samo jak ja. Ale nigdy ich nie poznałem, bo oboje zginęli w wypadku autobusu,kiedy jechali do Bytomia, żeby obejrzeć nowe mieszkanie, które dostali. To znaczy, które dostaliśmy, bo ja też miałem tam mieszkać.(...)

Mieszkam tutaj, w „Młodym lesie” w Siemianowicach Śląskich, już od prawie czterech lat. Wcześniej mieszkałem w Domu Małego Dziecka w Rybniku, a jeszcze wcześniej u babci, ale nic z tamtego okresu nie pamiętam. Moja babcia zachorowała i umarła, kiedy miałem trzy lata, bo była bardzo, ale to bardzo stara. Miała osiemdziesiąt osiem lat, urodziła się jeszcze w XIX wieku ! Okazało się, że nie ma się mną kto zaopiekować, więc trafiłem do Domu Małego Dziecka, gdzie było mi bardzo źle, ale dało się wytrzymać.

Teatr niewidzialnych dzieci” to pierwsza obyczajowa książka dla młodzieży z akcją rozgrywającą się w karnawale Solidarności i w stanie wojennym. Zanurza czytelnika w realiach Polski tamtych czasów, ale jest to rzeczywistość widziana oczyma dziecka żyjącego niejako obok tego wszystkiego. Michał jest uważnym obserwatorem, nie ma jednak przy sobie (tak jak dzieci żyjące w domach rodzinnych) dorosłego, który mógłby mu wytłumaczyć to, co się dookoła niego dzieje. Ta książka to także trudne historie jej bohaterów i zamknięty świat domu dziecka – najpierw tego w Siemianowicach, a potem kolejnego – specyficznego, kameralnego „Dębowego Lasu” pod Lublinem. Tam właśnie dzieci przygotowują przedstawienie, którego premiera zaplanowana została na niedzielę 13 grudnia...

 Każdy z nas jest tylko małym nieistotnym kamieniem, który można bezkarnie kopnąć. Jesteśmy niewidzialnymi dziećmi, nie mamy rodziców ani pieniędzy i nikomu na nas nie zależy. Ale małe kamyki, nawet tak małe jak ziarnko piasku, mają moc, gdy jest ich dużo i zamienią się w lawinę, a wtedy nic ich nie powstrzyma ! 

 

Marcin Szczygielski „Teatr niewidzialnych dzieci”, wyd.: Instytut Wydawniczy Latarnik, Warszawa 2016

 

P.S. Nie umiem wstawiać tutaj filmów, ale zdecydowanie warto obejrzeć trailer tej książki .

 

 

 

 

poniedziałek, 30 maja 2016
W nowej szkole

 

    

... czyli książka, do której początkowo podchodziłam jak pies do jeża ;-) Pewnie w ogóle nie odnotowałabym jej pojawienia się, gdyby nie fakt, że stoją za nią osoby, z którymi łączy mnie wieloletni udział w pewnym fantastycznym forum parentingowym. Tak już mam, że kiedy ktoś znajomy robi coś książkowego, nie mogę przejść obok tego obojętnie ;-)

W nowej szkole” jest pierwszą z serii tak zwanych książek personalizowanych. Nie mam przekonania do samej ich idei – głównie dlatego, że wszystkie, z którymi zdarzyło mi się dotychczas spotykać, łagodnie mówiąc nie zachwycały – ani tekstem, ani niestety (bo to rzucało się w oczy od razu) ilustracjami. Zupełnie nie rozumiałam, jaką korzyść ma dziecko wynieść z kontaktu z kiepską książką, której zaletą ma być to, bohater ma na imię tak samo jak ono ? Na rynku jest obecnie tyle książek, że raczej nie ma problemu ze znalezieniem wśród nich bohaterów o dowolnym imieniu.

Kiedy zapytałam pomysłodawczynię całości i założycielkę wydawnictwa kUFFerek Elizę Trzęślewicz o to, dlaczego zdecydowała się na rozpoczęcie takiej działalności, odpowiedziała: W ubiegłym roku moje dzieci dostały w prezencie bajki personalizowane. W pierwszej chwili pomysł bardzo mi się spodobał, jednak zachwyt szybko zmienił się w rozczarowanie. Te książki okazały się po prostu kiepskie - zarówno w warstwie tekstowej, jak i graficznej. Obejrzałam oferty kilku wydawnictw i w każdym przypadku można było się do czegoś przyczepić. Jedni wydawali pięknie oprawione koszmarki, inni zainwestowali czas i energię w tekst i ilustracje, za to oszczędzali na druku….

Pomyślałam, że dzieci zasługują na prawdziwą książkę: ciekawie i mądrze napisaną, pięknie zilustrowaną i porządnie wydaną. A ponieważ znam pewną mistrzynię w opowiadaniu bajek, zaproponowałam jej udział w tym projekcie. Alicja jest psychologiem dziecięcym i pomaga maluchom rozwiązywać ich problemy bajkami.

Dla mnie W nowej szkole” okazało się dużym zaskoczeniem, ponieważ... to po prostu jest dobra książka (mimo że personalizowana ;-). Rzekłabym nawet, że jest personalizowana podwójnie. Z jednej strony jej bohater ma na imię tak samo, jak czytelnik (a na stronie tytułowej może być także jego nazwisko), z drugiej – zamysłem całej serii jest adresowanie kolejnych książek do dzieci w konkretnych sytuacjach życiowych. Pierwsza z nich (na co jednoznacznie wskazuje tytuł) ma pomóc dziecku, które rozpoczyna naukę w szkole. Opowiada o strachu, który zawsze towarzyszy nowym i nieznanym rzeczom w życiu i o tym, jak sobie radzić nie tylko z nim, ale tez z innymi problemami w nowym miejscu i z nowymi znajomymi. Każda z sześciu zawartych w niej historii kończy się kilkoma pytaniami, które mogą pomóc dorosłym w rozmowie z dzieckiem o tym, co wspólnie przeczytali. Na końcu jest też miejsce, gdzie można dopisać lub narysować to, co w nowej szkole przydarzyło się czytelnikowi tej książki.

Ilustracje Dominiki Wysmułek – Wolszczak są sympatyczne, ciepłe i nieco stylistycznie zachowawcze. Raczej nie znalazłyby się w kręgu awangardy na niedawnej wystawie „Tu czy tam” w Zachęcie, ale mogą spodobać się większości dorosłych, a to oni właśnie wybierają książki dla swoich dzieci.

Reasumując - „W nowej szkole” to obiecujący początek, a ja trzymam kciuki za ciąg dalszy :-)



Alicja Niemierko – Pająk „W nowej szkole”, ilustr.: Dominika Wysmułek – Wolszczak, wyd.: Wydawnictwo kUFFerek, Warszawa 2016

 

wtorek, 03 maja 2016
KOT ty jesteś ?

 

    

   

Oto galeria przemiłych kotków,

Lecz każdy dziką bestią jest w środku,

W jednym lew ryczy, w drugim pantera,

W innym się tygrys odzywa nieraz.

KOT ty jesteś ?” to książka, która powstała w podobny sposób jak „Drzewka szczęścia”. Najpierw były koty, które Elżbieta Wasiuczyńska wyaplikowała na pościel „A ja mam kota !” firmy Lela Blanc. Pomysł książki pojawił się dopiero potem, i wtedy opisał je wierszem Marcin Brykczyński.

Jej pojawienie się ułatwia decyzję tym, którzy mogli mieć problem, czy wybrać pościel z kotami czy też z Liczypieskami Ewy Kozyry – Pawlak, skoro tylko jedne z nich miały swoją książkę. Teraz szanse są wyrównane ;-)

Niewinny wygląd każdego myli,

Lecz może zmienić się w jednej chwili,

Kły drapieżnika, ostre pazury

I już dobiera ci się do skóry.

Gwiezdny kot z futerkiem ozłoconym gwiezdnym pyłem, kot meloman, koci król, Elektrykot, anioł nie kot...

KOT ty jesteś ?” to galeria kocich portretów prawie jak „Koty” (czyli „Old Posssum's Book of Practical Cats”) T.S. Eliota, które stały się podstawą naszego ukochanego musicalu. Kto wie ? Może kiedyś doczekamy się spektaklu w oparciu o tę książkę, a scenografię z polaru zrobi Ellżbieta Waciuczyńska ? Ech, można pomarzyć... ;-)

A potem znowu łasi się miło,

Jakby się nigdy nic nie zdarzyło,

I zaraz wszystkich wdziękiem zachwyci:

Och jaki kotek, ach kici, kici...

Na okładce można przeczytać ostrzeżenie następującej treści: Uwaga ! Kto weźmie tę książkę do ręki, na pewno dostanie kota na punkcie kota ! Ja mam kota na punkcie mojego psa i to się po jej lekturze nie zmieniło, ale zdecydowanie pogłębił mi się ten kociak, którego mam a punkcie ilustracji Eli :-)

Szczególnie urzekła mnie ta – w majowym nastroju, którą pozwoliłam sobie pożyczyć z bloga autorki (a jeśli chcecie zobaczyć, jak powstawała – proszę tutaj )

kot w zbożu

   

 

Marcin Brykczyński (tekst), Elżbieta Wasiuczyńska (ilustr.) „KOT ty jesteś ?”, wyd.: Media Rodzina, Poznań 2016

 

 

czwartek, 21 kwietnia 2016
Myszka

 

   

 

 - Oj, nie płacz już ! Przecież wcale nie boli...

- Nie przesadzaj, nie ma się czego bać.

- To bardzo brzydko tak się złościć. Grzeczne dzieci tak się nie zachowują.

Dorośli często usiłują bagatelizować uczucia dzieci. Są przekonani, że lepiej od nich wiedzą, co dzieci czują, a w ogóle ich problemy tak naprawdę są równie małe jak one. Nasze dorosłe natomiast są prawdziwe czyli dużo poważniejsze, a emocje z nimi związane uzasadnione.

Kiedy myszka się złości,

patrzcie – złości się cała !

A złość myszki jest wielka,

chociaż myszka jest mała.

Dla malucha każdy ból czy niemożność dostania tego, na co ma ochotę, jest tragedią, a każda radość jest wielka. Niewielkie doświadczenie życiowe powoduje, że jeszcze nie nabrał do tego dystansu.

Kiedy myszka się cieszy,

cieszy się do sufitu !

A jej radość jest złota

lub w odcieniach błękitu.

Myszka” to książeczka przedstawiająca pełen wachlarz emocji, które mogą owładnąć każdym nawet najmniejszym stworzeniem. Pomaga swoim czytelnikom (równie małym jak jej bohaterka) zrozumieć je i daje przyzwolenie na ich odczuwanie.

Kiedy myszka się boi,

zmyka gubiąc kapciuszki.

Strach ma w brzuszku, w serduszku,

w uszkach strachu okruszki.

Wiersze Doroty Gellner towarzyszyły wczesnemu dzieciństwu wszystkich trzech moich córek, ale było to zanim jeszcze zaczęłam pisać ten blog. Potem przez dłuższy czas nie interesowałam się jej twórczością.

W zeszłym roku nakładem wydawnictwa „Bajka” ukazało się „Sanatorium”, które jakoś niespecjalnie przypadło mi do gustu. Nie rozumiem, do kogo właściwie jest adresowane – do dzieci czy do dorosłych. Ten problem mam niestety ostatnio coraz częściej :-(

   

Tym bardziej cieszy mnie „Myszka”, bo to jest Dorota Gellner jaką pamiętam. Niedawno, szukając na półkach białych kruków z lat dziewięćdziesiątych, znalazłam „Bajeczki” - zbiór historyjek napisanych prozą rytmiczną czy też rymowaną, wydany w 1997 roku przez nieodżałowane wydawnictwo Plac Słoneczny 4. Jest nawet dedykacja od Autorki, która była wtedy na spotkaniu w przedszkolu Ani.

   

Jednak pierwsze w naszym domu były małe kwadratowe, sztywnostronicowe książeczki z pojedynczymi wierszami. Szczególnie ciepło wspominam „Piłkę” - do dziś mogę ją wyrecytować z pamięci niemal w całości.

Po cichutku, po kryjomu wyskoczyła piłka z domu...

Teraz marzy mi się jej wznowienie. Ciekawa jestem, jak ten świat przez który skacze piłka wyglądałby, gdyby wyszedł spod ręki Dobrosławy Rurańskiej, która tak interesująco zilustrowała „Myszkę” ? Jakby jeszcze „Bajka” wydała to równie pięknie, z solidnymi sztywnymi kartkami... :-)

 

 

Dorota Gellner „Myszka”, ilustr.: Dobrosława Rurańska , wyd. Bajka, Warszawa 2016

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30
Tagi
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę