CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Kategorie: Wszystkie | A. Błotnicka | A. Chachulska | A. Frączek | A. Hest | A. Jaromir | A. Kamiński | A. Mcghee | A. Michaelis | A. Niemierko - Pająk | A. Piwkowska | A. Vestly | A. Znamierowski | A.Bradley | A.D.Mizielińscy | A.Holmberg | A.Lindgren | A.M. Grabowski | A.Onichimowska | A.Provoost | A.Tyszka | B. Cole | B. Gawryluk | B. Kaniewska-Pakuła | B. Leśmian | B. Lindgren | B. Massini | B. Moyeyaert | B. Ostrowicka | B. Rice | B. Wildsmith | B. Wróblewska | C. Beauvais | C. Compton | C. Frabetti | C. Kruusval | C. Wolff-Brandt | C.Funke | C.Rayner | C.Rees | Ch. Bjork | Ch. Dickens | Cz. Janczarski | D. Cali | D. Combrzyńska - Nogala | D. Geisler | D. Gellner | D. Walliams | D. Wawiłow | D.Terakowska | Dr. Seuss | E. Ainsworth | E. Beskow | E. Kozyra - Pawlak (aut.) | E. Piotrowska | E. Susso | E.Carle | E.H.Gombrich | E.Nowak | F. Nilsson | F.H. Burnett | G. Bąkiewicz | G. Gortat | G. Mancomble | G. Ruszewska | G. Whelan | G.Carson Levine | G.Kasdepke | Gro Dahle | H. Ch. Andersen | H. Tullet | Heekyong Kim | I. Angerborn | I. Chmielewska | I. Degórska | I. Desjardins | J. Birdsall | J. Chmielewska | J. Fabicka | J. Frey | J. Mikołajewski | J. Olech (autorka) | J. Picoult | J. Rudniańska | J. Schlansky | J. T. Wieslander | J. Tuwim | J. Wilkoń -autor | J. Wilson | J.P. Lewis | J.Papuzińska | K. DiCamillo | K. Levine | K. Lipka-Sztabałło (autor) | K. Mital | K. Pranić | K.Majgier | K.Siesicka | L. Anderson | L. Anholt | L. Bardijewska | L. Brooke | L. Fabisińska | L. Lowry | L. Olivier | L. Stafford | M. Amelin | M. Brykczyński | M. Ekier | M. Galica | M. Happach | M. Kita | M. Kowaleczko - Szumowska | M. Matlin | M. Miklaszewska | M. Niklewiczowa | M. Oklejak (autorka) | M. Oworuszko | M. Parr | M. Prześluga | M. Rusinek | M. Sasek | M. Skibińska | M. Szczygielski | M. Waltari | M. Widmark | M. Zarębska | M.Gutowska-Adamczyk | M.K.Piekarska | M.Strzałkowska | M.Wollny | Marcel A. Marcel | N. Streatfield | P. Beręsewicz | P. Goes | P. Lindenbaum | P. Maar | P. Pawlak - autor | R. Kipling | R. Kosik | R. Lagercrantz | R. McCormick | R. Mueller | R. Piątkowska | R. Riordan | R.Dahl | R.Jędrzejewska-Wróbel | S. Crossan | S. McBratney | S. Nyhus | S. Scherrer | Shaun Tan | Suzy Lee | T. Jansson | T. Trojanowski | U. Stark | V. Howie | W. Holzwarth | W.Widłak | Z. Orlińska | albumy | atlasy | piosenki | serie | składanki | tradycyjne | varia | Ł. Wierzbicki
RSS
środa, 28 listopada 2007
M jak dżeM

Być może przegapiłabym tę książkę, gdyby nie  mała burza, jaka się wokół niej rozpętała na jednym z forów. Zaintrygowała mnie, więc znalazłam ją i przeczytałam. Spodobała mi się. Potem pomyślałam sobie, że może wrodzona przekora wykrzywia mi optykę, więc dałam ją do przeczytania Ani. Też jej sie spodobała :-)

Nela ma trzynaście lat i właśnie rozpoczęła naukę w gimnazjum. W nowej szkole nie czuje się dobrze, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z koleżankami z klasy. Sytuacja rodzinna również jej się komplikuje – w jej życiu pojawia się nagle rodzina Taty, który od lat nie utrzymuje z córką kontaktu, oraz dziecko, które ma się urodzić Mamie i Artyście. Co prawda Nela znakomicie dogaduje się z ze swoim ojczymem, ale nie wiadomo, co się stanie, kiedy pojawi się nowy członek rodziny. Poznaje też pewną starszą panią, która przypomina mi trochę Vianne Rocher, bohaterkę „Czekolady” - z tą różnicą, że pani Lila czaruje dżemami....

M jak dżeM” to taka jesienna książka. Pełna barw i smaków, ale podszyta smutkiem i melancholią. Można ją też zaliczyć do książek świątecznych, bo przecież kończy się przygotowaniami do Wigilii.

Pierwszym zarzutem, jaki pojawił się we wspomnianym wątku, był pewna stygmatyzacja, jakiej dokonała Autorka, nazywając negatywne postaci – Wanessa Gwóźdź, Isaura Kowalska i Sandra Wątroba, w przeciwieństwie do bohaterki pozytywnej o imieniu Aniela. No fakt – coś w tym jest, ale z drugiej strony.... Nela odziedziczyła swoje imię po prababci i jest to szczegół istotny dla całości akcji - trudno wobec tego, żeby była Nikolą czy Sabriną. Natomiast jej szkolne prześladowczynie przez większą część książki znamy jako Goły Pępek, Miss Perfumerii i Rudą – ich imiona pojawiają dopiero na setnej stronie. Do tego czasu zdążyliśmy już poznać je od najgorszej strony. Moja Ania stwierdziła, że te imiona świadczą bardziej o ich rodzinach niż o nich samych. Poza tym – są kompatybilne z zamiłowaniem owych dziewczyn do głupich seriali ;-)

Imiona owych dziewczyn mieszczą się ponadto w nieco groteskowej  (żeby nie powiedzieć - tragikomicznej) konwencji, w jakiej Agnieszka Tyszka opisuje szkołę Neli – trochę podobnej do tego, jak widzi te instytucję Małgorzata Musierowicz w nowszych tomach „Jeżycjady”. Książka momentami jedzie po stereotypach (że się wyrażę kolokwialnie ;-), ale te stereotypy nie biorą się znikąd. To że istnieją środowiskowe mody na imiona wiadomo nie od dziś – tak było od wieków. Również to, że nauczyciele bywają różni i obok mądrych trafiają się tacy, którzy wybrali ten zawód z braku innych pomysłów na życie, nie jest tajemnicą.

Czy jednak można powiedzieć, że ta książka pokazuje złe wzorce radzenia sobie (a raczej nieradzenia) z problemem agresji w szkole ? Czy przeniesienie Neli do innej szkoły było ucieczką ? O to samo zapytała ją pani Lila:

- Nie wiem, jakie powinno być zakończenie tej historii. W bajce wszystko byłoby proste – złe dziewczyny ukarane, a pokrzywdzona zyskuje zasłużoną nagrodę. Ale to nie bajka... Może więc warto zastanowić się chociaż, co dla ciebie stanowiłoby zasłużoną nagrodę ?

Nela pomyślała przez chwilę, przywołując w pamięci zakończenia znanych jej bajek.

- Żaden przystojny książę, żaden piękny pałac, klejnoty i inne bogactwa, ani to słynne „żyli długo i szczęśliwie...”. Po prostu święty spokój – powiedziała w końcu. - Normalna klasa. Nic nadzwyczajnego.

Dla mnie było to naturalne działanie rodziców poszukujących odpowiedniego miejsca dla swojej córki. Nie ma szkoły idealnej dla wszystkich, ale chodzi się tam po to, żeby się uczyć, a nie - żeby uprawiać walkę z wiatrakami, w pojedynkę przeciw wszystkim (z dyrekcją włącznie). Nie każdy ma w sobie hart ducha  Alex – bohaterki „Gry Baileya”, a już na pewno nie delikatna i wrażliwa Nela.

Jedno wiem na pewno - to nie jest książka do osób na diecie. Kiedy się ją czyta, przychodzi ochota na herbatę i jakąś konfiturę, albo dżem. Może aksamitne morele na jesienną zadumę ? Albo rozgrzewające malinki na pierwsze mrozy ? Albo szarlotkę – z jesiennych jabłek oczywiście ? Zaczynam rozumieć, czemu ostatnio chodzi za mną ta szarlotka... ;-)


Agnieszka Tyszka „M jak dżeM”, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 2007


sobota, 24 listopada 2007
Mama Mu

Zakochałam się....

         

... w krowie. ;-)

 

I nie ma w tym nic dziwnego. Przeczytajcie te książki - wtedy zrozumiecie, że Mamy Mu nie można nie kochać.

Był ciepły letni dzień. Słońce świeciło, ptaki ćwierkały, muchy bzyczały. Wszystkie krowy pasły się na pastwisku. Wszystkie oprócz Mamy Mu... Mama Mu nie robi tego, co wszystkie krowy, bo ona nie jest taka, jak wszystkie krowy. Krowy chodzą tylko i się pasą. Jeszcze leżą, żują i gapia się przed siebie. I jeszcze są dojone. I to im wystarcza. Mamie Mu nie wystarcza – ona jest Zaprzeczającą Stereotypom Krową – Hedonistką ;-) Chce spróbować najrozmaitszych przyjemności i zupełnie nie trafia do niej argument: Jesteś krową, Mamo Mu. Owszem, dziwną, ale krową. Krowy. Się. Nie. Huśtają.

Bo niby dlaczego nie ?

Równocześnie Mama Mu nie udaje kogoś, kim nie jest. Wygląda jak zwykła Krasula. Nie naśladuje człowieka, nie nosi ludzkich ubrań jak bohaterowie Beatrix Potter. Chodzi na czterech nogach i ma pokaźne wymiona. Jest krową. W dodatku – krową pozbawioną kompleksów i w pełni akceptującą swój wygląd (Wcale nie jestem za gruba, Panie Wrono. To drzewo jest za chude. - za ten tekst kocham ją najbardziej ;-)

Wbrew tytułowi te książki mają dwójkę bohaterów. Zgodnie ze sprawdzoną w show-businessie już od czasów Flipa I Flapa zasadą łączenia przeciwieństw - Dużej, Wyluzowanej Hedonistce towarzyszy Mały, Nadaktywny Nerwus. Czyli Pan Wrona. Gadatliwy, ruchliwy samochwała - w dodatku spętany konwenansami. Krowy się nie hustają... krowy nie jeżdża na sankach... ble, ble, ble... Jego opór przegrywa jednak z siłą spokoju Mamy Mu i Pan Wrona bawi się nie gorzej niż ona, a w ferworze zabawy potrafi nawet zapomnieć, że umie latać ;-)

Kiedy czytamy te książeczki z Julką, zaśmiewamy się obie, mimo że przecież dobrze je już znamy. Często powód naszej radości kryje się nie w tekście, ale znajduje się na obrazku i Jula przerywa mi okrzykiem „Widzisz ?”. Kreskę Svena Nordqvista znałyśmy wcześniej z książek o Petsonie i jego kotku Findusie. Tamte ilustracje były (moim zdaniem) po prostu dobre, te – są fantastyczne. Tyle się na nich dzieje rzeczy, których w tekście nie znajdziemy, że można je długo oglądać. Mnogość szczegółów – od krowich placków na pastwisku, z którego Mama Mu daje nogę, żeby sie pohuśtać, przez jedyną w swoim rodzaju pantomimę Pana Wrony, kiedy już się usiłuje huśtać, po opad szczęki sikorek przysłuchujących się jego samochwalstwu w temacie saneczkowania. Szczególnie zachwyca mnie strona, na której tekst składa się z czterech linijek: Pan Wrona skradał się za krzakami. Czaił się za kamieniami. Skakał z drzewa na drzewo i chował się w gałęziach. Przyjrzyjcie się uważnie Panu W. w tej akcji. James Bond wysiada ;-)

Gdy się jest krową, nie można wciąż tylko żuć trawy i gapić się przed siebie. Gdy się jest człowiekiem – też. Mama Mu nie tylko uczy nas odwagi w przełamywaniu stereotypów, ale pokazuje też jaką radością mogą być najprostsze rzeczy. Ot, na przykład– deska i sznurek, a ile frajdy !!! 

Jujja Wieslander i Tomas Wieslander „Mama Mu na huśtawce”, przekł.: Michał Wronek – Piotrowski, ilustr.: Sven Nordqvist, wyd.: Zakamarki, Poznań 2007

Jujja Wieslander i Tomas Wieslander „Mama Mu na sankach”, przekł.: Michał Wronek – Piotrowski, ilustr.: Sven Nordqvist, wyd.: Zakamarki, Poznań 2007



środa, 21 listopada 2007
Głucha jesteś ?
 

Robiąc niedawno zakupy w supermarkecie zauważyłam, że do jednej z kas jest wyraźnie krótsza kolejka. Bez wahania skorzystałam z okazji i wkrótce zrozumiałam, co było tego przyczyną. Przy kasie była tabliczka, że obsługuje w niej osoba niesłysząca. Przesuwanie kodów kreskowych przed czytnikiem nie jest czynnością wymagającą słuchu, a takiego kasjera przynajmniej nie rozprasza hałas. W razie problemów zawsze można wezwać kogoś z nadzoru kas. Młody kasjer pracował bardzo sprawnie - dlaczego więc kolejka do jego kasy była krótsza ? Skąd niechęć ? A może strach ? Strach przed odmiennością  ?

W książkach, na których sama się wychowałam, a także w tych, które znajduję dla moich córek, niepełnosprawni właściwie nie występują. Podobnie jak w życiu. Jeśli już się pojawiają, to są to najczęściej osoby bardzo grzeczne, które przepraszają, że żyją. Główny bohater książki może otoczyć je opieką, a one przyjmują to z wdzięcznością. Z taką niewidomą dziewczynką mamy do czynienia w „Spotkaniu nad morzem” Jadwigi Korczakowskiej – książce, która nadal jest lekturą szkolną. Jest jeszcze drugi schemat – dziecko, które swoją niepełnosprawność rekompensuje nadzwyczajną wspaniałością we wszystkich innych dziedzinach życia i jako takie stanowi wzór do naśladowania dla zdrowych rówieśników. W pewnym sensie taka jest Zosia z książki  ”W zielonej dolinie” - pełnosprawni rówieśnicy wręcz zazdroszczą jej wózka inwalidzkiego.

Megan - niesłysząca bohaterka ksiązki „Głucha jesteś ?” nie zalicza się do żadnej z tych kategorii. Daleko jej do ideału. Jest normalną dziewięciolatką - ze wszystkimi wadami i zaletami swojej płci i swojego wieku. Jak sama się scharakteryzowała: Jestem uparta jak osioł. Zawsze dużo gadam, zgarniam wszystkie pochwały i nie chcę się nimi z nikim dzielić. Do tego jeszcze dochodzą: koncertowy bałagan w pokoju, kłótnie z bratem i grymasy przy jedzeniu. Normalka ;-)

Pamiętacie film „Dzieci gorszego Boga” i jego główną bohaterkę – zbuntowaną dziewczynę, która nie chciała uczyć się mówić i uporczywie używała języka migowego ? Grała ją właśnie Marlee Matlin – autorka tej książki i dostała za tę rolę Oskara. Podobnie jak książkowa Megan straciła słuch we wczesnym dzieciństwie, więc dobrze wie, o czym pisze. Dlatego ta książka jest prawdziwa. Nie ma w niej cienia protekcjonalizmu, z jakim osoby pełnosprawne często traktują tych obdarzonych jakąś dysfunkcją. Megan na ogół radzi sobie z codziennością, czasem potrzebuje pomocy, ale równocześnie buntuje się na to. Obserwując trudne początki jej przyjaźni z Cindy otrzymujemy lekcję: jak pomagać osobie niepełnosprawnej w sposób naturalny i nieobraźliwy dla niej ? 

Głucha jesteś ?” to przede wszytkim książka o przyjaźni dwóch dziewczynek – podobna w klimacie do  książek Jacqueline Wilson. Tę przyjaźń nieco komplikuje fakt, że jedna z nich nie słyszy, ale poza tym wszystko jest normalnie.

W latach osiemdziesiątych „Dzieci gorszego Boga” były wystawiane w warszawskim teatrze „Ateneum”, a główną rolę zagrała Maria Ciunelis. Był to spektakl niezwykły, bo wszystkie kwestie mówione były jednocześnie migane. Dzięki temu mogły go oglądać także osoby niesłyszące, rzadko mające taka możliwość. Przedstawienie rozpoczynało się sceną, kiedy jeden z aktorów wychodził na proscenium i migał nieprzyzwoity dowcip. Jeśli na sali rozlegał się śmiech, znaczyło to, że na widowni są niesłyszący ;-)

Kiedy odchodziłam z moimi zakupami  od kasy było mi wstyd, że nie potrafię (jak to zwykle robię) podziękować kasjerowi. Nie znam żadnego znaku języka migowego. Właściwie – dlaczego ? Dlaczego ten język – tak prosty i uniwersalny zarezerwowany jest tylko dla niesłyszących ? Moje córki uczyły się tego na obozach harcerskich, ale już niewiele pamiętają. Uczymy się najrozmaitszych języków obcych, a nie próbujemy znaleźć wspólnego języka z ludźmi żyjącymi obok nas. Wolimy udawać, że ich nie ma.

Marlee Matlin „Głucha jesteś ?”, przekł.: Aleksandra Wolnicka, wyd.: Wydawnictwo „C&T” Toruń 2007

 

środa, 14 listopada 2007
Opowieść o Despero czyli Historia myszki, księżniczki, zupy i szpulki nici

Ostatnie miesiące roku to dla mnie okres wytężonej logistyki ;-) Mając przed sobą perspektywę grudniowych mikołajek, Bożego Narodzenia i urodzin Julki, które przypadają na początku stycznia, muszę bardzo skrupulatnie zaplanować prezenty – tak, żeby spełnić przynajmniej część marzeń moich córek i żeby każdą z tych okazji uczcić prezentami adekwatnymi do jej rangi. Oczywiście nie może wśród nich zabraknąć książek.

  

Działo się to dwa lata temu, więc nie pamiętam dokładnie... Jaki był powód przetasowania na mojej ściśle tajnej liście i co spowodowało, że  Opowieść o Despero” musiała znaleźć się już wśród prezentów mikołajkowych ? Grunt, że nie zdążyłam jej zawczasu przeczytać. Gdybym przeczytała, pewnie wstrzymałabym się z nią jeszcze jakiś czas. Może uznałabym, że nie jest odpowiednia dla Julki ? Może nie dałabym jej żadnej z moich córek ?

Kupiłam ją, bo nazwisko autorki kojarzyło mi się z jedną z ulubionych książek Zosi - „Dzięki Tobie Winn Dixi” - pogodną historią o przyjaźni dziewczynki i psa - znajdy. Kupiłam ją również dlatego, że zaintrygowały mnie jej ilustracje – skromne, ołówkowe, ale było w nich coś fascynującego.

Nie przypominam sobie książki, której lektura zaskoczyłaby mnie tak bardzo. Wiele razy chciałam przestać ją czytać Julce, ale ona mi na to nie pozwalała i codziennie domagała się ciągu dalszego. Niedawno wróciłyśmy do niej i, mimo że wiedziałam już czego się spodziewać, znów byłam poruszona.

Jest tam wszystko, czego, jak się uważa, nie powinno być w książce dla dzieci – smutek, strach, okrucieństwo, brzydota, ciemność, cierpienie. Jest również odwaga i miłość - to dzięki nim ta historia jest piękna.

Opowieść o Despero” to lektura trudna. Dlatego nie namawiam nikogo do niej i nie potrafię powiedzieć, dla dzieci w jakim wieku jest odpowiednia - kiedy dojrzewa sie do takich historii. Jest to jednak niewątpliwie lektura fascynująca, a poza tym wszystko kończy się w niej dobrze – dobro i odwaga zostają nagrodzone, czyny podłe wybaczone i wszystko wraca na swoje miejsce.

Chyba więc dobrze się stało, że jej wcześniej nie przeczytałam...


Kate DiCamillo „Opowieść o Despero czyli Historia myszki, księżniczki, zupy i szpulki nici”, przekł.: Agnieszka Cioch, ilustr.: Timothy Basil Ering, wyd.: Philip Wilson, Warszawa 2005

czwartek, 08 listopada 2007
Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze

Moja Julka - jak już pisałam wcześniej - jest kolejną emanacją  Lotty z ulicy Awanturników . Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Po pierwsze – jest uparta jak stary kozioł i jeśli czegoś chce, to nie ma dla niej przeszkód nie do pokonania. Zupełnie jak Lotta. Po drugie – ma Niśka, który jest jej ukochaną zabawką. Zupełnie jak Lotta. Nisiek jeździ z nami wszędzie, ostatnio żeglował po Mazurach. Nawet w nocy się nie rozstają.

               

Nasz Nisiek jest nieco bardziej wyględny od oryginału, który był dziełem rąk Mamy Nymanowej, ale równie mocno kochany. Niedawno udał się z Julką do szkoły i ku naszemu ogromnemu zdziwieniu okazało się, że innym dzieciom hasło Nisiek nic nie mowi. Nie znają Niśka. Nie znają Lotty. Nic nie wiedzą o ulicy Awanturników. Jak to jest możliwe ???

Nasza pierwszoklasistka przyniosła właśnie pierwsze zaproszenie na urodziny do koleżanki z klasy. Nie mamy problemu z prezentem, bo ukazała się nowa książka o rodzinie Nymanów z ulicy Garncarzy (zwanej również ulicą Awanturników) - „Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze”. W sam raz na wieczorek zapoznawczy z Lottą ;-)

Lotta kończy właśnie pięć lat i bardzo chce dostać na urodziny prawdziwy rower. Musi przecież udowodnić wszystkim, że umie na nim jeździć - szczególnie Jonasowi i Mii Marii, którzy uważają, że jest na to za mała. Bo przecież umie - po kryjomu. Ponieważ jednak roweru nie dostała, postanawia zwędzić na trochę stary rower, który widziała w szopie u cioci Berg...

Słucham ? Uważacie, że to się nie może dobrze skończyć ? A jednak może – w końcu napisała to Astrid Lindgren. U niej wszystko zawsze dobrze się kończyło.


Po obejrzeniu tej książki Julka stwierdziła, że Nymanowie z całą pewnością mieszkają po sąsiedzku  z Peterem i Leną. Rzeczywiście – ilustracje w tych książkach są bardzo podobne, ukazujące wszystko ze specyficznej perspektywy, niemal z lotu ptaka. I te domki takie podobne... I ulica... I meble...

A uważny oglądacz może spotkać tam samą Astrid Lindgren sportretowana przez Ilon Wikland pod postacią...

A figę z makiem – poszukajcie sami ;-)))


Astrid Lindgren „Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze”, przekł.: Anna Węgleńska, ilustr.: Ilon Wikland, wyd.: Zakamarki, Poznań 2007

czwartek, 01 listopada 2007
Cukiernia pod Pierozkiem z Wiśniami

  

To była ukochana książka mojego dzieciństwa. No, może niezupełnie dzieciństwa, bo miałam już wtedy jedenaście lat, ale pozostała ze mną na długo i była niezawodną lekturą na wszystkie smutki.

Najpierw utraciła uroczą kolorową obwolutę, a z czasem zaczęła się coraz bardziej rozsypywać. Kiedy zorientowałam się, że raczej nie można spodziewać się jej wznowienia, udałam się do introligatora, zabierając także, równie zaczytane  ”Dlaczego kąpiesz się w spodniach wujku ?”. Książki zostały ładnie oprawione  („Cukiernia” oczywiście w okładkę wiśniową) i służą nam nadal znakomicie. Obie należą teraz do ulubionych lektur moich córek.

Cukiernia pod pierożkiem z wiśniami” to historia jedenastoletniej Ani, która wraz z młodszą siostrzyczką Kicią przyjeżdża do Londynu, aby tam zamieszkać na czas półrocznej nieobecności Taty. Ich Mama nie żyje i dziewczynki zostają pod opieką swojej ciotecznej babki Zofii, której nigdy wcześniej nie widziały. Ania bardzo boi się tego, co je czeka, a okazuje się to wspaniałą przygodą. Zofia (mimo groźnie brzmiącego tytułu Ciotecznej Babki) jest bardzo miła, a w dodatku prowadzi tytułową cukiernię, w której tak miło pachnie świeżo upieczonym ciastem.

Czy to ten zapach, który wręcz unosi się z jej kartek, sprawił, że tak ją polubiłyśmy ? Po zamknięciu książki ma sie ochotę pobiec do kuchni i samodzielnie coś upiec – można skorzystać z zamieszczonych tam przepisów na słodycze, które robiła sama Ania. W końcu (jak mówiła Zofia): Nic tak łatwo nie pozwala zapomnieć o troskach, jak spokojna godzina spędzona w kuchni.

W porównaniu z moimi córkami, standardy zachowania których wyznaczane są raczej przez bohaterów Astrid Lindgren, książkowa Ania jest wręcz obrzydliwie grzeczna. Jeśli nawet (choć bardzo rzadko) zdarzy jej się dać upust negatywnym emocjom, to zaraz mityguje się i przeprasza. W tej książce od początku do końca pojawiają się wyłącznie ludzie życzliwi i dobrzy. Od Zofii i Kloci, pod których opieką pozostają dziewczynki, przez kelnerki w cukierni, poznanego na ulicy chłopca - Larry'ego aż po wielkich aktorów, u boku których Ania wystąpi w teatrze. W tym niedzisiejszym świecie opisanym w „Cukierni” - w którym dorośli zawsze mają rację, a dzieci są posłuszne - jest ład, który daje poczucie bezpieczeństwa.

Dodajcie do tego jeszcze ilustracje  Marii Orłowskiej - Gabryś – również sympatyczne, spokojne i trochę staroświeckie - i już wiecie, jaka jest „Cukiernia pod pierożkiem z wiśniami”

Piszę o niej teraz nie tylko dlatego, że właśnie wykurowałam się z wyjątkowo zjadliwej grypy, a pierwszą książką, po którą sięgnęłam, gdy już mogłam czytać była właśnie „Cukiernia”. Piszę o niej teraz - ponieważ już całkiem niedługo ukaże się jej wznowienie !!! Ukaże się w serii „Mistrzowie ilustracji”, do której należy już między innymi „Babcia na jabłoni” Miry Lobe z ilustracjami Mirosława Pokory i „Gałka z łóżka” Mary Norton z ilustracjami Jana Marcina Szancera.

 

P.S. Zajrzałam ostatnio na stronę wydawnictwa i ze zdziwieniem zauważyłam tam swoją własną wypowiedź o „Cukierni” z jakiegoś forum. Chyba, że jest jeszcze ktoś, kto ma te książkę w wiśniowej okładce ?


Clare Compton „Cukiernia pod pierożkiem z wiśniami”, przekł.: Krystyna Tarnowska, ilustr.: Maria Orłowska – Gabryś, wyd.: Nasza księgarnia, Warszawa 1976,


Clare Compton „Cukiernia pod pierożkiem z wiśniami”, przekł.: Krystyna Tarnowska, ilustr.: Maria Orłowska – Gabryś, wyd.: Dwie Siostry, Warszawa 2007 (seria: Mistrzowie ilustracji)

Archiwum
Tagi
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę