CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Kategorie: Wszystkie | A. Błotnicka | A. Chachulska | A. Frączek | A. Hest | A. Jaromir | A. Kamiński | A. Mcghee | A. Michaelis | A. Niemierko - Pająk | A. Piwkowska | A. Vestly | A. Znamierowski | A.Bradley | A.D.Mizielińscy | A.Holmberg | A.Lindgren | A.M. Grabowski | A.Onichimowska | A.Provoost | A.Tyszka | B. Cole | B. Gawryluk | B. Kaniewska-Pakuła | B. Leśmian | B. Lindgren | B. Massini | B. Moyeyaert | B. Ostrowicka | B. Rice | B. Wildsmith | B. Wróblewska | C. Beauvais | C. Compton | C. Frabetti | C. Kruusval | C. Wolff-Brandt | C.Funke | C.Rayner | C.Rees | Ch. Bjork | Ch. Dickens | Cz. Janczarski | D. Cali | D. Combrzyńska - Nogala | D. Geisler | D. Gellner | D. Walliams | D. Wawiłow | D.Terakowska | Dr. Seuss | E. Ainsworth | E. Beskow | E. Kozyra - Pawlak (aut.) | E. Piotrowska | E. Susso | E.Carle | E.H.Gombrich | E.Nowak | F. Nilsson | F.H. Burnett | G. Bąkiewicz | G. Gortat | G. Mancomble | G. Ruszewska | G. Whelan | G.Carson Levine | G.Kasdepke | Gro Dahle | H. Ch. Andersen | H. Tullet | Heekyong Kim | I. Angerborn | I. Chmielewska | I. Degórska | I. Desjardins | J. Birdsall | J. Chmielewska | J. Fabicka | J. Frey | J. Mikołajewski | J. Olech (autorka) | J. Picoult | J. Rudniańska | J. Schlansky | J. T. Wieslander | J. Tuwim | J. Wilkoń -autor | J. Wilson | J.P. Lewis | J.Papuzińska | K. DiCamillo | K. Levine | K. Lipka-Sztabałło (autor) | K. Mital | K. Pranić | K.Majgier | K.Siesicka | L. Anderson | L. Anholt | L. Bardijewska | L. Brooke | L. Fabisińska | L. Lowry | L. Olivier | L. Stafford | M. Amelin | M. Brykczyński | M. Ekier | M. Galica | M. Happach | M. Kita | M. Kowaleczko - Szumowska | M. Matlin | M. Miklaszewska | M. Niklewiczowa | M. Oklejak (autorka) | M. Oworuszko | M. Parr | M. Prześluga | M. Rusinek | M. Sasek | M. Skibińska | M. Szczygielski | M. Waltari | M. Widmark | M. Zarębska | M.Gutowska-Adamczyk | M.K.Piekarska | M.Strzałkowska | M.Wollny | Marcel A. Marcel | N. Streatfield | P. Beręsewicz | P. Goes | P. Lindenbaum | P. Maar | P. Pawlak - autor | R. Kipling | R. Kosik | R. Lagercrantz | R. McCormick | R. Mueller | R. Piątkowska | R. Riordan | R.Dahl | R.Jędrzejewska-Wróbel | S. Crossan | S. McBratney | S. Nyhus | S. Scherrer | Shaun Tan | Suzy Lee | T. Jansson | T. Trojanowski | U. Stark | V. Howie | W. Holzwarth | W.Widłak | Yvan Pommaux | Z. Orlińska | albumy | atlasy | piosenki | serie | składanki | tradycyjne | varia | Ł. Wierzbicki
RSS
poniedziałek, 18 lutego 2013
Sekret ponurego zamku

 

Seria: Czytam sobie - Poziom 1 SKŁADAM SŁOWA  (150-200 wyrazów w tekście, krótkie zdania, 23 podstawowe głoski w tekście czytanym, ćwiczenie głoskowania)

   

Było sobie stare miasto.

A co to za ponury budynek ?

No tak, to zamek.

Ma wysokie mury i wiele komnat, ale...

... tylko jednego lokatora.

O, tam stoi ! Kto to jest ?

To słynna zjawa – Ponura Dama.

Ona wyje całymi nocami.

Sekret ponurego zamku” to połączenie horroru z powieścią sensacyjną o Superbohaterze – oczywiście z happy endem ;-)

Nikt nie mógł znaleźć sposobu, aby Ponura Dama przestała wyć całymi nocami – ani Prezydent miasta, ani detektywi, ani magik z cyrku. Dopiero mały Kuba zrozumiał, że wyje ona z nudów i podzielił się z nią swoimi zabawkami

Kuba dostał całusa od Damy i medal od Pana Prezydenta.

Od tej pory zamek i Wesoła Dama to ogromne atrakcje tego miasta.



 

Wojciech Widłak „Sekret ponurego zamku” (seria: Czytam sobie, poziom 1), ilustr.: Diana Karpowicz, wyd.: Egmont, Warszawa 2012

 

wtorek, 14 grudnia 2010
Wesoły Ryjek

  

Kiedy Pan Kuleczka wywędrował z „Dziecka” do książek, jego miejsce zajął król Jęzorek z żoną i bliźniakami. Opowiadania te ilustrowała Agnieszka Żelewska. Potem się pojawił (i jest do dziś) osobnik, który się nazywa Wesoły Ryjek. Bardzo lubię Wesołego Ryjka, bo z pogodą przyjmuje to, co niesie każdy dzień, a w dodatku codziennie czegoś się dowiaduje.

Mam nadzieję graniczącą z pewnością, że opowiadania o nim, również ilustrowane przez Agnieszkę Żelewską, ukażą się w wersji książkowejpowiedział mi dwa lata temu pan Wojciech Widłak. I rzeczywiście – historie o Wesołym Ryjku ukazały się niedawno nakładem wydawnictwa Media Rodzina.

Ja również go polubiłam, choć na ogół nie gustuję (i mam tak od dzieciństwa ;-) w książkach antropomorfizujących, w których zwierzęta żyją jak ludzie, zachowują się jak ludzie i chodzą w ludzkich ubraniach. Kiedyś miałyśmy książkę „z okienkami” o gospodarstwie na wsi. Wszystkie zwierzęta były tam na swoim miejscu – z jednym wyjątkiem. Gospodarzami były świnki chodzące w ludzkich ubraniach – Orwell w czystej postaci ;-) Któraś z moich córek zapytała wtedy: Mamusiu, jeśli świnki mieszkają w domu i są gospodarzami, to kto mieszka w chlewiku ??? Zajrzałyśmy do chlewika, a tam... kozy :-)

Wyjątek robię tylko dla postaci stworzonych przez Beatrix Potter. I od niedawna dla Wesołego Ryjka :-)

Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek. Mam mamę, tatę, żółwia przytulankę, ogonek, no i ryjek. Wesoły. Myślę, że dlatego właśnie rodzice tak mnie nazwali - bo po prostu jestem Wesoły Ryjek.

Co prawda czasami się czymś martwię, tak jak chyba wszyscy. Ale jak sobie przypomnę, że nazywam się Wesoły Ryjek, to łatwiej mi znowu być wesołym. Tak sobie myślę, że może każdy powinien się nazywać Wesoły Ryjek ? Na świecie byłoby wtedy weselej. Ale z drugiej strony, gdyby każdy - mama, tata, ja i mój żółw przytulanka też - nazywał się Wesoły Ryjek, to zrobiłby się straszny bałagan. Na przykład listonosz w ogóle by nie wiedział, któremu Wesołemu Ryjkowi zanieść list, a wy nie wiedzielibyście, o którym Wesołym Ryjku jest ta książeczka...

Dziś dowiedziałem się, że każdy jest wyjątkowy i dlatego każdy ma wyjątkowe imię. A ja jestem zupełnie wyjątkowy ! Podobno na całym świecie nie ma drugiego takiego Wesołego Ryjka. Tak w każdym razie mówią mama i tata.

Przepraszam za ten przydługi cytat, ale znakomicie oddaje on charakter tej książeczki i jej bohaterów. Świat Wesołego Ryjka jest prosty – jak świat jego czytelników. W tej książce (i w tym świecie) są oprócz niego tylko mama, tata i żółw przytulanka, a ich życie toczy się w domu i ogródku. Ten mały świat jest jednak zupełnie wystarczający, żeby Ryjek codziennie dowiadywał się czegoś nowego – tak jak jego czytelnicy.

Wesoły Ryjek to po prostu zwykły kilkulatek – jak dzieci, dla których przeznaczona jest ta książka. Zwykły, ale równocześnie wyjątkowy, bo przecież na całym świecie nie ma drugiego takiego Wesołego Ryjka ! :-)

Wojciech Widłak „Wesoły Ryjek”, ilustr.: Agnieszka Żelewska, wyd.: Media Rodzina, Poznań 2010

poniedziałek, 01 listopada 2010
Pan Kuleczka

    

    

  

 Wpadła mi niedawno w ręce urocza książka Wojciecha Widłaka „Wesoły Ryjek” z ilustracjami Agnieszki Żelewskiej. Zanim ją tu opiszę, postanowiłam nadrobić oczywiste niedopatrzenie, jakim jest brak w Małym Pokoju z Książkami, pierwszych i niewątpliwie najbardziej znanych bohaterów stworzonych przez pana Wojtka – Pana Kuleczki i jego najbliższych: psa Pypcia, Kaczki Katastrofy i muchy Bzyk Bzyk.

Poznaliśmy się dawno temu - moje córki były jeszcze małe, ja byłam wierną czytelniczką miesięcznika „Dziecko”, a pan Kuleczka i cała reszta mieszkali  na jego łamach. Długo zastanawiałam się, co mogłabym o nich napisać, i doszłam do wniosku, że... nic.

To znaczy - nic, czego nie powiedziałby o nich sam autor, kiedy dwa lata temu rozmawiałam z nim dla portalu „MUS”. Oddaję więc głos Wojciechowi Widłakowi:

Można by powiedzieć, że to się zdarzyło przypadkiem, ale ja nie wierzę w przypadki. Myślę, że wszystko, co nas spotyka, jest darem i taki dar właśnie dostałem. Pracowałem wtedy w miesięczniku „Dziecko”, prowadziłem tam wspólnie z  krakowską artystką Elżbietą Wasiuczyńską dział dla dzieci. Kiedyś Ela przysłała mi małą karteczkę, którą pokazuję teraz dzieciom na spotkaniach. Był na niej narysowany osobnik, a właściwie tylko jego głowa, w meloniku i w muszce i słowa: „Wojtku, to jest Pan Kuleczka, może Cię natchnie”. Potem Ela mi przysłała kolorowy obrazek, na którym oprócz tego pana, był pies, kaczka, mucha i motyl. Wszyscy stali na kolorowych piłkach i mieli parasole. Kiedy spojrzałem na tę ilustrację, wiedziałem od razu, kto jak się nazywa – że kaczka to Katastrofa, pies to Pypeć, a mucha – Bzyk-Bzyk. Motyl nie miał imienia i odfrunął. Może jeszcze kiedyś wróci, ale na razie jakoś nie chce.

Pan Kuleczka nosi muszkę. Pan również. Który z Was był pierwszy?

To zagadkowa historia. Ela mieszka w Krakowie, a ja w Warszawie. Nie znaliśmy się osobiście, widzieliśmy się kiedyś raz przelotnie. Ja noszę muszki, a wtedy nosiłem też melonik. Kiedy zobaczyłem, że Pan Kuleczka jest w muszce i meloniku, wydało mi się to niesamowite. Potem była druga ilustracja i trzecia... Pierwsze trzy opowiadania miały trochę inny charakter niż następne. To było trochę tak, jakby świat Pana Kuleczki i jego podopiecznych powoli mi się odsłaniał. Zaczynałem widzieć, kim oni są – w ogóle i dla siebie wzajemnie, jakie mają charaktery. Potem było mi coraz łatwiej o nich pisać.

A więc to nie Pan ich wymyśla?
Nie jestem ich stwórcą – raczej obserwatorem. Kiedyś, pisząc zimowe opowiadanie, miałem taki pomysł, że wyjdą sobie na dwór i tam się będzie coś działo. Pisałem, pisałem... a oni dochodzili do przedpokoju i po prostu nie mogli wyjść. Wreszcie zostali w domu. To było niezwykłe doświadczenie, bo wtedy poczułem, że oni się mnie nie słuchają. Dzięki temu, że nie narzucałem im tego, co mi się wydawało, że powinni robić, mogłem zobaczyć, co robią naprawdę.

Pękaty jegomość w meloniku, pies, kaczka i mucha – to nietypowa kompania, a jednak te opowiadania stanowią piękny opis życia rodzinnego...

Cóż, szyfr nie jest zbyt skomplikowany. Nawet całkiem małe dzieci wyczuwają, że to historie o czymś dobrze im znanym, czyli o rodzinie. Skoro tak, to w naturalny sposób rodzi się pytanie, kto kryje się za poszczególnymi postaciami, prawda? Najprostsza sprawa jest z Pypciem i Katastrofą, bo oni są jak starszy brat i młodsza siostra. Natomiast dalej rzecz się nieco komplikuje.

Kim jest muszka Bzyk-Bzyk? Ja sam myślałem, że to malutkie dziecko, które kiedyś urośnie i zacznie mówić coś więcej niż „bzyk, bzyk” i „nie”. Tymczasem Bzyk-Bzyk się nie zmienia. Spotkałem się kiedyś z interpretacja, którą mnie wzruszyła – że to dziecko chore, niepełnosprawne, które już nic więcej poza tym „bzyk, bzyk” nie powie.


Ale jest i jest ważne.

Jest ważne, i kochane, i uczestniczy w ich życiu. Trudno sobie wyobrazić tę rodzinę bez Bzyk-Bzyk, chociaż wydawać by się mogło, że ona pozostaje w cieniu.

A Pan Kuleczka? Czy jest samotnym ojcem?

No właśnie, to jest największa tajemnica. Kim jest Pan Kuleczka? Najprostsza odpowiedź jest taka, że to idealny tata. Tylko wtedy pojawia się pytanie, które dzieci kilka razy zadały mi na spotkaniach - Dlaczego Pan Kuleczka nie ma żony? Czasem mówię, że może kiedyś ją miał, ale tak naprawdę to nie wiem.

Całkiem niedawno przyszło mi do głowy, że Pan Kuleczka jest idealnym małżeństwem – takim, które stanowi idealną jedność. I samotnemu ojcu, i samotnej mamie jest strasznie trudno. Dlatego Pan Bóg wymyślił małżeństwo, żebyśmy się jakoś wspierali i uzupełniali się wzajemnie w tych cechach, które są przypisane do kobiecości i do męskości. Mówi się trochę żartobliwie „moja druga połowa”, a dwie połowy stanowią całość. Całość, która łatwiej sobie może radzić z wyzwaniami, jakie się wiążą z wychowaniem psa, kaczki i muchy. (...)

Jak to się stało, że opowiadania o Panu Kuleczce ukazały się w wersji książkowej?

Opowiadania ukazywały się w „Dziecku” przez pięć lat. Kiedyś podzieliłem się z redaktor naczelną tego pisma, Justyną Dąbrowską, moim marzeniem o ujrzeniu Pana Kuleczki w książce. Justyna złapała mnie za słowo i za rękę, i pojechaliśmy do Poznania, do wydawnictwa Media Rodzina.Tam przedstawiła sprawę tak, że oto jest gotowa książka – jest tekst, są ilustracje i jest grono sympatyków – czytelników „Dziecka”, którzy polubili Pana Kuleczkę i całe to towarzystwo. Wydawca, pan Bronisław Kledzik, zdecydował się i  dał szansę dość leciwemu debiutantowi. Książka się ukazała i było to dla mnie ogromną radością. Do dziś, choć ukazało się już pięć tomów Pana Kuleczki oraz dwie książki „niekuleczkowe” *, wciąż tak do końca nie mogę uwierzyć, że to ja je napisałem. Może dlatego, że tak późno zadebiutowałem i jeszcze nie zdążyłem się do tego przyzwyczaić?

Od siebie mogę dodać jedynie (poza tym że wszystkie cztery bardzo lubimy Pana Kuleczkę & co), że nad moim biurkiem, przy którym piszę te słowa wisi panakuleczkowy Alfabet, a widok ich wszystkich nieodmiennie poprawia mi humor.

* Od czasu mojej rozmowy z panem Wojtkiem ukazały się jeszcze dwie kolejne książki, które popełnił wspólnie z Pawłem Pawlakiem - „Młotek” i „Grzebień” oraz „Wesoły Ryjek” z ilustracjami Agnieszki Żelewskiej, o ktorym niebawem.



Wojciech Widłak „Pan Kuleczka”, ilustr.: Elżbieta Wasiuczyńska, wyd.: Media Rodzina, Poznań  2008

Wojciech Widłak „Pan Kuleczka. Światło”, ilustr.: Elżbieta Wasiuczyńska, wyd.: Media Rodzina, Poznań 2007

Wojciech Widłak „Pan Kuleczka. Spotkanie”, ilustr.: Elżbieta Wasiuczyńska, wyd.: Media Rodzina, Poznań 2004

Wojciech Widłak „Pan Kuleczka. Skrzydła”, ilustr.: Elżbieta Wasiuczyńska, wyd.: Media Rodzina, Poznań 2003

Wojciech Widłak „Pan Kuleczka. Dom”, ilustr.: Elżbieta Wasiuczyńska, wyd.: Media Rodzina, Poznań 2008

czwartek, 04 lutego 2010
Młotek. Podręczny nieporadnik Profesora Kurzawki & Adiunkta Kwasa.

 

 

 

  

 

 

Żyjemy w czasach, w których każde urządzenie zakupione w sklepie wyposażone jest w instrukcję we wszystkich językach świata, rozmiarów bez mała Encyklopedii Olgerbranda. Zawiera ona często tak doniosłe rady jak to, że nie należy wkładać kanapek do kieszeni na kasety video w odtwarzaczu ;-)

Żyjemy w czasach, w których największy dział w księgarniach stanowią poradniki i nie ma chyba problemu, na który nie znalazło by się w nich antidotum.

Panowie Wojciech Widłak i Paweł Pawlak czyli duet autorski, którego pierwszym dziełem było „Sekretne Życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach”, poszli jeszcze o krok dalej i stworzyli dzieło nowatorskie – Podręczny Nieporadnik, poradnik a rebours czy też inaczej: Instrukcję Nieobsługiwania przyrządu wydawałoby się oczywistego.

 

Młotek” to książka dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Począwszy od okładki, której skrzydełko posiada własną instrukcję obsługi, i skończywszy na stopce redakcyjnej. Spotkaliście się kiedyś z książką, w której stopka jest interesującą lekturą ?

Nad całością unosi się Duch Dobrej Zabawy, a frajda, jaką Panowie W&P (vel Profesor Kurzawka i Adiunkt Kwas) mieli podczas jej tworzenia, wręcz się z jej kartek wylewa ;-)

Z nadzieją czekam na, zapowiedziane pod koniec tej książki, kolejne Nieporadniki – szczególnie na trzeci, bo urządzenie przedstawione na ilustracji z niczym mi się nie kojarzy.

 

Wydawnictwo „Czerwony Konik” (kolejne bardzo obiecujące, małe wydawnictwo, które pojawiło się na naszym rynku !) wspólnie z portalem „Bajkopisarze” ogłosiło konkurs na kolejne Niezastosowania Młotka. Wydawać by się mogło, że twórcy Nieporadnika wyczerpali już wszystkie możliwości tego rodzaju, ale...

Na własne oczy mogłam się kiedyś przekonać, że Młotek Nie Służy do tłuczenia kotletów schabowych. Rzeczony kotlet, utłuczony z zaangażowaniem przez dziarskiego harcerza podczas obozowej służby kuchennej:

po pierwsze - trudno jest następnie oddzielić od deski;

po drugie – trudno jest go usmażyć;

po trzecie – może zawierać drzazgi i to w ilościach większych niż śladowe ;-)

 

P.S.

W naszym domu ta książka zdecydowanie bardziej zainteresowała dorosłych niż dzieci – myślę, ze to ze względu na różnice doświadczeń związanych z młotkami i innymi tego rodzaju narzędziami. Dlatego zaliczam ją do książek wbrew pozorom – nie dla dzieci

 

Książka nagrodzona tytułem Książki Roku IBBY 2009 za ilustracje i projekt graficzny.

 

Wojciech Widłak (tekst), Paweł Pawlak (ilustr.) „Młotek. Podręczny Nieporadnik Profesora Kurzawki & Adiunkta Kwasa”, wyd.: Czerwony Konik, Kraków 2009

niedziela, 28 grudnia 2008
Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach

    

   

czyli nietypowa książka Widłaka, z nietypowymi ilustracjami Pawlaka i raczej nie dla dzieci jak mówi o niej sam autor.

Wygląda jak stary kajet znaleziony gdzieś na strychu i pobieżnie oczyszczony z kurzu i pajęczyn. Czarna okładka, wytarta nieco na rogach, pożółkłe kartki, wyklejka w charakterystyczny, staroświecki wzorek, napisy w w kolorze starego złota... i tylko znaczki reklamowe na ostatniej okładce świadczą o tym, że rzecz jest całkiem współczesna.

A w środku – krasnale. W dziwnych nakryciach głowy - zupełnie nie przypominających czerwonych czapeczek do jakich przyzwyczaiły nas tradycyjne baśnie. Krasnale zadumane nad Sensem Wszystkiego. Krasnale tajemnicze - kryjące twarze pod rondami. Krasnale w Wielkich Kapeluszach.

Można je spotkać we Wrocławiu na fontannie przed Teatrem Lalek zaprojektowanej przez Pawła Pawlaka.

 

(Zdjęcie pochodzi ze strony Wratislaviae Amici)

Zobaczyłem tę fontannę jeszcze przed jej uruchomieniem –  mówi Wojciech Widłak- i zrozumiałem, że każdy z tych krasnali jest osobą, każdy z nich ma swoją historię. A ja poczułem, że muszę te historie spisać.

Tak jak umiałem, opisałem osobników w kapeluszach oraz wierzbę i kota, po czym wysłałem tekst do Pawła. Po jakimś czasie Paweł przysłał mi coś, co uważał za szkice ilustracji, natomiast ja od razu miałem poczucie, że to są już niemal gotowe ilustracje. Paweł dał się przekonać, wycyzelował je oczywiście, dodał smaczków, pokropił złotem i szkice w końcu znalazły się w książce. Moje opowieści też są właściwie szkicami - w tym sensie, że zapraszają czytelnika do dopowiedzenia sobie różnych różności.

Wierzbownik, Spragniony, Karmiący Ptaki, Puszczający Stateczki, Parasolnik, Ogrodniczka, Niewidzialnik, Rapsodnik nie są jedynymi krasnalami we Wrocławiu.  Można je tam spotkać na każdym kroku.

Nic dziwnego – w końcu Wrocław to miasto Pomarańczowej Alternatywy , a ona zaczęła się właśnie od krasnoludków. W stanie wojennym wszystkie antysocjalistyczne hasła na murach (w rodzaju: TV KŁAMIE albo WRONA SKONA) były starannie zamazywane białą farbą i straszyły plamami wyraźnie odcinającymi się od brudnych tynków. Któregoś dnia... na tych białych plackach pojawiły się krasnoludki. Trochę koślawe, w krzywych czapeczkach, zaskakujące i absurdalne. Od tamtego czasu i tamtych krasnali minęło 25 lat, a Krasnale w Wielkich Kapeluszach różnią się od nich właściwie wszystkim. Są po prostu z innej epoki.

Podobno zdarzają się tacy, którzy uważają, że wszystkie Krasnale w Wielkich Kapeluszach są jednakowe. Sądzą po pozorach ! Wielkie kapelusze zdają się im podstawowym wyróżnikiem, cechą najważniejszą, dominującą i skazującą krasnale na duchową, intelektualną i uczuciową szarość. Niech ten, kto tak sądzi, ma się jednak na baczności bo sam siebie osądza !

Każdy może znaleźć wśród nich Krasnala, z którym łączy go powinowactwo duchowe. Takie własne, krasnalowe alter ego. Dla mnie jest nim rzecz jasna Wierzbownik, z jego pasją przeczytania wszystkich książek świata ;-) A dla Ciebie ?


Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach [opowieść o fontannie] * spisał Wojciech Widłak dzięki uprzejmości Pawła Pawlaka i krasnala Raspodnika, zilustrował Paweł Pawlak”, wyd.: Format, Łagiewniki 2008

sobota, 20 grudnia 2008
Wojciech Widłak - wywiad

 

Wojciech Widłak wspólnie z  Elżbietą Wasiuczyńską, opisał świat Pana Kuleczki, psa Pypcia, kaczki Katastrofy i muchy Bzyk Bzyk,

 

 

wspólnie z Pawłem Pawlakiem stworzył niezwykłą książkę Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach”  

  

 

napisał również „Opowieści do poduszki”, które zilustrowała Agnieszka Żelewska

  

 

i udzielił mi wywiadu. Oto on:

Leży przed nami książka niezwykła – książka, która wygląda tak, jakby była starym zeszytem znalezionym gdzieś na strychu, książka o niezwykłej atmosferze, książka, która ma w sobie tajemnicę. Ta książka to „Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach”.

Jest ona tym bardziej zaskakująca, że w niczym nie przypomina żadnej z wcześniejszych książek, które stworzyli Wojciech Widłak i Paweł Pawlak...

Tak. Jest to nietypowa książka Widłaka, z nietypowymi ilustracjami Pawlaka i raczej nie dla dzieci. Od jakiegoś czasu myśleliśmy z Pawłem o wspólnej książce, ale jakoś nic z tego nie wychodziło. Aż kiedyś, gdy byłem we Wrocławiu, Paweł pokazał mi swoją fontannę...

   

Czyli najpierw była fontanna ?

Najpierw były krasnale. W książkach, które Paweł ilustrował, od czasu do czasu pojawiały się osobniki w wielkich kapeluszach, których obecność nie do końca była uzasadniona treścią książki.

Potem Paweł, jako uznany ilustrator, dostał od Urzędu Miasta propozycję zaprojektowania fontanny na placu przed Teatrem Lalek. Na tej fontannie pojawiły się Krasnale w Wielkich Kapeluszach. Każdy z krasnali jest inny i każdy kapelusz jest inny.

Zobaczyłem tę fontannę jeszcze przed jej uruchomieniem i zrozumiałem, że każdy z tych krasnali jest osobą, każdy z nich ma swoją historię. A ja poczułem, że muszę te historie spisać.

Tak jak umiałem, opisałem osobników w kapeluszach oraz wierzbę i kota, po czym wysłałem tekst do Pawła. Po jakimś czasie Paweł przysłał mi coś, co uważał za szkice ilustracji, natomiast ja od razu miałem poczucie, że to są już niemal gotowe ilustracje. Paweł dał się przekonać, wycyzelował je oczywiście, dodał smaczków, pokropił złotem i szkice w końcu znalazły się w książce. Moje opowieści też są właściwie szkicami - w tym sensie, że zapraszają czytelnika do dopowiedzenia sobie różnych różności. Może poza opowiadaniem o Niewidzialniku, które chyba lubię najbardziej.

Niezwykłe w „Krasnalach” jest to, że bohaterowie istnieją fizycznie. Każdy, kto przyjedzie do Wrocławia, może przyjść pod fontannę i ich dotknąć.


Zadebiutował Pan dość późno. Czy pisarstwo było Pana marzeniem od zawsze czy też przydarzyło się przypadkiem?

Właściwie przez całe dorosłe życie jestem redaktorem. Zaraz po studiach byłem dziennikarzem w tygodniku „Służba Zdrowia”. Potem między innymi pracowałem jako handlowiec – sprzedawałem części do cukrowni w Iranie i komputery do kraju, który nazywał się ZSRR. Równocześnie jednak redagowałem podziemne pismo „Karta”. To był bardzo istotny okres w moim życiu. Ludziom, których wtedy spotkałem, a zwłaszcza twórcy „Karty” Zbigniewowi Gluzie, zawdzięczam poczucie, że słowo jest bardzo ważne, szczególnie słowo zapisane, które gdzieś tam pozostaje.

Kiedy byłem bardzo młody, oczywiście jak wszyscy pisałem wiersze. Na szczęście nikt ich nie czytał. Potem, podczas studiów w Moskwie, pisywałem do naszej odbijanej na powielaczu gazetki polskich studentów, coś, co się nazywało „Bajeczki z tamtej strony”. Niestety, nie mam ani jednego egzemplarza tych pisemek.

Chyba w 1985 roku w piśmie „Karta” ukazało się moje opowiadanie „Łowca jeleni”. Jego akcja rozgrywała się w moskiewskim metrze, a bohaterem był mężczyzna opowiadający swoje przeżycia z wojny w Afganistanie. Do końca nie było wiadomo, czy mówił prawdę czy rzeczywiście „szukał jeleni”, którzy by uwierzyli w tę jego historię...

I to był koniec, jeśli chodzi o moje związki z literaturą przez nieduże „L”...

...do czasu, kiedy pojawił się Pan Kuleczka...

Można by powiedzieć, że to się zdarzyło przypadkiem, ale ja nie wierzę w przypadki. Myślę, ze wszystko, co nas spotyka, jest darem i taki dar właśnie dostałem.

Pracowałem wtedy w miesięczniku „Dziecko” i z grubsza rzecz biorąc prowadziłem tam wspólnie z krakowską artystką Elżbietą Wasiuczyńską dział dla dzieci.

Kiedyś Ela przysłała mi małą karteczkę, którą pokazuję teraz dzieciom na spotkaniach. Był na niej narysowany osobnik, a właściwie tylko jego głowa, w meloniku i w muszce i słowa: Wojtku, to jest Pan Kuleczka, może Cię natchnie. Potem Ela mi przysłała kolorowy obrazek, na którym oprócz tego pana, był pies, kaczka, mucha i motyl. Wszyscy stali na kolorowych piłkach i mieli parasole. Kiedy spojrzałem na tę ilustrację, wiedziałem od razu, kto jak się nazywa – że kaczka to Katastrofa, pies to Pypeć, a mucha – Bzyk-Bzyk. Motyl nie miał imienia i odfrunął; może jeszcze kiedyś wróci, ale na razie jakoś nie chce.

Pan Kuleczka nosi muszkę. Pan również. Który z Was był pierwszy ?

To zagadkowa historia. Ela mieszka w Krakowie, a ja w Warszawie. Nie znaliśmy się osobiście, widzieliśmy się kiedyś raz przelotnie. Ja noszę muszki, a wtedy nosiłem też melonik. Kiedy zobaczyłem, że Pan Kuleczka jest w muszce i meloniku, wydało mi się to niesamowite.

Potem była druga ilustracja i trzecia... Pierwsze trzy opowiadania miały trochę inny charakter niż następne. To było trochę tak, jakby świat Pana Kuleczki i jego podopiecznych powoli mi się odsłaniał. Zaczynałem widzieć, kim oni są – w ogóle i dla siebie wzajemnie, jakie mają charaktery. Potem było mi coraz łatwiej o nich pisać.

A więc to nie Pan ich wymyśla ?

Nie jestem ich stwórcą – raczej obserwatorem.

Kiedyś pisząc zimowe opowiadanie, miałem taki pomysł, że wyjdą sobie na dwór i tam się będzie coś działo. Pisałem, pisałem... a oni dochodzili do przedpokoju i po prostu nie mogli wyjść. Wreszcie zostali w domu. To było niezwykłe doświadczenie, bo wtedy poczułem, że oni się mnie nie słuchają. Dzięki temu, że nie narzucałem im tego, co mi się wydawało, że powinni robić, mogłem zobaczyć, co robią naprawdę.

Pękaty jegomość w meloniku, pies, kaczka i mucha – to nietypowa kompania, a jednak te opowiadania stanowią piękny opis życia rodzinnego...

Cóż, szyfr nie jest zbyt skomplikowany. Nawet całkiem małe dzieci wyczuwają, że to historie o czymś dobrze im znanym, czyli o rodzinie. Skoro tak, to w naturalny sposób rodzi się pytanie, kto kryje się za poszczególnymi postaciami, prawda? Najprostsza sprawa jest z Pypciem i Katastrofą, bo oni są jak starszy brat i młodsza siostra. Natomiast dalej rzecz się nieco komplikuje. Kim jest muszka Bzyk-Bzyk? Ja sam myślałem, że to malutkie dziecko, które kiedyś urośnie i zacznie mówić coś więcej niż „bzyk, bzyk” i „nie”. Tymczasem Bzyk-Bzyk się nie zmienia. Spotkałem się kiedyś z interpretacja, która mnie wzruszyła – że to dziecko chore, niepełnosprawne, które już nic więcej poza tym „bzyk, bzyk” nie powie.

Ale jest i jest ważne.

Jest ważne i kochane, i uczestniczy w ich życiu. Trudno sobie wyobrazić tę rodzinę bez Bzyk-Bzyk, chociaż wydawać by się mogło, że ona pozostaje w cieniu.

A Pan Kuleczka – czy jest samotnym ojcem ?

No właśnie, to jest największa tajemnica: Kim jest Pan Kuleczka? Najprostsza odpowiedź jest taka, że to idealny tata. Tylko wtedy pojawia się pytanie, które dzieci kilka razy zadały mi na spotkaniach: Dlaczego Pan Kuleczka nie ma żony?

Czasem mówię, że może kiedyś ją miał, ale tak naprawdę to nie wiem. Całkiem niedawno przyszło mi do głowy, że Pan Kuleczka jest idealnym małżeństwem – takim, które stanowi idealną jedność.

I samotnemu ojcu, i samotnej mamie jest strasznie trudno. Dlatego Pan Bóg wymyślił małżeństwo, żebyśmy się jakoś wspierali i uzupełniali się wzajemnie w tych cechach, które są bardziej przypisane do kobiecości i do męskości. Mówi się trochę żartobliwie „moja druga połowa”, a dwie połowy stanowią całość. Całość, która łatwiej sobie może radzić z wyzwaniami, jakie się wiążą z wychowaniem psa, kaczki i muchy.

Pan Kuleczka nie powstałby bez Eli Wasiuczyńskiej, krasnale – bez Pawła Pawlaka, a kolejną Pana książkę „Opowieści do poduszki” zilustrowała Agnieszka Żelewska.

Uważam się za człowieka hojnie obdarowywanego przez los. Dzięki Panu Kuleczce zaprzyjaźniliśmy się z Elą, a dzięki Eli poznałem kwiat ilustratorstwa polskiego – Agnieszkę Żelewską, Ewę i Pawła Pawlaków i jeszcze wielu bardzo fajnych i niesamowicie zdolnych ludzi.

Kiedy Pan Kuleczka wywędrował z „Dziecka” do książek, jego miejsce zajął król Jęzorek z żoną i bliźniakami. Te opowiadania ilustrowała Agnieszka Żelewska.

Potem się pojawił (i jest do dziś) osobnik, który się nazywa Wesoły Ryjek. Bardzo lubię Wesołego Ryjka, bo z pogodą przyjmuje to, co niesie każdy dzień, a w dodatku codziennie czegoś się dowiaduje. Mam nadzieję granicząca z pewnością, że opowiadania o nim, również ilustrowane przez Agnieszkę Żelewską, ukażą się w wersji książkowej.

Poduszka” narodziła się z zabawy słowem. Pomyślałem sobie „opowieści do poduszki” i zobaczyłem poduszkę, która domaga się bajek na dobranoc, a potem dziewczynkę, której trafiła się taka marudna poduszka. A potem je opisałem, i już.

Jak to się stało, że opowiadania o Panu Kuleczce ukazały się w wersji książkowej ?

Opowiadania ukazywały się w „Dziecku” przez pięć lat. Kiedyś podzieliłem się z redaktor naczelną tego pisma Justyną Dąbrowską moim marzeniem o ujrzeniu Pana Kuleczki w książce. Justyna złapała mnie za słowo i za rękę i pojechaliśmy do Poznania, do wydawnictwa Media Rodzina. Tam przedstawiła sprawę tak, że oto jest gotowa książka - jest tekst, są ilustracje i jest grono sympatyków – czytelników „Dziecka”, którzy polubili Pana Kuleczkę i całe to towarzystwo. Wydawca, pan Bronisław Kledzik zdecydował się i dał szansę dość leciwemu debiutantowi.

Książka się ukazała i było to dla mnie ogromną radością. Do dziś, choć ukazało się już pięć tomów Pana Kuleczki oraz dwie książki „niekuleczkowe”, wciąż tak do końca nie mogę uwierzyć, że to ja je napisałem. Może dlatego, ze tak późno zadebiutowałem i jeszcze nie zdążyłem się do tego przyzwyczaić?



 

Archiwum
Tagi
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę