CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Kategorie: Wszystkie | A. Błotnicka | A. Chachulska | A. Frączek | A. Hest | A. Jaromir | A. Kamiński | A. Mcghee | A. Michaelis | A. Niemierko - Pająk | A. Piwkowska | A. Vestly | A. Znamierowski | A. de Saint - Exupery | A.Bradley | A.D.Mizielińscy | A.Holmberg | A.Lindgren | A.M. Grabowski | A.Onichimowska | A.Provoost | A.Tyszka | B. Cole | B. Gawryluk | B. Kaniewska-Pakuła | B. Leśmian | B. Lindgren | B. Massini | B. Moyeyaert | B. Ostrowicka | B. Rice | B. Wildsmith | B. Wróblewska | C. Beauvais | C. Compton | C. Frabetti | C. Kruusval | C. Wolff-Brandt | C.Funke | C.Rayner | C.Rees | Ch. Bjork | Ch. Dickens | Cz. Janczarski | D. Cali | D. Combrzyńska - Nogala | D. Geisler | D. Gellner | D. Walliams | D. Wawiłow | D.Terakowska | Dr. Seuss | E. Ainsworth | E. Beskow | E. Kozyra - Pawlak (aut.) | E. Piotrowska | E. Susso | E.Carle | E.H.Gombrich | E.Nowak | F. Nilsson | F.H. Burnett | G. Bąkiewicz | G. Gortat | G. Mancomble | G. Ruszewska | G. Whelan | G.Carson Levine | G.Kasdepke | Gro Dahle | H. Ch. Andersen | H. Tullet | Heekyong Kim | I. Angerborn | I. Chmielewska | I. Degórska | I. Desjardins | J. Birdsall | J. Chmielewska | J. Fabicka | J. Frey | J. Mikołajewski | J. Olech (autorka) | J. Picoult | J. Rudniańska | J. Schlansky | J. T. Wieslander | J. Tuwim | J. Wilkoń -autor | J. Wilson | J.P. Lewis | J.Papuzińska | K. Brubaker Bradley | K. DiCamillo | K. Levine | K. Lipka-Sztabałło (autor) | K. Mital | K. Pranić | K.Majgier | K.Siesicka | L. Anderson | L. Anholt | L. Bardijewska | L. Brooke | L. Fabisińska | L. Lowry | L. Olivier | L. Stafford | M. Amelin | M. Brykczyński | M. Ekier | M. Galica | M. Happach | M. Kann | M. Kita | M. Kowaleczko - Szumowska | M. Matlin | M. Miklaszewska | M. Niklewiczowa | M. Oklejak (autorka) | M. Oworuszko | M. Parr | M. Prześluga | M. Rusinek | M. Sasek | M. Skibińska | M. Szczygielski | M. Waltari | M. Widmark | M. Zarębska | M.Gutowska-Adamczyk | M.K.Piekarska | M.Strzałkowska | M.Wollny | Marcel A. Marcel | N. Streatfield | P. Beręsewicz | P. Goes | P. Lindenbaum | P. Maar | P. Pawlak - autor | R. Kipling | R. Kosik | R. Lagercrantz | R. McCormick | R. Mueller | R. Piątkowska | R. Riordan | R.Dahl | R.Jędrzejewska-Wróbel | S. Crossan | S. McBratney | S. Nyhus | S. Scherrer | Shaun Tan | Suzy Lee | T. Jansson | T. Trojanowski | U. Stark | V. Howie | W. Holzwarth | W.Widłak | Yvan Pommaux | Z. Orlińska | albumy | atlasy | piosenki | serie | składanki | tradycyjne | varia | Ł. Wierzbicki
RSS
piątek, 21 września 2018
Mały Książę

 

   



W księgarniach kameralnych od jakiegoś czasu, a we wszystkich pozostałych od 3 października - „Mały Książę” w przekładzie Henryka Woźniakowskiego i (co najważniejsze !!!) z nowymi ilustracjami Pawła Pawlaka.

Nie widziałam nigdy tej książki z ilustracjami innymi niż autorskie. Nie wiem, czy w ogóle powstały, bo do niedawna jej wydanie nie było możliwe. Twórczość Antoine'a de Saint-Exupery'ego dopiero od 2015 roku jest w domenie publicznej na całym świecie - z wyjątkiem Francji, gdzie ma on status poległego za Francję, co wydłużyło ich ochronę do 2044 roku.

Mały Książę” nie był nigdy moją ukochaną książką i zapewne dlatego nie mam problemów z zaakceptowaniem go w tej wersji, ale wiem, że nie wszystkim przychodzi to łatwo. Z drugiej strony: przyzwyczaiłam się uważać wersję Saint-Exupery'ego za dzieło autorskie - kompletne i skończone, a pewną nieporadność ilustracji za uzasadnioną i wynikającą z tekstu. Chyba nigdy wcześniej nie przyszło mi w ogóle do głowy, że można widzieć Małego Księcia inaczej niż w zielonym ubraniu i płaszczu do ziemi, mimo że w książce jego wygląd nie został wcale opisany.

   

Odwagę Pawła Pawlaka, żeby się zmierzyć z tym kanonicznym wizerunkiem przyjęłam z zaskoczeniem, które potem zmieniło się w podziw. On sam tak mówił o tym w wywiadzie dla „Książek dla dzieci i młodszych dorosłych”, dodatku do dwumiesięcznika „Książki. Magazyn do czytania” :

- Bałeś się ?

Przeilustrować kanon ? Nie podjąłbym się zilustrowania „Muminków”. Podobnie jak „Kubusia Puchatka” - ilustracje Ernesta Sheparda czy Tove Jansson są nie tylko kanoniczne, ale też perfekcyjne.

- A w „Małym Księciu” nie ?

Muszę to powiedzieć, niezależnie od tego, jak to zabrzmi: to są złe ilustracje. Widzę w nich nieporadność, ale przede wszystkim brak emocji. Spójrz, oczy Małego Księcia są na nich puste. A przecież to emocje budują związek między oglądającym a książką.

- A jednak reprodukowane są przez pół świata – znajdziesz je nie tylko w książkach, ale także na notesach, koszulkach, a nawet butach.

Ale zwróć uwagę, że większość tych ilustracji jest uśliczniona. Kolory są mocniejsze, formy wyrazistsze, oczka bardziej niebieskie. Na stronie nowojorskiego Morgan Library & Museum, w którym jest przechowywany rękopis „Małego Księcia”, można obejrzeć oryginały Saint-Exupery'ego. One mają jeszcze słabsze, bledsze, bardziej bure kolory niż te, które znamy choćby z polskich wydań. (…)

Musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie: kim mam być wobec tekstu ? Uznałem, że siłą rzeczy muszę zostać barbarzyńcą, który wyszturchnie Saint-Exupery'ego z jego własnej książki i nada jej całkiem inny charakter...

To się udało – ilustracje Pawła Pawlaka w żadnym miejscu nie kojarzą się z oryginalnymi, są zupełnie inne. Nawet wąż zamknięty, który u Saint-Exupery'ego wygląda jak kapelusz typu fedora, tutaj jest bardziej melonikiem ;-) Dominującymi kształtami są w nich trójkąty i koła. Te pierwsze, nieprzytulnie kanciaste są wszędzie tam, gdzie jest nieprzyjaźnie i groźnie. Drugie wiążą się z miłością i bezpieczeństwem. Okrągła jest piękna ukochana Księcia – róża, okrągłe są planety, przez które wędruje, w okrąg także wpisane jest uczucie, które połączyło pilota z chłopcem.

Dzięki temu, że są tak inne od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni, te ilustracje pozwalają spojrzeć inaczej na całą tę historię. Warto dać sobie na to szansę...

 

Antoine de Saint-Exupery „Mały Książę”, przekł.: Henryk Woźniakowski, ilustr.: Paweł Pawlak, wyd.: Znak, Kraków 2018

 





niedziela, 01 lipca 2018
Wojna, która ocaliła mi życie

 

   

 

Historia, która opowiadam, rozpoczyna się przed czterema laty, w pierwszych dniach lata 1939 roku. Anglia stała wtedy u progu kolejnej Wielkiej Wojny, tej, która nadal się toczy. Większość ludzi się bała. Ja miałam dziesięć lat (chociaż wtedy o tym nie wiedziałam) i mimo że słyszałam o Hitlerze – fragmenty rozmów i przekleństwa, które dolatywały z uliczki do mojego okna na trzecim piętrze – wcale nie przejmowałam się ani nim, ani żadną wojną między narodami.

1 września, jeszcze przed przystąpieniem Wielkiej Brytanii do wojny, w obawie przed niemieckim nalotami rozpoczęto ewakuację dzieci z Londynu na wieś. O tym, że mógł to być początek niezwykłych przygód, wiemy już z „Opowieści z Narnii”, ale ta historia jest inna...

Jedyni ludzie, których Ada dotychczas znała to matka i młodszy braciszek, jedyny świat – jednopokojowe mieszkanie i widok z okna, a jedyny dotyk – bicie. Gdyby nie podjęła ryzyka ucieczki od brutalnej matki, która w taki sposób odreagowywała wstyd związany z posiadaniem kalekiego dziecka, byłoby tak nadal.

Wojna, która ocaliła mi życie” - tytuł paradoksalny ale prawdziwy. Wojna kojarzy się ze śmiercią i tragediami, ale dla Ady i Jamiego stała się szansą. Ich droga do innego świata nie prowadziła przez szafę, ale przez czerwone drzwi domu panny Susan, a to co ich potem spotkało nie miało nic wspólnego z magią. Choć może to właśnie była magia ? Gdzieś w tle działa się wojna, która początkowo zupełnie ich nie dotyczyła, a między rodzeństwem z Londynu i samotną, pogrążoną w żałobie kobietą, która przecież wcale nie chciała ich przyjąć do siebie, rodziła się więź silniejsza niż ta, która wynika z pokrewieństwa.

Wojna, która ocaliła mi życie” to zaskakująco piękna, prosta opowieść o odkrywaniu własnej wartości, o miłości, która rodzi się z zaufania i o rodzinie, którą buduje miłość.

Kimberley Brubaker Bradley „Wojna, która ocaliła mi życie”, przekł.: Marta Bręgiel – Pant, wyd.: Wydawnictwo Entliczek, Warszawa 2017

 

 

piątek, 11 maja 2018
Boom herstoryczny czyli subiektywny przegląd książek o ważnych kobietach

 

Pod takim tytułem ukazał się w ostatnim, 31 numerze „Rymsa” artykuł mojego autorstwa.

 

Herstoria to termin, który powstał na skutek zabawy słowami – angielskie HISTORY można też czytać jak dwa słowa HIS STORY czyli Jego Historia (albo opowieść czy też wręcz bajka). Przez długi czas w historii – tej uprawianej i nauczanej tradycyjnie dominowały kwestie polityczne. Skupiała się ona na wielkich postaciach i przełomowych datach, pomijając kompletnie te obszary życia, których tradycyjnie dotyczyła aktywność kobiet. Tak pojmowana historia była rzeczywiście historią mężczyzn, kobiety pojawiały się w niej tylko wtedy, kiedy wchodziły w role i zadania tradycyjnie uznawane za męskie. Zaczęło się to zmieniać już w XX wieku, kiedy (przede wszystkim pod wpływem francuskiej szkoły „Annales”) zwrócono się ku historii społecznej.

Odpowiedzią na tak postrzeganą HIStorię jest HERstoria rozumiana jako taki rodzaj narracji historycznej, w której ważnym (jeśli nie najważniejszym) punktem odniesienia będą kobiety - ich sprawy, problemy i osiągnięcia. Oczywiście termin ten nie ma zastosowania w poważnym dyskursie historycznym, ale, moim zdaniem, znakomicie nadaje się do opisania pewnego trendu, z którym od niedawna mamy do czynienia w świecie książek dla dzieci młodzieży. Z pewną przesadą nazwałabym go nawet herstorycznym boomem.

   

W 2017 roku ukazały się w Polsce trzy książki będące zbiorami opowieści o niezwykłych kobietach, które zmieniały świat: „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” „Superbohaterki” oraz „Damy, dziewuchy, dziewczyny”. Spróbujmy im się przyjrzeć – o czym i w jaki sposób opowiadają ?

     

Całość artykułu znajdziecie tutaj – zapraszam do lektury !!!

 

   

   

czwartek, 19 kwietnia 2018
Sprawa honoru

 

To jedna z najważniejszych książek mojego... już nie dzieciństwa, ale dorastania. Jedna z tych, którym zawdzięczam to kim jestem i co robię...

Maria Kann była członkinią „Żegoty”, bliską współpracownicą Zofii Kossak – Szczuckiej, a w 1943 roku napisała wydaną w podziemiu i przekazaną za Zachód książkę poświęconą Powstaniu w Getcie - „Na oczach świata”.

Sprawa honoru” powstała w latach sześćdziesiątych, pierwszy raz ukazała się w 1969 roku. To pierwsza książka dla młodzieży pokazująca Warszawę lat okupacji także z perspektywy getta, a także pierwsza (i nadal jedyna) opowiadająca o Powstaniu w Getcie i o tych, którzy w nim walczyli. Opowiada o ludziach po obu stronach muru, o Żydach i Polakach, pokazuje rożne postawy wobec tego, co się wtedy działo – od aktywnego oporu i pomocy przez lękliwą bierność aż do szmalcownictwa.

Leży teraz na moim biurku, zaczytana nie tylko przeze mnie, a Warszawie za chwilę zawyją syreny... Dziś mija 75 lat od wybuchu Powstania w Getcie, pierwszego z dwóch warszawskich powstań.


Maria Kann „Sprawa honoru”, ilustr.: Szymon Kobyliński, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 1978

 

 

piątek, 09 marca 2018
... nie ma z kim tańczyć...

 

   

 

... jest to książka

dla tych, których już nie ma,

po to, żeby zostali.

I dla tych, którzy są,

po to, żeby zapamiętali.

 

Byłam wczoraj na Uniwersytecie Warszawskim, na obchodach 50 rocznicy Marca 1968 roku, a dziś moje Julka miała w szkole fantastyczne spotkanie z uczestnikami tamtych wydarzeń.

Pomyślałam, że przy tej okazji warto przypomnieć tę mało znaną powieść Krystyny Siesickiej. Warto, bo jest to jedna z dwóch (obok o rok późniejszej „Kalamburki” Małgorzaty Musierowicz) książek dla młodych czytelników, która porusza problem rozpętanej w marcu antysemickiej nagonki i tzw. pomarcowej emigracji.

Jej bohaterkę, Irenę poznajemy w dwóch planach czasowych – współcześnie czyli w latach dziewięćdziesiątych, kiedy jest już starą kobietą i nastoletnią – tuż przed wojną. Towarzyszymy jej przez cały okres okupacji. Jest ona, rzec można, alter ego samej autorki – postacią, która pojawia się w wielu jej książkach dotyczących wojny. To zawsze jest nastolatka - za mała jeszcze, żeby brać poważny udział w konspiracji i walce, ale wystarczająco duża, żeby rozumieć, co się dzieje i zazdrościć starszym, tego, że oni mogą.

Klamrą domykającą ten wątek są dwa końce świata. Pierwszy następuje w 1939 roku, kiedy kończy się wszystko, co Irenka dotąd znała, jej cały świat, bezpieczny i dostatni dom, a zaczyna koszmar okupacji.

Drugi ma miejsce trzydzieści lat później na Dworcu Gdańskim, gdzie żegna wszystkich najbliższych, którzy jej pozostali. Odjeżdżają z biletem w jedną stronę, dokumentem poświadczającym, że jego posiadacz NIE JEST obywatelem polskim i bolesną świadomością, że nie ma już dla nich w Polsce miejsca. I tylko mała Weronika nie może zrozumieć, gdzie podział się jej dom ??? To tylko jedna scena, ale mowi bardzo dużo.

A zapłakane oczy lśnią, otula się marcową mgłą smutny pociąg i odpływa w dal, hen, w dal. O ciepłym, dobrym domu sen w tunelu ciemnym ginie, hen.
Nie tak malował pan Chagall...

 

P.S. Ale jeśli kogoś zainteresował ten erotyk w tytule, to lojalnie uprzedzam, że jest tylko tam ;-)

 

Krystyna Siesicka „...nie ma z kim tańczyć... (Erotyk dla panienek z dobrych domów)”, wyd.: Akapit Press, Łódź 2000

 

poniedziałek, 11 grudnia 2017
My i nasza historia

 

Czasem tak bywa, że w książce na pierwszy rzut oka interesującej i solidnie zrobionej, coś w trakcie lektury nieprzyjemnie zazgrzyta. Tutaj zgrzytnęło pod koniec, ale za to przeraźliwie :-(

Dlaczego ? Napisałam o tym dla portalu "RYMS" – zajrzyjcie tutaj.

Zastanawia mnie jedno – znalazłam w sieci kilka pozytywnych recenzji tej książki. Czy ich autorom nie przeszkadzało to, co mi, czy po prostu przed napisaniem recenzji nie przeczytali jej do końca ?

   

Yvan Pommaux (tekst), Christophe Ylla-Somers (ilustr.) "My i nasza historia", przekł.: Katarzyna Rodak, wyd. Tatarak, Warszawa 2017

środa, 22 listopada 2017
Biały teatr panny Nehemias

 

Wyobraź sobie, że żyjesz w ponurym świecie, bez komórki, tabletu, komputera. Przed sklepami wiją się kolejki, choć na półkach brakuje towarów. W telewizji są tylko dwa programy,a z obu sączą się te same kłamstwa...

 

   

 

Biały teatr panny Nehemias” to książka, która poruszyła bardzo czułe nuty w mojej duszy. Przenosi nas w smutny rok 1984 – pamiętam go jako czas zupełnie bez nadziei, taki listopad, który trwał niezależnie od tego, jaką porę roku mieliśmy w kalendarzu. Po szaleństwie karnawału Solidarności i traumie stanu wojennego, następne lata przyniosły ponurą, szarą stagnację, kolejki po wszystko i cyniczną, brutalną propagandę wylewającą się z massmediów.

 

Katarzyna, bohaterka tej książki, ma dwanaście lat i chodzi do szóstej klasy. Ja byłam wtedy starsza, już studiowałam, ale spora część mojej ówczesnej aktywności umiejscowiona była w okolicy, w której toczy się jej życie. Poczułam się swojsko wracając w okolice Placów: Unii Lubelskiej i Zbawiciela, do miejsc, których już nie ma – Supersamu czy lodziarni „Palermo”. W jednej ze scen prawie poczułam zapach, który wydobywał się z piekarni na Polnej...

 

Oczywiście nie warszawskie realia są w tej książce najważniejsze, ale atmosfera tamtych czasów, którą znakomicie udało się autorce odtworzyć. Mityczny Zachód wydawał się wtedy inną planetą, nie do końca realną. Decyzja o wyjeździe z Polski nie była łatwa ani do podjęcia, ani do zrealizowania, szczególnie, że najczęściej oznaczała bilet w jedną stronę i zerwanie z całym dotychczasowym życiem. Było ponuro, było szaro, było smutno, ale z drugiej strony – to było nasze życie, innego nie znaliśmy. Kiedy Katarzyna ma napisać w szkolnym wypracowaniu, jak wyobraża sobie siebie za 10 lat, widzi kolejkę po parówki i ludzi jak z Kolędy Nocki.

Za czym kolejka ta stoi ? Po szarość, po szarość, po szarość... Na co w kolejce tej czekasz ? Na starość, na starość, na starość...

 W książce Zuzanny Orlińskiej znajdziemy nie tylko smutek. Jest tam też trochę magii – to tytułowy biały teatr, ale nie zdradzę, czym on jest. Myślę, ze każdy czytelnik tej książki zinterpretuje go inaczej i każdy będzie miał rację.

Jest w niej także nadzieja, choć może trudno ją zauważyć. W końcu - musiało minąć tylko pięć lat i zaczęliśmy żyć w zupełnie innym świecie. Wtedy, w orwellowskim roku 1984 nikt tego nie wiedział. Niektórzy marzyli o tym, a tylko nieliczni wierzyli, że to nastąpi...

Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj, kiedyś te kamienie drgną i polecą jak lawina przez noc, przez noc, przez noc... 

 

P.S. „Biały teatr panny Nehemias” został nominowany do tegorocznej nagrody Książka Roku IBBY.

 

Zuzanna Orlińska „Biały teatr panny Nehemias” (seria: Plus Minus 16), wyd.: Literatura, Łódź 2017

 

 

 

 

piątek, 13 października 2017
Pasztety, do boju !



   

Obraz widziany w tym lustrze może być zniekształcony przez powszechnie uznane kanony piękna – taki napis zobaczyłam w łazience jednego z campingów, który odwiedziliśmy w czasie wakacji. Czytałam wtedy akurat „Pasztety, do boju !” i ta naklejka bardzo dobrze korespondowała z treścią tej książki.

Trochę żałuję, że nie udało mi się napisać o niej latem, bo to książka bardzo wakacyjna – taka lipcowa powieść drogi. Jednak z drugiej strony – problem, którego dotyczy nie jest tylko problemem letnim.

Kanony piękna zmieniają się od wieków i to, co w jednym stuleciu budziło zachwyt, w innym już niekoniecznie... Jednak czasy, w których żyjemy są pod tym względem wyjątkowe, bo jeszcze nigdy wcześniej dyktatura jednego wzorca wyglądu nie była tak dominująca. Nie ma ucieczki od obrazu idealnie pięknych i idealnie szczupłych kobiet, a żadna z nich nie wygląda w realu tak, jak na billboardach, w prasie czy na reklamach, która atakują nas kiedy tylko włączymy telewizor czy komputer.

   

   

Czasy, w których żyjemy są wyjątkowe także dlatego, że nigdy wcześniej nie było internetu - medium hiperdemokratycznego, które daje KAŻDEMU prawo do wyrażenia KAŻDEJ opinii na KAŻDY temat. Jest to w dodatku medium, rzec można, eksterytorialne, funkcjonujące obok czy też poza tak zwanym realem, ale wywierające na niego ogromny wpływ.

Dlatego nigdy wcześniej nie było możliwe, aby w jakiejś szkole odbyły się (już po raz trzeci) wybory Złotego, Srebrnego i Brązowego Paszteta czyli najbrzydszych dziewczyn, w których KAŻDY chłopak może napisać o KAŻDEJ dziewczynie w sposób dowolnie obraźliwy. Szkoła umywa od tego ręce, bo skoro rzecz dzieje się w internecie to tak jakby... nigdzie ? Wirtualne słowa ranią tak samo, jak te wypowiedziane prosto w twarz, tylko łatwiej je napisać niż powiedzieć, bo w sieci wydają się one jakoś tak jakby... oderwane od rzeczywistości ? A przecież przemoc jest przemocą zawsze - niezależnie od medium...

No i wyniki są na fejsie: jestem Brązowym Pasztetem.

Trochę słabo. Przez dwa lata miałam tytuł Złotego Paszteta i myślałam, że nikt mi go nie odbierze, a tu co ? Figa.

Tytułowe Pasztety są trzy – Astrid, Hakima i Mireille, ale najlepiej poznajemy tę ostatnią. To ona, jako najbardziej doświadczony Pasztet wspiera debiutantki na podium, ona jest narratorką tej książki i spiritus movens wszystkiego, co się w niej wydarza. Mireille to dziewczyna fantastycznie inteligentna, bystra i złośliwa, także pod swoim adresem, a książka jest taka, jak ona. Brak urody zgodnej z aktualnymi kanonami nie jest jej jedynym życiowym problemem, ale ze wszystkimi radzi sobie podobnie – uczyniła pancerz ze swojej inteligencji, bezpośredniości i zjadliwego poczucia humoru.

Okazuje się, że w powiedzeniu: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, jest jakieś ziarno prawdy, bo dzięki rzeczy tak paskudnej jak te wybory rodzi się przyjaźń między dziewczynami i przydarza im się fantastyczna przygoda, której początkiem są trzy rowery w garażu u Mireille i pomysł, żeby razem pojechać do Paryża. Każda z dziewczyn ma inny powód, żeby tam się udać, a towarzyszy im na swoim wózku Kader – brat Hakimy, inwalida wojenny.

Pasztety, do boju !” to książka, która wpisuje się w nurt tzw. body positivity. Dziewczyny nie wyruszają w swoją podróż ani po to, żeby schudnąć,

ani po to, żeby tym, którzy je wybrali, udowodnić cokolwiek,

ani w żadnym innym celu, który by w jakikolwiek sposób wiązał się z tamty nieszczęsnym konkursem, który je połączył.

Jadą z tylko sobie (i czytelnikom) znanych powodów i jak to w powieści drogi, która w dodatku jest powieścią inicjacyjną, być powinno, ta wyprawa zmienia je.

Czy uda im się znaleźć w sobie te skrzydła, o których mówi Hakima w ostatnim zdaniu tej książki ?


Clementine Beauvais "Pasztety, do boju !", przekł.: Bożena Sęk, wyd.: Dwie Siostry, Warszawa 2017

 

 

niedziela, 08 października 2017
Powstanie Warszawskie. Pierwsze dni. Interaktywne spotkanie z historią

 

   

 



Jak czytać tę książkę ?

Życie człowieka składa się z decyzji. Czasem są one błahe, niekiedy zaś poważne, niosące nieodwracalne konsekwencje. Z tej książki możesz się dowiedzieć, przed jakimi wyborami stawali młodzi ludzie podczas Powstania Warszawskiego i jak wpływały one na dalsze losy tych osób, doprowadzając czasem nawet do śmierci.

Każda z twoich decyzji będzie zmieniać bieg tej historii i prowadzić do innego zakończenia. Wydarzenia, w których będziesz brać udział, miały miejsce w rzeczywistości i przytrafiły się prawdziwym ludziom.

Nie jestem targetem tej książki, nie wychowałam się na grach komputerowych i zdecydowanie preferuję słowo pisane, najlepiej jeśli jest ono na papierze. W dodatku jeśli chodzi o historię, a szczególnie o Powstanie Warszawskie jestem maksymalistką – oczekuję od książek wierności faktom i bardzo wyczulona jestem na wszelkie niedoróbki w tej kwestii. Dlatego do publikacji, która ma w tytule Interaktywne spotkanie z historią podeszłam z dużą dozą nieufności. Obawiałam się, że (podobnie jak na przykład w grze „Mali powstańcy”) fakty i realia historyczne mogły paść ofiarą tej interaktywności. Muszę przyznać, że się w tej kwestii bardzo miło zdziwiłam...

Merytorycznie nie mogę właściwie do niczego przyczepić. Książkę konsultowało Muzeum Powstania Warszawskiego i w warstwie faktograficznej wszystko się zgadza. Jedyna rzecz, która ciut mi zgrzytnęła, to zdjęcie, które ilustruje hasło ręczny karabin maszynowy. Przedstawia ono sowiecki RKM DP, który owszem – był w użyciu w czasie Powstania, ale spodziewałabym się go raczej w drugiej połowie września na Powiślu, a nie w pierwszych dniach sierpnia na Woli. Co nie znaczy, że było to absolutnie niemożliwe.

Widza o Powstaniu, którą czytelnik wyniesie z tej książki jest na podobnym poziomie do tej, którą ja w podobnym wieku wyniosłam z lektury „Zośki i Parasola” Kamińskiego. Te same wydarzenia, ci sami ludzie, ale tu być może forma będzie bardziej interesująca dla współczesnego nastolatka.

Być może – bo wydaje mi się, że jak na jego potrzeby tak książka jest trochę zbyt mało atrakcyjna wizualnie. Nieliczne kolorowe ilustracje i czarno – białe, niewyraźne zdjęcia nie pomagają wczuć się w opisywane wydarzenia. Poza tym aż prosi się, żeby jakoś osadzić to wszystko w realiach współczesnej Warszawy – przydałyby się mapy i zdjęcia, także współczesne. Wtedy być może okazałoby się, że wszystko to działo się w miejscach doskonale czytelnikowi znanych i z pozoru zupełnie nieciekawych.

Masz na imię Janek. Jesteś silnym osiemnastoletnim chłopakiem. Mieszkasz razem z wujem i ciotką w małym mieszkanku na warszawskiej Woli...

Przy pomocy tej książki możemy towarzyszyć naszemu bohaterowi we wszystkich wariantach powstańczego losu – od natychmiastowego przyłączenia się do walki do decyzji o tym, żeby się w nic nie włączać. Niektóre kończą się jego śmiercią, ale są też takie w których przeżywa. Kilka zakończeń doprowadza go na Starówkę i tam zostawia – nie wiemy więc, co wydarzyło się później.

Czasem podejmujemy w jego imieniu decyzje trudne (przyłączyć się do walki czy nie ?), a czasem wszystko zależy od tego, czy każemy mu pobiec w prawo czy w lewo. Jednak żadna z tych decyzji nie gwarantuje mu przeżycia.

Pomysł fabularny, szkielet tej książki jest interesujący i dopracowany, przydałoby się jednak obudować go trochę literacko. To bardziej scenariusz gry – nie poznajemy szerszego tła, niewiele wiemy o uczuciach bohatera, więc trudno czasem zrozumieć, dlaczego miałby podjąć taką czy inną decyzję.

Marzy mi się kolejne wydanie tej książki – poszerzone i ulepszone. Z ciekawszymi ilustracjami, pokolorowanymi zdjęciami i rozbudowaną fabułą, która pozwoliłaby współczesnemu nastolatkowi zrozumieć, dlaczego jego ówcześni rówieśnicy chcieli być wolni i wolność sobie zawdzięczać.

A gdyby jeszcze w tym wydaniu zrezygnowano ze słowa przygoda, którym określane są kolejne wersje losów bohatera, byłoby idealnie.

 

 

Krzysztof Mital „Powstanie Warszawskie. Pierwsze dni. Interaktywne spotkanie z historią”, ilustr.: Filip Wojciechowski, wyd.: Meandry, Gdańsk 2017

 

wtorek, 05 września 2017
Mówcie mi Bezprym

 

   

 

Bohater tej książki był pierworodnym synem pierwszego polskiego króla, a jednak nie wspomina o nim żaden kronikarzy najwcześniejszych dziejów Polski – ani Gall Anonim, ani Wincenty Kadłubek, ani Jan Długosz. Nie wiadomo, jak miał właściwie na imię, nie ma pewności, kim była jego matka, a przede wszystkim – nie jest jasne, dlaczego został przez ojca pozbawiony następstwa tronu. Jeszcze w XIX wielu wątpliwości historyków budziło nawet jego istnienie, dziś już tak nie jest, ale właściwie każdy fakt z jego życia może być rozmaicie, często sprzecznie interpretowany. (...)

Grażyna Bąkiewicz opisuje czasy wcześniejsze, kiedy Bezprym był dopiero dorastającym chłopcem. Rozpoczyna swoją opowieść jesienią 999 roku a kończy w roku1002. Był to czas szczególny i dla Polski, i dla Europy – przełom tysiącleci, zjazd gnieźnieński, wielkie plany cesarza Ottona III, które przerwała jego śmierć. Autorka oparła się na śladach po Bezprymie, które zachowały się w kronikach niemieckich i wypełniła przestrzeń między nimi swoimi wyobrażeniami. „Mówcie mi Bezprym” to książka, która mocno skojarzyła mi się w twórczością Elżbiety Cherezińskiej, a szczególnie z „Grą w kości”, bo dotyczy tych samych wydarzeń.

To kolejna moja recenzja napisana dla portalu "Ryms" - całość znajdziecie tutaj.

 

Grażyna Bąkiewicz „Mówcie mi Bezprym” (seria: A to historia !), ilustr.: Mikołaj Kamler, wyd.: Literatura, Łódź 2016

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31
Archiwum
Tagi
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę