CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Kategorie: Wszystkie | A. Błotnicka | A. Chachulska | A. Frączek | A. Hest | A. Jaromir | A. Kamiński | A. Mcghee | A. Michaelis | A. Niemierko - Pająk | A. Piwkowska | A. Vestly | A. Znamierowski | A.Bradley | A.D.Mizielińscy | A.Holmberg | A.Lindgren | A.M. Grabowski | A.Onichimowska | A.Provoost | A.Tyszka | B. Cole | B. Gawryluk | B. Kaniewska-Pakuła | B. Leśmian | B. Lindgren | B. Massini | B. Moyeyaert | B. Ostrowicka | B. Rice | B. Wildsmith | B. Wróblewska | C. Compton | C. Frabetti | C. Kruusval | C. Wolff-Brandt | C.Funke | C.Rayner | C.Rees | Ch. Bjork | Ch. Dickens | Cz. Janczarski | D. Cali | D. Combrzyńska - Nogala | D. Geisler | D. Gellner | D. Walliams | D. Wawiłow | D.Terakowska | Dr. Seuss | E. Ainsworth | E. Beskow | E. Kozyra - Pawlak (aut.) | E. Piotrowska | E. Susso | E.Carle | E.H.Gombrich | E.Nowak | F. Nilsson | F.H. Burnett | G. Gortat | G. Mancomble | G. Ruszewska | G. Whelan | G.Carson Levine | G.Kasdepke | Gro Dahle | H. Ch. Andersen | H. Tullet | Heekyong Kim | I. Angerborn | I. Chmielewska | I. Degórska | I. Desjardins | J. Birdsall | J. Chmielewska | J. Fabicka | J. Frey | J. Mikołajewski | J. Olech (autorka) | J. Picoult | J. Rudniańska | J. Schlansky | J. T. Wieslander | J. Tuwim | J. Wilkoń -autor | J. Wilson | J.P. Lewis | J.Papuzińska | K. DiCamillo | K. Levine | K. Lipka-Sztabałło (autor) | K. Pranić | K.Majgier | K.Siesicka | L. Anderson | L. Anholt | L. Bardijewska | L. Brooke | L. Fabisińska | L. Lowry | L. Olivier | L. Stafford | M. Amelin | M. Brykczyński | M. Ekier | M. Galica | M. Happach | M. Kita | M. Kowaleczko - Szumowska | M. Matlin | M. Miklaszewska | M. Niklewiczowa | M. Oklejak (autorka) | M. Oworuszko | M. Parr | M. Prześluga | M. Rusinek | M. Sasek | M. Skibińska | M. Szczygielski | M. Waltari | M. Widmark | M. Zarębska | M.Gutowska-Adamczyk | M.K.Piekarska | M.Strzałkowska | M.Wollny | Marcel A. Marcel | N. Streatfield | P. Beręsewicz | P. Goes | P. Lindenbaum | P. Maar | P. Pawlak - autor | R. Kipling | R. Kosik | R. Lagercrantz | R. McCormick | R. Mueller | R. Piątkowska | R. Riordan | R.Dahl | R.Jędrzejewska-Wróbel | S. Crossan | S. McBratney | S. Nyhus | S. Scherrer | Shaun Tan | Suzy Lee | T. Jansson | T. Trojanowski | U. Stark | V. Howie | W. Holzwarth | W.Widłak | Z. Orlińska | albumy | atlasy | piosenki | serie | składanki | tradycyjne | varia | Ł. Wierzbicki
RSS
piątek, 17 marca 2006
Walizka Hany

  

W podręczniku do historii dla klasy szóstej, z którego uczy się moja córka, temat Holokaustu zajmuje pół strony (plus trzy malutkie zdjęcia). Można tam przeczytać między innymi, że hitlerowcy “wybudowali na ziemiach polskich obozy zagłady i tam zwozili Żydów z całej Europy. Większość z nich, kilka milionów osób, zginęła w komorach gazowych.” *  Suche fakty. Kilka milionów - to znaczy ile ? Trzy, cztery a może pięć ? Parę tysięcy mniej czy więcej – jakie to ma znaczenie ? Niewyobrażalny, anonimowy tłum bez twarzy, któremu trudno współczuć.

Walizka Hany" to książka opisująca autentyczne losy żydowskiej dziewczynki z Czech. Szczęśliwe, spokojne i pełne miłości dzieciństwo przed wojną oraz koszmar późniejszych wydarzeń zakończonych zamknięciem się drzwi komory gazowej. Jest to równocześnie współczesna opowieść o swoistym śledztwie, jakie na temat Hany Brady przeprowadziła Fumiko Ishioka – dyrektor Tokijskiego Edukacyjno – Badawczego Centrum Historii Holokaustu. Placówka ta powstała, aby wśród młodych Japończyków szerzyć wiedzę o tych wydarzeniach, które miały miejsce w czasie, gdy Japonia była sojusznikiem hitlerowskich Niemiec.

Na początku była tylko otrzymana z Muzeum w Oświęcimiu walizka, z którą Hana przyjechała do obozu. Oprócz imienia, nazwiska i daty urodzenia było tam jedynie niemieckie słowo Weisenkind (sierota). Dzieci odwiedzające Centrum chciały dowiedzieć się, kim była Hana i co się z nią stało. Fumiko Ishioka rozpoczęła poszukiwania, które doprowadziły ją do Theresienstadt czyli Teresina w Czechach i do Oświęcimia. Udało jej się odnaleźć w Kanadzie brata Hany – Georga, jedynego z rodziny, któremu udało się przeżyć.

Historia Hany to opowieść o tym, co wojna zrobiła z życiem zwykłej dziewczynki. Dziewczynka ta z dnia na dzień przestała być zwykła, a stała się szczególna, bo razem z bratem byli w swoim małym miasteczku jedynymi dziećmi żydowskimi. Byli więc zarazem jedynymi dziećmi, którym nie wolno było chodzić do szkoły, kina czy parku. Odebrano jej też ukochaną jazdę na łyżwach i była to pierwsza z wielu rzeczy, które straciła.

Następnie ta dziewczynka została naznaczona, bo jako jedyna spośród koleżanek musiała nosić opaskę z Gwiazdą Dawida.

Najpierw straciła koleżanki i całe swoje dotychczasowe życie, a potem Mamę, Tatę i brata. Została sama – we “wzorcowym” getcie w Theresienstadt, samotna wobec głodu, strachu i niepewności dalszego losu. Do obozu w Auschwitz jechała z nadzieją, że spotka tam najbliższych. Niestety, nie było jej to dane. W trzy miesiące po jej śmierci obóz został wyzwolony, ale doczekał tego już tylko jej brat.

Jest w tej opowieści dużo smutku, ale jest też nadzieja, że mimo wszystko uda jej się przeżyć - nadzieja, która towarzyszyła Hanie do końca. Nie ma tam natomiast koszmarnych opisów śmierci, głodu, okrucieństwa i ludzkiej podłości, jakich wiele można by przy tej okazji przytoczyć.

Ta książka to próba opowiedzenia o tamtych czasach w sposób zrozumiały dla dzieci... no właśnie – w jakim wieku ? Wydaje mi się, że odpowiedni czas na tę lekturę przychodzi wtedy, gdy dziecko wie już trochę o historii. Wie, że wojny na świecie były i są. Wie, że są wśród ludzi tacy, którzy zdolni są nienawidzić innych za ich odmienność (często urojoną). Wie też, że wojna była również u nas, słyszało co nieco o wojennych losach swojej rodziny.

Kiedy ja byłam w wieku moich córek, ta tematyka była codziennością - stale obecna we wspomnieniach rodziców i dziadków. Filmy i książki wojenne dla dzieci, na których się wychowałam, dziś nie wydają mi się już odpowiednie. Najczęściej pokazują wojnę jako świetną przygodę albo zakłamują fakty historyczne (lub co gorsza - i jedno i drugie).

Walizka Hany” opowiada tylko część prawdy o Holokauście – tę część, która stała się udziałem jednej dziewczynki. Całej prawdy nie da się zawrzeć w jednej książce, nie jest ona również możliwa do udźwignięcia dla dziecka. Myślę jednak, że może to być dobry wstęp do zrozumienia tych spraw, bo dzięki niej choć jedna pozycja na długiej liście ofiar zyskuje twarz i przestaje być anonimowa.

Hana Brady była tylko o trzy dni młodsza od mojej Mamy, Babci moich córek. Kim byłaby, gdyby nie wojna ?


Karen Levine “Walizka Hany. Historia prawdziwa”, przekł. Renata Kopczewska, wyd.: “Media Rodzina” Poznań 2005

*cyt. za: Grzegorz Wojciechowski “Historia i społeczeństwo. Człowiek i jego cywilizacja. Poznaję cię historio !” klasa szósta, wyd. “Nowa Era” Warszawa 2005, s. 145

Ella zaklęta

  

Gdy Ella przyszła na świat, otrzymała od szalonej wróżki Lucyndy dar bezwzględnego posłuszeństwa. Musi spełniać wszystkie polecenia - nawet głupie, śmieszne albo co gorsza groźne w skutkach. Staje się to szczególnie niebezpieczne, kiedy po śmierci Matki jej Ojciec żeni się ponownie. Macocha ma dwie córki, którym bardzo nie podoba się to, że Ella cieszy się sympatią Księcia.

Coś Wam to przypomina ??? Tak, tak – ta baśń w wyraźny sposób nawiązuje do “Kopciuszka” i “Śpiącej królewny”, ale nie jest tylko kolejną kompilacją znanych baśniowych motywów. “Ella zaklęta” to umieszczona w fantastycznych realiach całkiem współczesna opowieść o tym, jak odnaleźć w życiu własną drogę.

To jest książka o manowcach posłuszeństwa. Lucynda nie była złośliwa, nie chciała skrzywdzić Elli. Przeciwnie – sądziła, że w ten sposób ułatwia życie jej Matce. Posłuszne dziecko jest bardzo wygodne dla rodziców – bez szemrania robi to, co mu się każe, zjada wszystko, co ma na talerzu, ubiera się tak, jak lubią rodzice, można nim łatwo kierować. Takie dziecko ( a szczególnie córka) to chodzący ideał i powód do zazdrości wszystkich wokół.

Problem zaczyna sie wtedy, gdy staje się ono na tyle duże, że powinno wyjść spod opieki rodziców (albo wtedy, gdy oni nie mogą już sie nim opiekować). Od tej chwili powinno być samodzielne, zdecydowane i rozważne.

Elli zagrażali nie tylko ludzie, którzy (jak złośliwa przybrana Siostra) mogli wykorzystać jej posłuszeństwo do własnych niecnych celów, ale również przeróżne baśniowe stwory. W prawdziwym życiu nie ma ogrów – są za to dilerzy narkotyków i pedofile. W zetknięciu z nimi posłuszeństwo staje się niebezpieczne. Przydaje sie za to rozwaga i nonkonformizm – a te cechy wychowanie do posłuszeństwa skutecznie wytłumia.

To jest książka o tym, że nie istnieje nic takiego, co determinowałoby nasze życie i tylko od naszej woli zależy, jak się ono potoczy. Zaklęta dziewczynka próbuje w życiu codziennym “obchodzić” zaklęcie – jest posłuszna w stopniu niezbędnym, a niepokorna wszędzie tam, gdzie zaklęcie nie działa. Podejmuje niebezpieczne próby odnalezienia Lucyndy w nadziei, że ta zdejmie z niej czar. Niestety - ani Lucynda, ani Wróżka chrzestna dziewczyny nie są w stanie tego zrobić. Przełamać zaklęcie może tylko ona sama - siłą własnej woli. Ella musi znaleźć w sobie tę siłę – inaczej nie będzie mogła poślubić księcia.

To jest książka o sile, jaką daje miłość. Ella znalazła w sobie determinację niezbędną do przełamania mocy zaklęcia dopiero wtedy, gdy uświadomiła sobie, że jej posłuszeństwo zagraża ukochanemu. Będąc nadal posłuszną może stać się narzędziem w rękach wrogów Księcia, więc dla jego dobra musi zrezygnować ze swojej miłości. Zrezygnować albo... przełamać zaklęcie. Z miłości do ukochanego jest w stanie zdobyć się na to, czego wcześniej nie potrafiła zrobić tylko dla siebie.

Choć nie wykluczam, że są chłopcy, którym spodoba sie taka love story w świecie fantasy, wydaje mi się, ze jest to lektura raczej dla dziewczynek - dla takich, które już zaczynają odczuwać burzę hormonów, ale jeszcze lubią bajki.

"Ella zaklęta" to książka, która może pomóc dorastającej panience w znalezieniu złotego środka między posłuszeństwem autorytetom, jakie przystoi każdej grzecznej dziewczynce, a nonkonformizmem niezbędnym, aby doszła, tam, dokąd chce.


Gail Carson Levine “Ella zaklęta”, tłum. Andrzej Polkowski, wyd. Media Rodzina, Poznań 2003

czwartek, 16 marca 2006
Bajka o szczęściu

 

  

Dawno, dawno temu, na skraju olbrzymiego lasu stała niewielka chatka. Mieszkał w niej staruszek z prosięciem, kogucikiem i myszką.

Dziadek uwielbiał wygrzewać się na słońcu, prosiaczek taplać w błocie, kogucik podskakiwać i trzepotać piórkami, a myszka chrobotać. Żyło im się całkiem przyjemnie i bardzo się lubili.

Aż tu pewnego razu przed samotną chatkę zajechał z wielkim hałasem kolorowy wózek zaprzężony w osiołka...”

Tym wózkiem wjechał w ich życie handlarz starzyzną. Póty tłumaczył i namawiał, aż wreszcie przekonał Dziadka, że do pełni szczęścia brakuje mu kilku rzeczy. Ten niewiele myśląc wymienił swoich przyjaciół na przedmioty: fajkę, nożyk i tabakierkę. Wszystkie były śliczne i błyszczące, ale on wcale nie był z tego powodu szczęśliwszy. Wręcz przeciwnie.

Świat, w którym żyjemy, wkłada wiele wysiłku w tłumaczenie nam, że bardzo potrzebujemy wciąż nowych przedmiotów. Sklepy pełne są jeszcze lepszych wersji tego, co już mamy. Wszystko oczywiście jest najwspanialsze i niepowtarzalne, choć powielane w tysiącach sztuk. Sens współczesnego życia nie polega na korzystaniu z rzeczy już posiadanych, tylko na dążeniu do posiadania następnych.

Dzieciństwo, które przypadło w udziale naszym dzieciom, w coraz większym stopniu składa się z reklam - wylewających się z dziecięcych gazetek i wciskających się w środek dobranocki. Zanim uda im się obejrzeć jakikolwiek film, zostaną poinformowane o kilku innych, które też muszą konieczne zobaczyć czyli namówić rodziców na kupno kasety (płyty, biletu do kina – niepotrzebne skreślić ;-), że o całej masie gadżetów z nimi związanych nie wspomnę.

Bajka o szczęściu” to mały moralitet, uczący nas, że tego, co naprawdę ważne, nie można kupić za żadne pieniądze. Dziadkowi udaje się w końcu odzyskać (nie odkupić !!!) przyjaciół, ale w życiu takie historie rzadko kończą się happy endem.

Ta książka została wydana przez wydawnictwo Ezop w pięknej serii “Z zebrą”. Składają się na nią książki mądre, pięknie ilustrowane (ta - przez Aleksandrę Kucharską – Cybuch) i niezwykle starannie wydane – wszystkie z przyjemnością czytałam moim córkom.

Bajka o szczęściu”stała się również kanwą przedstawienia w warszawskim teatrze “Baj”. Warto wybrać się na nie – jest spokojne, proste i czytelne w przesłaniu i adresowane (tak jak książka) do starszych przedszkolaków.


Izabela Degórska “Bajka o szczęściu”, ilustr.: Aleksandra Kucharska – Cybuch, wyd. Ezop, Warszawa 2003

Lulaki, Pan Czekoladka i przedszkole

 

  

Trzylatek z całego świata zna tylko swoją rodzinę i zasady w niej panujące. Przedszkole to jakaś obca planeta, a życie na niej jest niezwykle trudne do wyobrażenia. Dlatego debiut przedszkolny to w jego życiu zmiana tak wielka i przeżycie tak ogromne, że często pamięta się je przez całe życie.

Najpierw nie wiadomo nic – jest tylko to groźne słowo: przedszkole (kiedy będziesz juz chodzić do przedszkola, to...) Potem okazuje się, że jest to taki dom otoczony płotem i są tam też zjeżdżalnie i piaskownice , ale gdy wchodzi się do środka, to dalej nic nie wiadomo. Maluch wie tylko, że nie będzie Mamy, Taty, ani Babci – są za to jakieś obce Panie, które nie zajmują się tylko nim, ale też całą gromadą obcych dzieci.

Nie ma ukochanego Misia i czerwonej koparki – są obce zabawki, chociaż niektóre całkiem fajne. Nie ma talerzyka z Teletubisiami i znajomej podkładki na stole – są nowe smaki jedzenia i łyżka, którą trzeba zjeść kotlet. Nie ma własnego łóżeczka z kołderką – jest dziwny leżak i duży koc w obcej poszwie. Trzeba sie przebrać w piżamkę i położyć spać... Zaraz, jak to spać ??? Śpi się w domu !!! A może ja już w ogóle nie wrócę do domu ??? MAMO, TATO, BABCIU RATUNKU !!!

Lulaki, Pan Czekoladka i przedszkole czyli ważne sprawy małych ludzi” to książka, która może pomóc zmniejszyć ten stres. Opisuje krok po kroku jeden dzień z życia przedszkolaka.

Najpierw Mama budzi rano i trzeba trochę pomarudzić: Ja nie chcę iść do przedszkola !!!. To bardzo ważne, bo rodzice lubią się tak bawić. Potem jednak się wstaje i idzie, no bo jak tu nie pójść. Trzeba tylko jeszcze w szatni upewnić się, że rodzice na pewno przyjdą po południu. W przedszkolu wszystko idzie ustalonym rytmem – posiłki, zabawy, leżakowanie, potem powrót do domu – zabawy, kolacja, kąpiel i Lulaki, które lulają do snu. Trzeba sie wyspać, bo jutro znowu wstajemy do przedszkola. Tylko, żeby nie zapomnieć pomarudzić: Ja nie chcę iść do przedszkola !!!

Ta książeczka pomoże maluchowi oswoić się z przedszkolem, jeszcze zanim przestąpi jego progi (oczywiście nie zastąpi to wcześniejszej wizyty w przedszkolu, czy zajęć integracyjnych, jeśli są organizowane).

Czytana początkującemu przedszkolakowi może być dobrym wstępem do rozmowy o jego doświadczeniach tych pierwszych dni. Taki maluch nie potrafi jeszcze ubrać w słowa swoich przeżyć, a zapytany: jak było w przedszkolu ? odpowie: dobrze. Można jednak w rozmowie wyjść od Hubercika i Pana Czekoladki, a wtedy może dowiemy się, że na podwieczorek wcale nie dali ciastek tylko wstrętną kaszę, ulubiony od wczoraj kolega nie chciał się dziś wcale bawić i w ogóle nie było żadnego teatrzyku !!!

O tym ostatnim warto uprzedzić debiutanta w przedszkolu. Synek mojej koleżanki świetnie przygotowany przy pomocy "Lulaków" do nowej roli, zgłosił tylko jedno zastrzeżenie do swojego przedszkola – pierwszy teatrzyk pojawił sie u nich dopiero w listopadzie i w dodatku on był waśnie wtedy chory. Teatrzyk to w “Lulakach” jedyne niecodzienne wydarzenie w ciągu zdarzeń codziennych.

P.S. Hubercika i jego rodzinę można spotkać także w książce ”Bobek, wyprawa i rzeczy w sam raz”


Beata Ostrowicka “Lulaki, Pan Czekoladka i przedszkole czyli ważne sprawy małych ludzi”, ilustr. Aneta Krella – Moch, wyd. Literatura, Łódź 2003


środa, 15 marca 2006
Babci Brygidy szalona podróż po Krakowie

Dzień i noc czarownicy


Ta niepozorna książeczka jest niezwykła nie tylko dlatego, że jest książką podwójną, na którą składają się dwie zupełnie różne historie - do czytania od dwóch końców, a każda ze swoją stroną tytułową. Niezwykłe jest w niej również to, że stanowi swoistą klamrę twórczości literackiej Doroty Terakowskiej.

Babci Brygidy szalona podróż po Krakowie” była jej debiutem literackim. Napisała ją w 1979 roku, kiedy jeszcze ani jej, ani nikomu innemu nie przychodziło do głowy, że będzie w życiu kimś innym niż znakomitą dziennikarką. Pierwsze wydanie ukazało się w 1987 roku (nakładem Krajowej Agencji Wydawniczej) z pięknymi ilustracjami Marii Orłowskiej - Gabryś. Na tych obrazkach Kraków, smutny wówczas i szary jak cała Polska lat osiemdziesiątych, nabrał blasku i urody. Podobnie odbierałam wcześniej ilustracje Jana Marcina Szancera do “Abecadła krakowskiego” Wandy Chotomskiej - kiedy pierwszy raz zobaczyłam Kraków, okazał się on dużo mniej atrakcyjny od moich wyobrażeń o nim.

Mimo swojego baśniowego klimatu ta książka jest właściwie normalnym reportażem. Baśniowa jest tu sama Babcia Brygida, która pojawia się w wyobrażni chorego chłopca oraz jej czarodziejska czerwona parasolka, służąca w zależności od potrzeby chwili do latania, czarowania, oświetlania ciemnych schodów i otwierania zamkniętych drzwi. Pojawiają się tam też jedyne w swoim rodzaju krasnoludki w krakowskich czapkach i całkiem miły Smok Wawelski.

Cała ta szalona podróż Babci tkwi jednak mocno w realiach Krakowa. Może wręcz służyć za przewodnik po tym mieście - sprawdziłam to na własnych córkach. Kiedy nie tak dawno wybrałam się do Krakowa z Anią i Zosią, wędrowałyśmy sobie po nim tropami Babci Brygidy. Zaczęłyśmy od Bramy Floriańskiej i naszym pierwszym celem był Hotel “Pod Różą”, gdzie odnalazłyśmy słynny napis (budząc przy okazji spore zdumienie recepcjonistek indagowanych na jego okoliczność). Potem wspięłyśmy się na wieżę Kościoła Mariackiego i tu widzę niewatpliwą zasługę Babci Brygidy, bo normalnie moje córki za żadne skarby świata nie wlazłyby tak wysoko po schodach. Nie dysponowałyśmy magiczną parasolką i w dół też trzeba było zejść schodami, co było trudniejsze niż wchodzenie na górę. Niestety, ku ogromnemu rozczarowaniu dziewczyn, ani tam, ani w kawiarni Noworolskiego, dokąd udałyśmy się na kawę i ciastka, nie spotkałyśmy krasnoludków. Następnym punktem programu był Wawel i odwiedziny w Smoczej Jamie, a całość zakończyła się karmieniem gołębi na Rynku. Z książką w ręku zaliczyłyśmy prawie wszystkie najważniejsze atrakcje turystyczne Krakowa.

Dzień i noc czarownicy” to ostatnia książka Doroty Terakowskiej. Opowiada historię czarownicy, której po wielu latach normalnego dla tej profesji żywota zaczyna dogryzać sumienie i odczuwa ona potrzebę ekspiacji za zło, które czyniła. Okazuje się jednak, że jej działalność jest bardzo potrzebna - wręcz niezbędna dla istnienia świata baśni. Świat bez zła byłby płaski i jednowymiarowy - zło musi istnieć, abyśmy wyraźniej odczuwali dobro.

Podejmowane przez nią próby czynienia dobra i spełniania życzeń wszystkich potrzebujących kończą się fatalnie i wszyscy w ten sposób uszczęśliwieni szybko proszą o powrót do stanu poprzedniego. Nie można ot, tak sobie zmieniać ustalonego porządku rzeczy, a szczęścia, które przyszło zbyt łatwo, nie ceni się tak, jak tego, które zostało okupione pracą i cierpieniem.

Nie wiem, czy Dorota Terakowska pisząc tę książkę miała świadomość bliskiego końca. Kiedy jednak czytałyśmy ją (już po śmierci autorki w styczniu 2004 r.) nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że przeczuwała i że żegnała się w ten sposób z czytelnikami.

W końcowej scenie widzimy małą Kasię - bohaterkę “Jednej nocy czarownicy”, po wielu latach już jako staruszkę, jak odchodzi razem z czarownicą między kartki swojej ulubionej książki. Zostaje po niej tylko pusty fotel.

Po Dorocie Terakowskiej pozostało wiele pięknych książek, ktore mogą nam towarzyszyć przez całe życie - od lat późnoprzedszkolnych (jak historia babci Brygidy i Czarownicy ze Strasznego Lasu) przez dorastanie (“Córka czarownic) po dorosłość (“Ono”, “Poczwarka”). Czytając którąkolwiek z nich pamiętajcie proszę, że ich autorka jest gdzieś między ich kartkami. Człowiek umiera naprawdę, kiedy kończy się pamięć o nim. Pisarz żyje tak długo, jak długo czytane są jego książki.

Dorota Terakowska “Babci Brygidy szalona podróż po Krakowie. Dzień i noc czarownicy” ilust. Bohdan Butenko, wyd. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003

Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham
 

Nigdy nie potrafiłam i nie lubiłam mówić o swoich uczuciach. Drażni mnie egzaltacja polegająca na nadużywaniu Wielkich Słów, bo ich nadmiar powoduje, że tracą na znaczeniu. Śmieszą - niektóre amerykańskie filmy, w których wszyscy wszystkim mówią “Kocham Cię”. Złości - szaleństwo walentynkowe i przymus czynienia wyznań w określony dzień. Nie znoszę “pieszczenia się”, nadmiaru zdrobnień i słodyczy - takiego “tiutiania”, które zwyczajowo stosuje się w rozmowach z dziećmi.

Wydaje mi się, że nie słowa tylko czyny świadczą najlepiej o naszych uczuciach i intencjach. Czy słowa są niezbędne dla wyrażenia miłości ? Może wystarczy po prostu kochać, a wtedy wszystko staje się jasne i słowa są niepotrzebne ? Zresztą - czy miłość da się wymierzyć słowami ? Jak można zmierzyć to, co niewymierzalne ?

  


Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham” to książeczka, która pokazuje, że można rozmawiać o tym z dziećmi w sposób prosty a jednocześnie głęboki.

Mam do niej stosunek szczególny. Był w naszym domu taki czas (gdy Julka miała 2 czy 3 lata), kiedy Mały Brązowy Zajączek razem z Dużym Brązowym Zającem odwiedzali nas co wieczór. Gdy przeczytałyśmy już wszystko, co było przeznaczone na ten dzień, przychodził Czas Zajączków i wtedy czytając, pokazywałyśmy, jak bardzo się kochamy - zupełnie tak samo jak one. Bez tego rytuału nie chciała położyć się do łóżka.

Myślę, że na widok tej książki już zawsze będzie mi się przypominać moja mała córeczka stojąca przede mną w piżamce z szeroko rozłożonymi rączkami.

Dzieci często pytają, czy je kochamy, albo czy kochamy je bardziej niż brata lub siostrę. Oczekują nieustannego potwierdzania miłości, bo świadomość, że są kochane “jak stąd do księżyca i z powrotem”, daje im poczucie bezpieczeństwa.

Same słowa to jednak za mało. Aby to poczucie było granitowo mocne i zostało na całe życie, niezbędne są także czyny, które te słowa potwierdzą.


Sam McBratney “Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham”, tłum. Jarosław Mikołajewski, ilustr. Anita Jeram, wyd. Egmont, Warszawa 2002

Mały pokój z książkami

Zawsze lubiłam czytać. Pierwszą książkę przeczytałam samodzielnie jeszcze w przedszkolu i od tego czasu stało sie to dla mnie czynnością tak oczywistą jak jedzenie czy sen. Wychowałam się w domu pełnym książek, a ich kupowanie jest już zdecydowanie moim nałogiem.

Jeszcze zanim urodziły się moje dzieci, wiedziałam jedno – będą czytać równie maniacko jak ja. Niestety los lubi być przekorny i obdarował mnie trzema córkami z dysleksją. Rozbudziło to we mnie instynkt tropiciela - podjęłam wyzwanie. Znaleźć książkę na tyle interesującą, żeby moje córki zechciały podjąć wysiłek jej przeczytania - to zadanie trudne, ale nie niemożliwe. A jaka radość z sukcesu !!!

Lubię znajdywać ciekawe książki, lubię widzieć, że podobają się Ani, Zosi i Julce, lubię dzielić się tą radością z innymi.


Mały pokój z książkami” Eleanor Farjeon to była jedna z ukochanych książek mojego dzieciństwa. Nie lubiłam bajek, nie znałam ich wielu, ale te były szczególne. Miały niezwykły klimat, który pięknie podkreślały ilustracje Bożeny Truchanowskiej (dlaczego właściwie nie ukazują sie już książki przez Nią ilustrowane ???). Była to jedna z niewielu ukochanych lektur dzieciństwa, które po latach okazały się tak samo urzekające jak w moich wspomnieniach.

  

W moim wirtualnym „Małym pokoju” znajdą się książki, które moje córki pokochały w podobny sposób - książki, które czytałyśmy razem i które odegrały ważną rolę w naszym życiu.

Eleanor Farjeon "Mały pokój z książkami", przekł.: Hanna Januszewska, ilustr.: Bożena Truchanowska, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 1971

16:55, agnieszka_azj , varia
Link Komentarze (14) »
czwartek, 09 marca 2006
Prawie Manifest ;-)))

Kiedy biorę do ręki nową, nieznaną książkę to....

... zaczynam ją czytać. Nie jest to specjalnie oryginalne - wiem, ale do tego przecież ona służy ;-)

Książka to przede wszystkim tekst - SŁOWA, którymi autor zwraca się bezpośrednio do nas. Słowa opowiadają historię, słowa tworzą bohaterów, słowa budują nastój. Bez słów książka nie istnieje.


Ani najpiękniejsze ilustracje, ani najwymyślniejsza okładka, ani nawet najatrakcyjniejsze gadżety, które do niej dołączono nie stworzą dobrej książki z marnego tekstu . Piękne obrazki można obejrzeć raz czy dwa, do ciekawej treści wraca się wiele razy. Nudnej historii napisanej topornym językiem żadne obrazki nie ożywią.


Dobra książka dla dzieci to taka, którą z przyjemnością przeczyta również dorosły. Jeśli czytając dziecku sami nie rozumiemy tego, co czytamy, a czytane słowa "stają nam w gardle" , to cała ta zabawa nie ma sensu. Dobrze napisany tekst “czyta się sam", sam niesie czytającego.

Słuchanie jest przyjemne dla słuchających jedynie wtedy, gdy czytanie sprawia przyjemność czytającemu.

Aby wspólne czytanie było dla nas przyjemnością, szukam dla moich dzieci książek:

  • mądrych,

  • ciekawych,

  • napisanych pięknym językiem,

  • intrygująco zilustrowanych

  • i starannie wydanych.


Takim książkom poświęcony jest ten blog.

19:00, agnieszka_azj , varia
Link Komentarze (7) »
1 ... 26 , 27 , 28 , 29 , 30
 
Tagi
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę