CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Kategorie: Wszystkie | A. Błotnicka | A. Chachulska | A. Frączek | A. Hest | A. Jaromir | A. Kamiński | A. Mcghee | A. Michaelis | A. Niemierko - Pająk | A. Piwkowska | A. Vestly | A. Znamierowski | A.Bradley | A.D.Mizielińscy | A.Holmberg | A.Lindgren | A.M. Grabowski | A.Onichimowska | A.Provoost | A.Tyszka | B. Cole | B. Gawryluk | B. Kaniewska-Pakuła | B. Leśmian | B. Lindgren | B. Massini | B. Moyeyaert | B. Ostrowicka | B. Rice | B. Wildsmith | B. Wróblewska | C. Compton | C. Frabetti | C. Kruusval | C. Wolff-Brandt | C.Funke | C.Rayner | C.Rees | Ch. Bjork | Ch. Dickens | Cz. Janczarski | D. Cali | D. Combrzyńska - Nogala | D. Geisler | D. Gellner | D. Walliams | D. Wawiłow | D.Terakowska | Dr. Seuss | E. Ainsworth | E. Beskow | E. Kozyra - Pawlak (aut.) | E. Piotrowska | E. Susso | E.Carle | E.H.Gombrich | E.Nowak | F. Nilsson | F.H. Burnett | G. Gortat | G. Mancomble | G. Ruszewska | G. Whelan | G.Carson Levine | G.Kasdepke | Gro Dahle | H. Ch. Andersen | H. Tullet | Heekyong Kim | I. Angerborn | I. Chmielewska | I. Degórska | I. Desjardins | J. Birdsall | J. Chmielewska | J. Fabicka | J. Frey | J. Mikołajewski | J. Olech (autorka) | J. Picoult | J. Rudniańska | J. Schlansky | J. T. Wieslander | J. Tuwim | J. Wilkoń -autor | J. Wilson | J.P. Lewis | J.Papuzińska | K. DiCamillo | K. Levine | K. Lipka-Sztabałło (autor) | K. Pranić | K.Majgier | K.Siesicka | L. Anderson | L. Anholt | L. Bardijewska | L. Brooke | L. Fabisińska | L. Lowry | L. Olivier | L. Stafford | M. Amelin | M. Brykczyński | M. Ekier | M. Galica | M. Happach | M. Kita | M. Kowaleczko - Szumowska | M. Matlin | M. Miklaszewska | M. Niklewiczowa | M. Oklejak (autorka) | M. Oworuszko | M. Parr | M. Prześluga | M. Rusinek | M. Sasek | M. Skibińska | M. Szczygielski | M. Waltari | M. Widmark | M. Zarębska | M.Gutowska-Adamczyk | M.K.Piekarska | M.Strzałkowska | M.Wollny | Marcel A. Marcel | N. Streatfield | P. Beręsewicz | P. Goes | P. Lindenbaum | P. Maar | P. Pawlak - autor | R. Kipling | R. Kosik | R. Lagercrantz | R. McCormick | R. Mueller | R. Piątkowska | R. Riordan | R.Dahl | R.Jędrzejewska-Wróbel | S. Crossan | S. McBratney | S. Nyhus | S. Scherrer | Shaun Tan | Suzy Lee | T. Jansson | T. Trojanowski | U. Stark | V. Howie | W. Holzwarth | W.Widłak | Z. Orlińska | albumy | atlasy | piosenki | serie | składanki | tradycyjne | varia | Ł. Wierzbicki
RSS
sobota, 04 marca 2017
Gębolud po raz drugi

 



Po raz pierwszy „Gębolud” ukazał się  w 2004 roku nakładem Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego. Wtedy była to jedna z ukochanych książek mojej Julki. Teraz, po kilkunastu latach wznowiło ją wydawnictwo Bajka.

   

Ja także bardzo lubiłam historię Gęboluda i Pyzatej, a nawet pokusiłam się o jej własną interpretację:

Czy ktoś, kto urodził się w rodzinie strasznych czarnoksiężników może zostać w życiu kimś innym niż strasznym czarnoksiężnikiem ? Nie ??? Nawet jeśli tak naprawdę to pragnie być ogrodnikiem, miłym panem, który lubi zwierzęta i dzieci ? Gdy zamiast mieszać śmierdzące czarne mazidła, chciałby hodować róże, a z ich pachnących płatków robić konfitury i olejek różany ? Niemożliwe ??? Możliwe, możliwe – jeśli tylko włączy się w tę sprawę dobra czarownica Hortensja i postawi na jego drodze małą pyzatą istotkę.

Czytałam Julce tę książeczkę wiele razy i widziałam w niej tylko sympatyczną historyjkę o miłym czarodzieju. Optymistyczną opowiastkę o tym, że dużo lepiej jest mieć kogoś do kochania, niż być samotnym i ponurym. I jeszcze – że w wysprzątanym i czystym domu jest dużo przyjemniej niż w brudzie i bałaganie. Sympatyczność tej książeczki dodatkowo podkreślają ciepłe, pastelowe ilustracje Agnieszki Żelewskiej, która jest etatową ilustratorką książek Roksany Jędrzejewskiej - Wróbel (Julka najbardziej lubi ten obrazek, na którym Gębolud i myszka kąpią się - każde w swojej wannie, ale w identycznych pozach ;-).

Dopiero ostatnio, kiedy kolejny raz przeczytałam słowa: Tatuś ? Jaki śliczny tatuś ! doznałam olśnienia - „Gębolud” to historia faceta, który zostaje ojcem.

Dochodzenie mężczyzny do ojcostwa jest zupełnie inne niż nasze, kobiece do macierzyństwa. Związek kobiety z dzieckiem jest naturalny i oczywisty, a w dodatku wspierają go hormony. Dla mężczyzny pojawienie się na świecie malucha (dość odległe w czasie od aktu poczęcia) ma w sobie posmak czarów. Pstryk i jest ;-))) Zupełnie tak samo, jak w życiu Gęboluda pojawiła się Pyzata. Pojawiła się i wywróciła do góry nogami cały jego specyficznie uporządkowany świat. Wywróciła do góry nogami, a jemu wcale to nie przeszkadza. Nie tylko nie przeszkadza, ale wręcz przeciwnie – jest bardzo zadowolony. To muszą być czary – bo jeśli nie one, to co ???

Moja recenzja doczekała się niespodziewanej dla mnie reakcji Autorki, która skomentowała ten wpis następująco:

Wow ! Ale dałaś. Historia o stawaniu się ojcem ! Ja chciałam chyba napisać o marzeniach, o buntowaniu się przeciwko stereotypom - "Tatuś był mógł to i ty powinieneś". O tym, że każdy ma własną drogę i sensem zycia jest jej szukanie... To na poziomie świadomym chciałam. Ale co tam u autora w podświadomości piszczy, tego się on może dowiedzieć od recenzenta :) Wielkie dzięki za taki pomysł, zawsze uważałam, że książki po wydaniu żyją własnym życiem, niezależnym od intencji autora. I jest w nich dokładnie to, co czytelnik zobaczy. Sama jako czytelniczka daję sobie takie prawo.

Pamiętam, że zrobiło mi się bardzo miło, kiedy to przeczytałam. 

Agnieszka Żelewska, która ilustrowała także wydanie poprzednie, przygotowała do tego całkiem nowe ilustracje. Nie podejmę się nazwać techniki, w jakiej zostały one wykonane, miejscami robią wrażenie wyklejanki z papierowych wyrywanek. Trochę się tego obawiałam, na szczęście Gęboluda i Pyzatej nie sposób na nich nie poznać ;-) Ta wersja jest, powiedziałabym, nieco bardziej surowa niż poprzednia, i okładka, i początkowe ilustracje utrzymane są w gamie barw zdecydowanie odpowiadających stanowi domostwa naszego Czarodzieja sprzed zmian.

Ja jednak pozostanę wierna tamtym poprzednim, co nie zmienia faktu, że bardzo cieszę się z tego wznowienia, bo następne pokolenie zasługuje na to, żeby móc się zaprzyjaźnić z Gęboludem i Pyzatą :-)

 

 

Roksana Jędrzejewska – Wróbel „Gębolud”, ilustr.: Agnieszka Żelewska, wyd.: Bajka, Warszawa 2017

Roksana Jędrzejewska – Wróbel „Gębolud”, ilustr.: Agnieszka Żelewska, wyd.: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Warszawa 2004

niedziela, 13 grudnia 2015
Królewna

 

   

 

Królewna pojawiła się na podwórku zupełnie niespodziewanie. Dzieci zajęte zabawą zapewne w ogóle nie zwróciłyby na nią uwagi, gdyby nie korona, która – piękna i błyszcząca – połyskiwała w słońcu mnóstwem tęczowych kamyków.

Natomiast sama królewna nie była zbyt ładna - taka jakaś blada, chuda i dość ponura. Stała w rogu podwórka pod trzepakiem, jakby na coś czekała. Dzieci przerwały zabawę i zaczęły wpatrywać się w królewnę z zaciekawieniem

- To omam bajkowy, pojawia się, gdy czyta się za dużo książek - stwierdziła Kasia. - Nie zwracajmy na nią uwagi, to zaraz zniknie.

Ostatnio wpadł mi w oko na Facebooku mem ze słowami: Nie ma czegoś takiego jak "za dużo książek". Może być tylko "za mało półek". Nieprawda - sytuacja "za dużo książek" występuje wtedy, kiedy we własnym domu nie jesteśmy w stanie znaleźć książki, która jest nam potrzebna i która na pewno gdzieś na nich jest. Czasem łatwiej jest wtedy wypożyczyć ją z biblioteki ;-)

   

Taki właśnie problem miałam dziś, kiedy usiłowałam zlokalizować w domu poprzednie wydanie "Królewny"  – z ilustracjami Ewy Poklewskiej – Koziełło. Wtedy ukazała się równolegle z „Gęboludem”, który spodobał nam się bardziej i doczekał wpisu tutaj, co spotkało się nawet z odpowiedzią Autorki ;-)

Teraz jej nie znalazłam, więc muszę polegać na własnej pamięci i ilustracjach zamieszczonych na stronie wydawnictwa. Trudno mi porównywać te dwie kreski, ale mimo że tak różne to i jedne ilustracje, i drugie moim zdaniem dobrze ilustrują tę historię.


Marianna Oklejak jest ostatnio w uderzeniu ;-) Jej autorskie „Cuda wianki” zostały uznane za Książkę Roku IBBY w kategorii książek obrazkowych, ale o nich innym razem, bo na razie zatkało mnie z zachwytu...

Kiedy wróciłam do tej „Królewny” po latach, moją pierwszą myślą było to, że znane mi dzisiejsze dzieci, będą się w niej utożsamiać raczej z Królewną niż z Kasią, Szymonem, Martą i resztą towarzystwa z podwórka. One już właściwie nie znają takich swobodnych zabaw podwórkowych. Na placach zabaw widzę maluchy pod opieką dorosłych, starsze dzieci czas wolny od lekcji spędzają albo na zajęciach dodatkowych, albo w domach przed komputerami czy tabletami. Nawet gdyby znalazły czas, żeby wyjść pobawić się na dworze, to trudno go zsynchronizować z zajęciami innych i po prostu nie ma się z kim bawić.

Sekrety ze szkiełek i sreberek od czekolady, grę w kapsle czy nawet skakanie przez gumę niedługo znać będą tylko z książek czy filmów. Podobnie jak kłótnie o to, kto wygrał w klasy czy cztery ognie i mozolne dochodzenie do kompromisów bez ingerencji opiekunów.

Więc może nauka, jaka z tej książki płynie - że nie drogie zabawki i fachowa opieka są w dzieciństwie potrzebne do szczęścia - jest bardziej dla dorosłych niż dla dzieci ???



Roksana Jędrzejewska – Wróbel „Królewna”, ilustr.: Marianna Oklejak, wyd.: Bajka, Warszawa 2015

Roksana Jędrzejewska – Wróbel „Królewna”, ilustr.: Ewa Poklewska - Koziełło, wyd.: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2004





 

niedziela, 18 stycznia 2015
Siedmiu wspaniałych

 i sześć innych, nie całkiem nieznanych historii 

 

 

Jakiś czas temu pewna moja znajoma wyznała, że wzruszyło ja ogromnie tytułowe opowiadanie z „Siedmiu wspaniałych” Roksany Jędrzejewskiej - Wróbel. Ponieważ znałam ją dotychczas jako osobę raczej nieskorą do wzruszeń, a już na pewno nie do publicznego przyznawania się do nich, natychmiast sięgnęłam po tę książkę, aby sprawdzić, co też takiego ona w sobie ma :-) Tytułowe opowiadanie nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia, ale całość spodobała mi się bardzo.

Moje córki były już wtedy zdecydowanie zbyt posunięte w latach na tę lekturę. Na szczęście w rodzinie pojawiły się kolejne dzieci, które mogłam nią obdarować, kiedy jak na zamówienie ukazało się nowe wydanie z ilustracjami Marianny Oklejak.

   

Księgarnie pełne są teraz baśni w najrozmaitszych wersjach – od kanonicznych (czyli takich jak je Grimmowie czy Andersen napisali) począwszy, przez rozmaite skróty po mniej lub bardziej udane przeróbki, bawiące się ich postaciami i schematami. Roksana Jędrzejewska – Wróbel dokonała zabiegu oryginalnego. Sięgnęła po znanych skądinąd bohaterów, ale umieściła ich w sytuacjach na wskroś współczesnych, takich, jakie na pewno nie mogły im się przydarzyć dawno dawno temu za górami za lasami....

Tamten świat nie miał przecież celebrytów znanych z tego, że są znani. Nie było w nim nachalnych akwizytorów, którzy potrafią wmówić niemal każdemu, że absolutnie i natychmiast potrzebuje czegoś, o istnieniu czego jeszcze wczoraj nie miał pojęcia. O przemocy szkolnej też chyba nikt nie słyszał, a i z rozwodami było trochę inaczej niż teraz.

Mnie najbardziej urzekło pierwsze opowiadanie. W roli Kopciuszka obsadzona w nim została pewna mama, która wcześniej poświęciła całe swoje życie, plany i ambicje wychowaniu córek, natomiast jako złe siostry wystąpiły jej własne dzieci. Historia, która raczej nie mogła się wydarzyć w poprzednich wiekach, poruszyła czułą strunę – może dlatego, że skojarzyła mi się z moim własnym życiem ? Tym bardziej ucieszyło mnie jej szczęśliwe zakończenie :-)

 

Roksana Jędrzejewska – Wróbel „Siedmiu wspaniałych i sześć innych, nie całkiem nieznanych historii”, ilustr.: Joanna Olechnowicz – Czernichowska, wyd.: Bajka, Warszawa 2010

 

Roksana Jędrzejewska – Wróbel „Siedmiu wspaniałych i sześć innych, nie całkiem nieznanych historii”, ilustr.: Marianna Oklejak, wyd.: Bajka, Warszawa 2014

 

niedziela, 05 października 2008
O słodkiej królewnie i pięknym księciu

        

   

Zaczyna się jak każda bajka: była sobie Królewna (całkiem ładna, inteligentna i zdolna) i był sobie oczywiście Piękny Książę. Spotkali się i pokochali, a potem... Potem powinno paść sakramentalne: i żyli długo i szczęśliwie...

Tak przynajmniej kończą się normalne bajki.

Ale ta - nie.

Ta bajka jest inna niż wszystkie, ponieważ tak naprawdę zaczyna sie tam, gdzie inne się kończą.

O słodkiej królewnie...” to opowieść o związku dwojga ludzi i o tym, jak on sie zmienia. Pokazuje moment zakochania z całą jego irracjonalnością – bo czy tak naprawdę jest jakieś logiczne wytłumaczenie tego, dlaczego właśnie w tym momencie i dlaczego właśnie w tej osobie ? Potem mamy etap fruwania nad ziemią (na skrzydłach miłości oczywiście) oraz nieuchronne twarde lądowanie, kiedy (również nieuchronnie) pojawia się Nuda i Wątpliwości. Bo gdy pojawiają się Wątpliwości, to nic juz nie jest takie samo jak przedtem. A jeszcze potem...

Roksana Jędrzejewska - Wróbel oferuje czytelnikom aż trzy zakończenia i sami możemy zdecydować, co będzie potem. Możemy też wymyślić własne. Żadne z nich nie jest happy endem, bo pod tym określeniem rozumiemy na ogół szczęście, które przychodzi samo, bez wysiłku. Nawet rozwiązanie drugie (to z założenia najszczęśliwsze) wymaga od Królewny i Księcia gotowości do zmian i pracy nad sobą. Uświadamia też ważną prawdę, że aby podobać się innym musimy najpierw podobać się sobie samym i samych siebie polubić.

Moja córka Julka wybrała właśnie zakończenie drugie czyli to w którym Królewna z Księciem podejmują próbę uratowania miłości i potem pielęgnują ją troskliwie. Mam nadzieję, ze dzięki temu łatwiej jej będzie zrozumieć, że my – rodzice czasem potrzebujemy samotności we dwoje, bez dzieci ;-)

Pięcioletni Leo, którego rodzice właśnie się rozwiedli, odebrał tę książkę inaczej. Jego Mama napisała na jednym z forów dla rodziców: Na początku Leo w ogóle nie chciał, żebym ją czytała. Po pierwszych stronach kazał mi przerywać. Dopiero niedawno dotarliśmy do końca. Leo zawsze wybiera jedno i to samo zakończenie – pierwsze. I tak sobie myślę, jak wiele ten jego wybór mówi o jego oczekiwaniach. Zburzyliśmy jego świat. Tylko to się liczy. Że sami mamy własne chciejstwa i niechciejstwa – on jeszcze nie dostrzega.

O słodkiej królewnie...” to moim zdaniem ksiązka dla dzieci nieco starszych niż sugerowałby to jej rozmiar oraz baśniowy entourage. Świadczą o tym również ilustracje Agnieszki Żelewskiej – bardziej schematyczne i pozornie mniej dopracowane niż w innych książkach przez nią ilustrowanych (np. w  ”Gęboludzie””Rynnie” czy „Bajkach na krótką metę”). Jest to książka dla dzieci, których rodzice są na wszystkich etapach związku opisanych w niej – bo (mam nadzieję) pomaga zrozumieć, dlaczego jest tak, jak jest. Warto, żeby przeczytali ją również dorośli, ponieważ w krótkich słowach zmusza do zastanowienia nad tym, gdzie jesteśmy i dlaczego jest tak jak jest.

Myślę że powinna być ona obowiązkową lekturą dla narzeczonych. Uświadamia bowiem, że zakochanie nie jest stanem wiecznym, a miłość, której owo zakochanie jest początkiem, nie jest nam dana na zawsze i wymaga troskliwej pielęgnacji.


Roksana Jędrzejewska – Wróbel (tekst), Agnieszka Żelewska (ilustracje) „O słodkiej królewnie i pięknym księciu. Opowieść z 3 zakończeniami do wyboru”, wyd.: Media Rodzina, Poznań 2008


piątek, 03 listopada 2006
Gębolud

 Z serdecznymi pozdrowieniami dla Autorki :-)))

Czy ktoś, kto urodził się w rodzinie strasznych czarnoksiężników może zostać w życiu kimś innym niż strasznym czarnoksiężnikiem ? Nie ??? Nawet jeśli tak naprawdę to pragnie być ogrodnikiem, miłym panem, który lubi zwierzęta i dzieci ? Gdy zamiast mieszać śmierdzące czarne mazidła, chciałby hodować róże, a z ich pachnących płatków robić konfitury i olejek różany ? Niemożliwe ??? Możliwe, możliwe – jeśli tylko włączy się w tę sprawę dobra czarownica Hortensja i postawi na jego drodze małą pyzatą istotkę.

Czytałam Julce tę książeczkę wiele razy i widziałam w niej tylko sympatyczną historyjkę o miłym czarodzieju. Optymistyczną opowiastkę o tym, że dużo lepiej jest mieć kogoś do kochania, niż być samotnym i ponurym. I jeszcze – że w wysprzątanym i czystym domu jest dużo przyjemniej niż w brudzie i bałaganie. Sympatyczność tej książeczki dodatkowo podkreślają ciepłe, pastelowe ilustracje Agnieszki Żelewskiej, która jest „etatową” ilustratorką książek Roksany Jędrzejewskiej Wróbel (Julka najbardziej lubi ten obrazek, na którym Gębolud i myszka kąpią się - każde w swojej wannie, ale w identycznych pozach ;-).

Dopiero ostatnio, kiedy kolejny raz przeczytałam słowa: Tatuś ? Jaki śliczny tatuś ! doznałam olśnienia - „Gębolud” to historia faceta, który zostaje ojcem.

Dochodzenie mężczyzny do ojcostwa jest zupełnie inne niż nasze, kobiece do macierzyństwa. Związek kobiety z dzieckiem jest naturalny i oczywisty, a w dodatku wspierają go hormony. Dla mężczyzny pojawienie się na świecie malucha (dość odległe w czasie od aktu poczęcia) ma w sobie posmak czarów. Pstryk i jest ;-))) Zupełnie tak samo, jak w życiu Gęboluda pojawiła się Pyzata. Pojawiła sie i wywróciła do góry nogami cały jego specyficznie uporządkowany świat. Wywróciła do góry nogami, a jemu wcale to nie przeszkadza. Nie tylko nie przeszkadza, ale wręcz przeciwnie – jest bardzo zadowolony. To muszą być czary – bo jeśli nie one, to co ???


Roksana Jędrzejewska Wróbel „Gębolud”, ilustr.: Agnieszka Żelewska, wyd.: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2004

sobota, 07 października 2006
Rynna

  

Czy przyszło Wam kiedyś do głowy, że rynna może posiadać bogate życie uczuciowe ? Taka niepozorna rura przytwierdzona do ściany, na którą na ogół nie zwracamy uwagi (przynajmniej póki sie nie oberwie ;-), staje się w tej książce niemal heroiną romansu. A z kim ten romans ??? Z deszczem oczywiście ;-)))

Podobno Eskimosi mają w swoim języku kilkaset określeń na śnieg. Z punktu widzenia Rynny deszcz też nie jest po prostu deszczem, ale pada różnie - w zależności od pory roku, a nawet od pory dnia. Czym innym jest wiosenny „przelotny deszczyk, szemrzący delikatnie” w jej wnętrzu, czym innym - jesienny „siąpiący kapuśniaczek”, albo letnia „gwałtowna ulewa”. Niezależnie od tego, pod jaką pojawia się postacią, deszcz zawsze pozostanie najlepszym przyjacielem Rynny, bo stanowi o sensie jej istnienia.

Rynna jest w tej swojej tęsknocie za deszczem bardzo ludzka. Przypomina mi trochę „bohaterki” tych baśni Andersena, które antropomorfizowały przedmioty. Jest tylko jedna zasadnicza różnica – gdyby Rynna była bohaterką Andersena, dokonałaby zapewne żywota gdzieś na wysypisku śmieci smutno wspominając czasy, gdy była Ukochaną Deszczu. Roksana Jędrzejewska – Wróbel postarała się jednak o happy end:  jako szczęśliwa posiadaczka zabytkowego gargulca nasza Rynna też została uznana zabytek, połatana, odnowiona, a potem...

... a potem żyli długo i szczęśliwie :-)))


P.S.   „Rynna” jest drugą (po Leonie i kotce ) książką wydaną przez kameralne wydawnictwo FRO9. Po nich ukazała sie jeszcze „Żółta zasypianka” Anny Onichimowskiej z ilustracjami Krystyny Lipki – Sztarbałło oraz kolejne dzieło duetu Grażyna Ruszewska/Piotr Fąfrowicz - „Wielkie zmiany w małym lesie”. Wszystkie są adresowane do kilkulatków, pięknie ilustrowane, starannie wydane i  wszystkie warto przeczytać.


Roksana Jędrzejewska – Wróbel „Rynna”, ilustr.: Agnieszka Żelewska, wyd.: „FRO9”, Łódź 2004

poniedziałek, 11 września 2006
Warszawa 1944

W sierpniu – miesiącu, w którym szczególnie dużo mówi się o Powstaniu Warszawskim, ukazały się dwie pierwsze (i mam nadzieję nie ostatnie) książki z nowej serii wydawnictwa „Muchomor” - „Warszawa 1944”. Książki szczególne, bo napisane na podstawie autentycznych losów uczestników Powstania. Ta tematyka zawsze mnie interesowała i chciałabym zainteresować nią moje córki, więc bardzo się cieszę, że je odkryłam.

Seria ma dwa „poziomy wiekowe” - dla dzieci w wieku 7-10 lat przeznaczony jest "Mały powstaniec"

Tymoteusz Duchowski „Motek”, harcerz Szarych Szeregów,  w czasie Powstania był łącznikiem kanałowym między Żoliborzem a Starym Miastem. Służba „Szczura kanałowego” była bardzo niebezpieczna i trudna, a pełnili ją nastoletni chłopcy o wzroście do 150 cm, bo tylko oni mogli się poruszać w miarę wygodnie po niskich kanałach.

Do starszych (w wieku 10 - 14 lat) adresowany jest "Halicz"

Henryk Kończykowski „Halicz” był harcerzem „Szarych Szeregów” i żołnierzem batalionu „Zośka” - przeszedł cały szlak bojowy tego oddziału. Walczył na Woli i Starym Mieście, potem kanałami przeszedł do Śródmieścia i stamtąd na Czerniaków. Po wojnie najpierw musiał ukrywać się przed UB, a następnie spędził kilka lat w stalinowskim więzieniu

Co jest wartością tych książek ? Znakomicie (dla potrzeb czytelników w tym wieku) dobrani bohaterowie. Obaj mieli to szczęście, że udało im się pozostać w Powstaniu do samego końca i do niewoli niemieckiej dostali się wtedy, kiedy już Powstańcy traktowani byli zgodnie z konwencją genewską. Wspomnienia ich rówieśników z Woli czy Starego Miasta nie byłyby niestety materiałem na takie książki. W „Małym powstańcu” tragiczny aspekt Powstania znajduje się niejako na marginesie opowieści, wyraźniej widać go dopiero w „Haliczu”, choć i tu nie znajdziemy żadnych bardzo krwawych opisów. Ważne jest też to, że obaj bohaterowie nie biorą się znikąd – dowiadujemy się o ich rodzinach i drodze do konspiracji, a także o późniejszych losach. Podoba mi się sposób, w jaki opowiedziano ich historie – spokojny, rzeczowy, bez egzaltacji.

Obie książki wydane zostały niezwykle starannie i „stylowo” - na zżółkłym papierze, z ilustracjami w nieco staroświeckiej manierze oraz wieloma oryginalnymi zdjęciami. Najważniejsze pojęcia (pseudonim, łączniczka, „szafa”, "kasza pluj" itp) są dodatkowo wyjaśnione, a na końcu „Małego powstańca” jest krzyżówka, przy pomocy której można sprawdzić ich znajomość.

Mam nadzieję, że na tym seria się nie skończy. „Prosi się” teraz jeszcze o portret harcerza – listonosza poczty powstańczej, o historię łączniczki i sanitariuszki (to już zdecydowanie dla starszych) oraz może wspomnienia kogoś, kto był jeszcze za mały, by walczyć i oglądał te wydarzenia z perspektywy piwnicy. Przypomniała mi się przy tej okazji opowieść Jarosława Abramowa Newerlego (zamieszczona w „Lwach mojego podwórka”) o tym, jak to razem z kolegami zgłosili sie do oddziału stacjonującego w ich domu, dodając sobie na te okazję po trzy lata. Ich służba jednak nie potrwała długo, bo Mamy sprowadziły szybko swoich wojaków z powrotem do piwnicy.

Kiedy byłam w wieku mojej Ani, czytałam zachłannie wszystko, co znalazłam na ten temat. Utożsamiałam się oczywiście z młodymi powstańcami - łączniczkami czy sanitariuszkami. Po latach, będąc już mamą, zaczęłam przy okazji takich lektur myśleć więcej o kobietach siedzących z dziećmi w piwnicach jak Babcia mojego Męża i zaczęłam zastanawiać się, jak doszłabym do Pruszkowa z moimi dziewczynami. Teraz, czytając te książki, zastanawiałam się co czuły Matki tych chłopców, a także Mama mojego Wujka – listonosza poczty powstańczej, która z Grochowa obserwowała łunę nad Warszawą i przez wiele miesięcy nie wiedziała, czy jej syn żyje. Bohaterami tego Powstania byli nie tylko ci, którzy walczyli z bronią w ręku.

P.S. Do pierwszej z tych książek mam stosunek szczególny, bo jej bohatera miałam przyjemność poznać osobiście. Jeździłam na obozy harcerskie i żeglarskie razem z Jego córką – Isią, a On sam (czyli dla mnie – kapitan Duchowski) szkolił mnie na Mazurach na stopień sternika jachtowego. Bardzo miło wspominam ten obóz :-)))


Roksana Jędrzejewska – Wróbel „Halicz. Na podstawie wspomnień Henryka Kończykowskiego” (seria „Warszawa'44”), ilustr.: Ewa Poklewska – Koziełło, wyd.: „Muchomor” Warszawa 2006

Szymon Sławiński „Mały powstaniec. Na podstawie wspomnień Tymoteusza Duchowskiego.” (seria „Warszawa'44”), ilustr.: Dorota Łoskot – Cichocka, wyd.: „Muchomor” Warszawa 2006

Tagi
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę