CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Kategorie: Wszystkie | A. Błotnicka | A. Chachulska | A. Frączek | A. Hest | A. Jaromir | A. Kamiński | A. Mcghee | A. Michaelis | A. Niemierko - Pająk | A. Piwkowska | A. Vestly | A. Znamierowski | A.Bradley | A.D.Mizielińscy | A.Holmberg | A.Lindgren | A.M. Grabowski | A.Onichimowska | A.Provoost | A.Tyszka | B. Cole | B. Gawryluk | B. Kaniewska-Pakuła | B. Leśmian | B. Lindgren | B. Massini | B. Moyeyaert | B. Ostrowicka | B. Rice | B. Wildsmith | B. Wróblewska | C. Compton | C. Frabetti | C. Kruusval | C. Wolff-Brandt | C.Funke | C.Rayner | C.Rees | Ch. Bjork | Ch. Dickens | Cz. Janczarski | D. Cali | D. Combrzyńska - Nogala | D. Geisler | D. Gellner | D. Walliams | D. Wawiłow | D.Terakowska | Dr. Seuss | E. Ainsworth | E. Beskow | E. Kozyra - Pawlak (aut.) | E. Piotrowska | E. Susso | E.Carle | E.H.Gombrich | E.Nowak | F. Nilsson | F.H. Burnett | G. Mancomble | G. Ruszewska | G. Whelan | G.Carson Levine | G.Kasdepke | Gro Dahle | H. Ch. Andersen | H. Tullet | Heekyong Kim | I. Angerborn | I. Chmielewska | I. Degórska | I. Desjardins | J. Birdsall | J. Chmielewska | J. Fabicka | J. Frey | J. Mikołajewski | J. Olech (autorka) | J. Picoult | J. Rudniańska | J. Schlansky | J. T. Wieslander | J. Tuwim | J. Wilkoń -autor | J. Wilson | J.P. Lewis | J.Papuzińska | K. DiCamillo | K. Levine | K. Lipka-Sztabałło (autor) | K. Pranić | K.Majgier | K.Siesicka | L. Anderson | L. Anholt | L. Bardijewska | L. Brooke | L. Fabisińska | L. Lowry | L. Olivier | L. Stafford | M. Amelin | M. Brykczyński | M. Ekier | M. Galica | M. Happach | M. Kita | M. Kowaleczko - Szumowska | M. Matlin | M. Miklaszewska | M. Niklewiczowa | M. Oklejak (autorka) | M. Oworuszko | M. Parr | M. Prześluga | M. Rusinek | M. Sasek | M. Skibińska | M. Szczygielski | M. Waltari | M. Widmark | M. Zarębska | M.Gutowska-Adamczyk | M.K.Piekarska | M.Strzałkowska | M.Wollny | Marcel A. Marcel | N. Streatfield | P. Beręsewicz | P. Goes | P. Lindenbaum | P. Maar | P. Pawlak - autor | R. Kipling | R. Kosik | R. Lagercrantz | R. McCormick | R. Mueller | R. Piątkowska | R. Riordan | R.Dahl | R.Jędrzejewska-Wróbel | S. Crossan | S. McBratney | S. Nyhus | S. Scherrer | Shaun Tan | Suzy Lee | T. Jansson | T. Trojanowski | U. Stark | V. Howie | W. Holzwarth | W.Widłak | Z. Orlińska | albumy | atlasy | piosenki | serie | składanki | tradycyjne | varia | Ł. Wierzbicki
RSS
poniedziałek, 23 czerwca 2008
Lemoniadowy ząb

Julka ogląda czasami w telewizji „Moliki książkowe” - sympatyczny program poświęcony ksiązkom dla dzieci (szkoda tylko, że do oglądania wyłącznie dla tych, którzy idą do szkoły na drugą zmianę). Jeden z nich poświecony był książce „Lemoniadowy ząb” i zaraz potem moja córka wyraziła pragnienie zapoznania się z nią.

Nasz klient – nasz pan ;-) Voila ! 

              

Utrata pierwszego mlecznego zęba - to doświadczenie dane jest wszystkim bez wyjątku, natomiast spotkanie z Zębową Wróżką...

Kto to w ogóle jest ? Jakoś nie pamiętam jej z własnego dzieciństwa. Pojawiła się w naszym domu za sprawą dobranocki, którą telewizja perfidnie puściła akurat wtedy, kiedy Ani zaczął się kiwać pierwszy ząb. Tam toto się chyba nazywało Wróżka Zębuszka, ale też dawało prezenty w zamian za mleczaki. Po co jej one – pytam grzecznie. I dlaczego JA mam z tej okazji wymyślać prezenty dla moich dzieci ? Nasza domowa emanacja tej wróżki jest zresztą wyjątkowo skąpa, bo reflektuje tylko na pierwszego mleczaka. W domach innych dzieci Wróżka wynagradza wszystkie wypadnięte zęby. Podobno. Przynajmniej tak twierdziły moje córki.

Po co jej w ogóle te zęby ??? Z filmu „Stefan Malutki” (nie mylić ze Stuartem !) wiem, że gdzieś na antypodach myszki podobno przerabiają ję na perły i wcale mi się ta wersja nie podoba. Mam perły i lubię ja nosić. Wróżka z „Lemoniadowego zęba” dla odmiany inkrustuje nimi niebo. No, przepraszam bardzo – mam rozumieć, że kiedy patrzę nocą w gwiazdy to tak naprawdę oglądam mleczaki wielu pokoleń naszych przodków ??? Jeszcze lepiej :-(

Julka nie podzielała moich wątpliwości związanych z tą książką i bardzo jej się ona podobała. Temat zębowy jest u nas bardzo na czasie. Szczególnie upodobała sobie tekst Żaba żuje żelki, który chętnie wygłasza z aparatem ortodontycznym w paszczy ;-) 

Ja natomiast znalazłam w niej fragment, który odebrałam bardzo osobiście: Skoro moja mama tak mówi, to na pewno tak będzie pomyślałem sobie, bo mama jest dentystką i zna się na zębach jak nikt. Ona już tak ma, że jak zobaczy na przykład konia, to najpierw sprawdzi, czy ma dobry zgryz. Zresztą, co tam koń, mama nawet na wywiadówce, zamiast pytać o moje oceny, skupiła uwagę na siekaczach wychowawczyni. Może to i lepiej, bo oceny były takie sobie.

Jak ja to dobrze znam ! Z moją Mamą było tak samo. Moje koleżanki odróżniała wyłącznie po zębach i wadach zgryzu ;-)))


Renata Piątkowska „Lemoniadowy ząb”, ilust.: Aneta Krella – Moch, wyd.: Bis, Warszawa 2008

poniedziałek, 16 czerwca 2008
Jedzie pociąg z daleka

 

                

  

 

i inne książki z piosenkowej serii wydawnictwa Muchomor.

  

 

 

Wspominałam już o nich przy okazji  „Rzepki” Tuwima z ilustracjami Ewy Kozyry – Pawlak , ale uważam, że warte są odrębnej wzmianki.

Pomysł tej serii jest genialny w swojej prostocie – książeczki zawierają piosenki znane powszechnie i śpiewane dzieciom od pokoleń. Zilustrowały je znakomite ilustratorki – przede wszystkim Agnieszka Żelewska (znana nam już m.in. z  ”Rynny” i  ”Gęboluda”).

Z tymi książeczkami można robić różne rzeczy. Można śpiewać - dziecku i razem z dzieckiem. Jeśli ktoś się nie czuje wystarczająco mocny wokalnie – może czytać. Można też je po prostu oglądać z dzieckiem – ilustracje dostarczają wielu tematów do rozmów.

Pierwszą pozycją z tej serii, która wpadła w nasze ręce był „Jedzie pociąg”. Podobnie jak niedawno w „Rzepce” - zachwyciła mnie dbałość o szczegóły i szczególiki. Ach, te łączki z kwiatkami, jabłonka z owocami, dziecko w nosiłkach, papuga w klatce, piłeczka dziecka w wagonie i krzywa szyja gęgającej gęsi (prawda, że widać to gęganie ??? ;-), kotek, piesek (i to co robi pod semaforem ;-)... Z każdym oglądaniem zauważam kolejny smaczek.

Z pozostałych szczególnie upodobałam sobie „Ptaszka z Łobzowa”. Nie wiem – czy bardziej z sentymentu do Krakowa (pięknie narysowanego przez Agnieszkę Żelewską) czy dlatego, że zawsze lubilam tę piosenkę. Fascynowały mnie w niej słowa Asa Tadarasa - wydawały mi się takie tajemnicze, czarodziejskie, trochę jak zaklęcie.

Książeczki z tej serii znakomicie nadają się na pierwsze lektury dla maluchów – mają sztywne kartki, piękne ilustracje do oglądania, a ich teksty – do czytania i śpiewania – nie znudzą się długo. Piosenki znane od pokoleń zostaną z naszymi dziećmi na całe życie i (mam taką nadzieję !) przejdą na następne pokolenia.

 

 

Gdzieżeś Ty bywał czarny baranie ?”, ilustr.: Agnieszka Żelewska, wyd.: Muchomor, Warszawa 2004  - wyróżnienie graficzne w konkursie Książka Roku IBBY 2003

Jadą, jadą misie”, ilustr.: Agnieszka Żelewska, wyd.: Muchomor, Warszawa 2004

Jedzie pociąg z daleka”, ilustr.: Ewa Kozyra – Pawlak, wyd.: Muchomor, Warszawa 2004 -  wyróżnienie graficzne w konkursie Książka Roku IBBY 2004

Miała baba koguta”, ilustr.: Joanna Jung, wyd.: Muchomor, Warszawa 2004

Ptaszek z Łobzowa”, ilustr.: Agnieszka Żelewska, wyd.: Muchomor, Warszawa 2004

Przybieżeli do Betlejem”, ilustr.: Agnieszka Żelewska, wyd.: Muchomor, Warszawa 2004

niedziela, 08 czerwca 2008
Piraci ! Prawdziwe i niezwykłe przygody piratek Minervy Sharpe oraz Nancy Kington

                      

 

Piraci są ostatnio na topie – szczególnie w modzie ubraniowej. Trupia czaszka i skrzyżowane piszczele – brrrrr... Za każdym razem, kiedy widzę dziecko ubrane w strój z takimi ozdóbkami, ciarki mnie przechodzą. W sklepach z zabawkami także sporo jest statków pirackich, a w księgarniach - książek dla dzieci o tej tematyce.

Skąd wzięła się ta romantyczna legenda ludzi, którzy byli po prostu złodziejami i mordercami ? Zdaję sobie sprawę, że często nie z własnej woli wybierali taką drogę w życiu – często składał się na to splot przedziwnych okoliczności. Tak było też w przypadku bohaterek tej książki.

Czytałyśmy ją z Anią kilka lat temu, a w czasie ostatnich wakacji przypomniała mi o sobie. A raczej przypomniał mi o niej mój Mąż, który zachęcony tytułem dorzucił ją do książek, które zabieraliśmy na mazurski rejs. Obawiałam się, że będzie ta lekturą rozczarowany, bo nie jest ona do końca  tym, co sugeruje jej tytuł. Zdecydowanie nie jest to kolejna awanturnicza historia o piratach, statkach i skarbach – pierwsi piraci pojawiają sie dopiero na 151 stronie ;-)

Podobnie jak ”Dziecko czarownicy” i „Spadkobierczyni” - jest to opowieść o życiu dziewczyny, która nie mieściła się w ramach swoich czasów. Podobnie jak tamte, także i ta książka jest bardzo dobrze umieszczona w realiach, oparta na dokumentach i relacjach z epoki. Ich autorka nie na darmo ukończyła studia historyczne.

Nancy Kington urodziła się w Bristolu w początku osiemnastego wieku. Jej ojciec był zamożnym kupcem – miał statki i posiadłość na Karaibach, skąd przywoził cukier. Matka zmarła rodząc ją i dziewczynkę właściwie wychowywała służba. Była inteligentna, dużo bystrzejsza od swoich starszych braci, ale... była dziewczyną. Jej rolą życiową, powołaniem i celem powinno było być zamążpojście odpowiednie do jej pozycji społecznej, a do tego nie potrzebna była znajomość matematyki, tylko uroda, maniery i uległość. Nancy była zakochana w Wiliamie – młodym marynarzu,jednak nie do niej należał tutaj wybór. Po śmierci ojca poddana jest władzy braci, wyjeżdża więc na Jamajkę i tam dopiero przekonuje się, jak powstaje majątek jej rodziny i jaki los, jakiego męża przeznaczyli jej bracia...

Jeśli nasza historia wyda wam się nieco wydumana, charakterem przypominająca powieść, to zapewniam, ze nie są to żadne wymysły. Nasze przygody wcale nie potrzebują upiększeń ani dodatków, wręcz przeciwnie – czuję, że będę musiała pominąć pewne szczegóły, żeby was nie szokować. Przeczytacie o wielu rzeczach, zarówno dziwacznych, jak i strasznych, dla wielu z was wprost niewiarygodnych, jednak nalegam, abyście wstrzymali się z sądem nad nami do chwili, gdy skończycie czytać i dobrze poznacie okoliczności, które sprawiły, że zeszłyśmy na tę haniebną drogę i potępiono nas jako piratów.


Celia Rees „Piraci ! Prawdziwe i niezwykłe przygody piratek Minervy Sharpe oraz Nancy Kington”, przekł: Hanna de Broekere, wyd.: Zysk i S-ka, Poznań 2005

wtorek, 03 czerwca 2008
Marta Lipczyńska - wywiad

 

 

Wydawnictwo „Hokus Pokus” istnieje od czterech lat, a dorobek (jak na tak krótki życiorys) ma imponujący. Wydało już pięć tomów przygód Julka i Julki Annie Schmidt,

    

kontrowersyjną (w powszechnym odbiorze) książeczkę o   ”O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę” ,

           

a także inne książki Wolfa Erlbrucha – m.in. kontrowersyjne tylko dla mnie ”Stworzenie” ,

        

ponadto: niezwykłe  ”A ja czekam” ,

      

a ostatnio przepiękną, autorską książkę Marii Ekier „Kocur mruży ślepia złote”, która została uznana za „Najpiękniejszą książkę roku”.

       

Założycielka i szefowa wydawnictwa „Hokus Pokus” Marta Lipczyńska (a równocześnie redaktor naczelna  kwartalnika „RYMS” ) udzielila mi niedawno wywiadu dla portalu „MUS”.

 

 

Od czterech lat, właściwie jednoosobowo prowadzi Pani wydawnictwo „Hokus – Pokus”. Skąd pomysł na taką działalność ? 

Marzyłam o tym, żeby mieć własną galerię sztuki. W czasie studiów pracowałam w takiej galerii w Toruniu i bardzo  mi się ta praca podobała.

Po studiach trafiłam do dużego wydawnictwa edukacyjnego, które wydawało scenariusze lekcji. Chciałam robić coś bardziej ambitnego i twórczego. Chciałam też mieć coś własnego. Galeria sztuki odpadała, ponieważ jest to przedsięwzięcie wymagające bardzo dużych pieniędzy. Wybór padł na wydawnictwo, bo ten rodzaj pracy już znałam. Ma ona jednak wiele wspólnego ze sztuką, bo wydaję książki takich autorów jak Wolf Erlbruch, Iwona Chmielewska czy Maria Ekier, a są to po prostu dzieła sztuki.

 

Działalność wydawniczą rozpoczęliście od grzecznych i niekontrowersyjnych „Julków” czyli książek Annie G. Schmid o Julku i Julce, ale ...

 

Julki wcale nie są takie grzeczne, na jakie wyglądają ! Choć rzeczywiście raczej kontrowersji nie budzą. Rozwoziliśmy je razem z mężem po księgarniach jak komiwojażerowie i juz od pierwszego tomu bardzo ładnie się przyjęły. Szczególnie dobrze zareagowała na nie „stara gwardia księgarzy” – podobały się czarno - białe ilustracje i stylistyka lat sześćdziesiątych.

 

... ale największe zamieszanie zrobił „Kret, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę”. Działo się wtedy, oj działo...

 

Rzeczywiście tak było, a wcale się tego nie spodziewałam. Ja sama przyjęłam tę książkę naturalnie. Zachwyciło mnie to, że dwóch niemłodych już profesorów wzięło się za taki temat i zrobili to w sposób dowcipny i kulturalny. Do tego świetne ilustracje i pomysł z wyrazami dźwiękonaśladowczymi, które sprawiły nam wiele frajdy - mnie i tłumaczowi tej książki.

Byłam zaskoczona, że u nas wzbudziło to takie emocje. Z jednej strony odbieraliśmy wiele telefonów i maili od osób, które cieszyły się, że ta książka wyszła w Polsce, bo znały ją z wydań zagranicznych. Z drugiej – „Kret” był tematem głównych wydań wiadomości różnych stacji. Sporo szumu, wokół niego było też na rozmaitych forach internetowych.

To jest generalnie książka dla ludzi, którzy mają poczucie humoru i dystans do samych siebie. Dziennikarze, z którymi rozmawiałam i którym robiłam całe wykłady na temat Wolfa Elrbrucha, skupiali się tylko na tej kupie. Nie widzieli pomysłu, nie widzieli ilustracji. Istniał tylko temat i TEN wyraz.

 

Ja dla odmiany byłam zaskoczona tym, że przy takim zamieszaniu wokół „Kreta” zupełnie niezauważone przeszło „Stworzenie”, które dla mnie jest dużo bardziej kontrowersyjne, bo wywracające do góry nogami znany nam od wieków porządek rzeczy... 

Nie odbieram tego w ten sposób. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki Erlbruch pokazuje Boga. Jest to bowiem Bóg, który macha nogami i pluszcze nimi w morzu albo huśta się na gałęzi. Myślę, że dzięki temu pytania o początek świata mogą być łatwiejsze, bo nie ma tego wielkiego Boga, którego się boimy i przed którym uciekamy. Jest fajny facet z dużą brodą, gruby, miły i wzbudzający sympatię.

Bardzo mi się  podoba koncept z tym człowieczkiem (dla mnie to jest po prostu człowiek – płeć jest nie ma znaczenia) – taki trochę zbuntowany, w tym swoim meloniku.

 

Wydaliście już  cztery książki z ilustracjami Wolfa Erlbrucha, zapowiadacie piątą. Dlaczego właśnie Erlbruch ? 

Erlbruch to moja miłość od pierwszego wejrzenia, odkąd zobaczyłam okładki „Stworzenia” i „Wielkiego pytania”.Jego ilustracje są mądre. Przemyślane. Głębokie. Proste  - a jednocześnie  bardzo trudne, bo zostawiające przestrzeń dla odbiorcy. Lubię takie sytuacje, kiedy autor się trochę się z widzem droczy, trochę prowokuje, puszcza oko, ale robi to w sposób inteligentny.

 

Dwie spośród nich -„Wielkie pytanie” i „Straszna piątka” to autorskie książki Wolfa Erlbrucha.

Bardzo sobie cenię książkę autorską i staram się takie książki wydawać. Erlbruch ma ich na swoim koncie jeszcze kilka i je także powolutku wydamy, ale są  to książki trudniejsze w odbiorze.

Na jesień szykujemy „Śmierć, gęś i tulipan” - przepiękną książkę o śmierci. Na jesień - bo temat  sprzyja wyciszeniu i refleksji, a jesień taka właśnie jest. „Wielkie Pytanie” i „Śmierć, gęś i tulipan ” określiłabym jako autorskie książki egzystencjalne, dotyczące sensu życia i sensu śmierci. „Straszna Piątka” jest bardziej rozrywkowa, ale równie dotyka  ważnego tematu – wyobcowania, odrzucenia.

 

Zaczęliście od Erlbrucha, a potem zaczęliście wydawać polskich autorów... 

Zawsze chciałam wydawać polskich autorów, ale obawiałam się, ze ci najlepsi, w których celowałam nie będą chcieli rozmawiać z kimś, kto dopiero debiutuje.

Pierwszą książką autorską polskiego autora było „O wędrowaniu przy zasypianiu” Iwony Chmielewskiej, która robi znakomite rzeczy - niestety wydaje je głownie w Korei i tam jest bardzo znana.

Marzyłam o wydaniu książki z ilustracjami Józefa Wilkonia i właśnie pracujemy nad jego pierwszą książką autorską na rynku polskim –  będzie to „Kocia kołysanka” dla maluchów.

 

Ostatnio ukazała się książka Marii Ekier „Kocur mruży ślepia złote”, która od razu otrzymała tytuł „Najpiekniejszej ksiązki roku”. Gratuluję !

 Jest to pierwsza ksiażka zrobiona w całości przez nas. Bardzo się cieszę, że w ogóle udało mi się namówić panią Marię do tej książki. Kocham jej ilustracje, ale dotychczas zawsze uzupełniały one cudzy tekst. Miałam wrażenie, że zaistniałyby pełniej, gdyby stworzyła książkę autorską. Powstała śliczna rymowanka, która świetnie wpada w ucho i po prostu płynie przez całą książkę. Niby prosta, ale finezyjna i dająca się odczytywać na różnych poziomach. A ilustracje są po prostu piękne. Jestem przekonana, że obcowanie od najmłodszych lat z taką ilustracją, która jest dziełem sztuki,  kształtuje gust od najmłodszych lat i zaprocentuje w przyszłości.

 

Jest jeszcze „A ja czekam” - książka, która wymyka się definicjom...

 Ta książka uderza w emocje. Często zdarza mi się widzieć wzruszenie osób, które ją przeglądają. Sama wracam do niej wielokrotnie. Jest w niej coś takiego, że zmusza do zatrzymania się i zastanowienia się: a na co ja czekam, po co tu jestem na ziemi, co  robię. Wolałabym, żeby to rutynowe „20 minut dziennie codziennie” poświęcić na oglądanie takiej książki, niż czytanie kolejnej przeróbki znanych bajek.

 

Dla dzieci w jakim wieku jest ta książka ?

Bardzo nie lubię takich podziałów wiekowych – książka od 3 czy 6 lat.  Wiem, ze czasem są potrzebne, ale akurat w tym przypadku nie mają zastosowania. Są takie dzieci, do których ona w ogóle nie trafi i są takie, które chwytają bardzo ładnie. Podobnie jest z „Wielkim pytaniem”.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że nie ma tam co czytać, bo tekstu jest bardzo niewiele. Te książki mają dużą moc,ale żeby to odczuć, trzeba mieć trochę czasu. Usiąść „na spokojnie”, wyciszyć się, odpowiadać na pytania, które dziecko zada albo samemu sprowokować rozmowę. To wymaga wysiłku, a komu się teraz chce ? Dużo łatwiej jest poczytać cokolwiek 20 minut.

 

Oprócz książek wydaje Pani także czasopisma - „Twórczą szkołę” i „Rymsa”

 „Twórcza szkoła” już się nie ukazuje, ale nadal dostaję pytania o kolejne numery. Pomysł na nią wziął się z moje pracy w wydawnictwie oświatowym, która polegała na tworzeniu scenariuszy lekcji.

Chciałam stworzyć pismo, w którym ludzie pisaliby o tym, co udało im się zrobić, żeby podzielić się swoimi pozytywnymi doświadczeniami, a nie po to, żeby się „pomądrzyć teoretycznie”. Chodziło nam o to, żeby wywołać dyskusję, trochę poruszyć, trochę zdenerwować Mam poczucie, że nam się to udało i że mam mały wkład w to, że ktoś gdzieś zrobił fajną lekcję albo może przemyślał swoje relacje z uczniami.

Wszystko robiłam tam sama – począwszy od wizji a skończywszy na wożeniu paczek na Pocztę Główną. Udało nam się wydać 11 numerów z wielkim bólem (w sensie finansowym), a  część z osób, które tworzyły ze mną „Twórczą szkołę” pisze teraz do „Rymsa”

Ryms” jest... ?

 „Ryms” jest kwartalnikiem poświęconym literaturze dziecięcej. Duże gazety i czasopisma poświęcają temu tematowi bardzo mało miejsca - głównie w okolicach Świąt i Dnia Dziecka, czyli wtedy, gdy pojawia się temat prezentów.

Stworzyłam „Rymsa” z myślą o tym, żeby pisać o takich tematach, o których u nas się mniej pisze – mniej popularnych albo kontrowersyjnych. Chciałam też dać miejsce ludziom, którzy piszą o literaturze dziecięcej oraz małym wydawnictwom, które wydają fajne rzeczy, a bardzo ciężko jest im się  z nimi przebić.

Myślę, że takie pismo jest potrzebne, mimo że jest to rzecz niszowa i niekomercyjna. Właśnie odebrałam z drukarni drukarni trzeci numer. Robi to grono zapaleńców, „po godzinach” i po nocach, ale bardzo chcę go wydawać. Spotykamy się z dobrym odzewem wśród czytelników, a to dodaje skrzydeł.

 

 

poniedziałek, 02 czerwca 2008
Rzepka

 

 

 

            

 

 

         

 

Tuwim i Brzechwa to jedyni twórcy literatury dziecięcej, których nazwiska znane są w Polsce powszechnie. Przyznam się, że sama zdecydowanie preferuję Tuwima – wiersze Brzechwy jakoś do mnie nie trafiały, ani teraz, ani kiedy sama byłam dzieckiem. Wśród jego wierszy - „Rzepka” jest jednym z wydawanych najczęściej. W naszym domu znaleźć można by pewnie z 5 egzemplarzy w różnych wydaniach – jeden zapewne kupiłam sama, a pozostałe to prezenty i spadki po innych dzieciach.

Czytałam moim córkom „Rzepkę” tyle razy, że znam ją już na pamięć po wsze czasy. Jeszcze za czasów Ani nabrałyśmy zwyczaju odgrywania przy tym pantomimy polegającej na tym, że ciągnęłyśmy naszą wyimaginowaną rzepkę wtedy, kiedy oni ciągnęli swoją w książce, a na końcu przewracałyśmy się razem z nimi. Potem tak samo czytałam z Zosią i z Julką. Nie wiem, czy potrafiłabym już nie przewrócić się przy: Aż wstyd powiedzieć, co było dalej – wszyscy na siebie poupadali ! ;-)

Teraz, kiedy (jak mi się wydaje) prawa autorskie do twórczości Tuwima już wygasły, mamy lawinowy wysyp wydań jego wierszy na rynku. Tuwim to pewniak: zawsze się sprzeda, w przeciwieństwie do dużo mniej znanych twórców współczesnych, a w dodatku nie trzeba nikomu płacić za prawo do druku... Ostatnio naliczyłam pięć różnych wydań „Rzepki” leżących obok siebie w księgarni. Ich ilustracje można z grubsza podzielić na: kiepskie i haniebne, a na ich tle „Rzepka” zilustrowana krawiecko przez Ewę Kozyrę – Pawlak jawi się niemal jak cud świata.

Mój podziw dla twórczości Ewy Kozyry – Pawlak jest tym większy, że sama stanowię przykład osoby kompletnie pozbawionej zdolności manualnych, ze szczególnym uwzględnieniem talentów krawieckich. Takie cudeńka znajdują się zdecydowanie poza zasięgiem moich możliwości. Babcia ma fartuch zawiązany na porządną kokardkę (widoczną na każdym obrazku), Dziadek – brodę i wąsy, kotek – sympatyczny wyraz pyszczka, ale to wszystko jeszcze nic. W szczególny zachwyt wprawiły mnie delikatne, koronkowe chmurki na niebie. Ta dbałość o szczególiki detalicznie wyhaftowane czy też wyaplikowane zachwyciła mnie już wcześniej – kiedy wpadła w moje ręce książeczka „Jedzie pociąg z daleka” .

 

              

Jedyną rzeczą, która mi się w „Rzepce” nie podobała to oczowaliste (że użyję ulubionego określenia mojej Ani) logo wydawnictwa (czy też serii) na okładce. Dziarski krasnal na jadowicie niebieskim tle rzeczywiście daje po oczach i pasuje do wysmakowanej całości jak... Szkoda że wydawnictwo nie poprosiło ilustratorki, żeby wyszyła również jego :-(

Jedzie pociąg z daleka”otrzymało wyróżnienie graficzne w konkursie Ksiażka Roku IBBY 2004

 

 

Julian Tuwim „Rzepka”, ilustr.: Ewa Kozyra – Pawlak, wyd.: Publicat, Poznań 2008


Jedzie pociąg z daleka”, ilustr.: Ewa Kozyra – Pawlak, wyd.: Muchomor, Warszawa 2004

Tagi
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę