CZYLI O DOBRYCH KSIĄŻKACH DLA DZIECI NIE TYLKO DLA DZIECI
Kategorie: Wszystkie | A. Błotnicka | A. Chachulska | A. Frączek | A. Hest | A. Jaromir | A. Kamiński | A. Mcghee | A. Michaelis | A. Niemierko - Pająk | A. Piwkowska | A. Vestly | A. Znamierowski | A.Bradley | A.D.Mizielińscy | A.Holmberg | A.Lindgren | A.M. Grabowski | A.Onichimowska | A.Provoost | A.Tyszka | B. Cole | B. Gawryluk | B. Kaniewska-Pakuła | B. Leśmian | B. Lindgren | B. Massini | B. Moyeyaert | B. Ostrowicka | B. Rice | B. Wildsmith | B. Wróblewska | C. Compton | C. Frabetti | C. Kruusval | C. Wolff-Brandt | C.Funke | C.Rayner | C.Rees | Ch. Bjork | Ch. Dickens | Cz. Janczarski | D. Cali | D. Combrzyńska - Nogala | D. Geisler | D. Gellner | D. Walliams | D. Wawiłow | D.Terakowska | Dr. Seuss | E. Ainsworth | E. Beskow | E. Kozyra - Pawlak (aut.) | E. Piotrowska | E. Susso | E.Carle | E.H.Gombrich | E.Nowak | F. Nilsson | F.H. Burnett | G. Mancomble | G. Ruszewska | G. Whelan | G.Carson Levine | G.Kasdepke | Gro Dahle | H. Ch. Andersen | H. Tullet | Heekyong Kim | I. Angerborn | I. Chmielewska | I. Degórska | I. Desjardins | J. Birdsall | J. Chmielewska | J. Fabicka | J. Frey | J. Mikołajewski | J. Olech (autorka) | J. Picoult | J. Rudniańska | J. Schlansky | J. T. Wieslander | J. Tuwim | J. Wilkoń -autor | J. Wilson | J.P. Lewis | J.Papuzińska | K. DiCamillo | K. Levine | K. Lipka-Sztabałło (autor) | K. Pranić | K.Majgier | K.Siesicka | L. Anderson | L. Anholt | L. Bardijewska | L. Brooke | L. Fabisińska | L. Lowry | L. Olivier | L. Stafford | M. Amelin | M. Brykczyński | M. Ekier | M. Galica | M. Happach | M. Kita | M. Kowaleczko - Szumowska | M. Matlin | M. Miklaszewska | M. Niklewiczowa | M. Oklejak (autorka) | M. Oworuszko | M. Parr | M. Prześluga | M. Rusinek | M. Sasek | M. Skibińska | M. Szczygielski | M. Waltari | M. Widmark | M. Zarębska | M.Gutowska-Adamczyk | M.K.Piekarska | M.Strzałkowska | M.Wollny | Marcel A. Marcel | N. Streatfield | P. Beręsewicz | P. Goes | P. Lindenbaum | P. Maar | P. Pawlak - autor | R. Kipling | R. Kosik | R. Lagercrantz | R. McCormick | R. Mueller | R. Piątkowska | R. Riordan | R.Dahl | R.Jędrzejewska-Wróbel | S. Crossan | S. McBratney | S. Nyhus | S. Scherrer | Shaun Tan | Suzy Lee | T. Jansson | T. Trojanowski | U. Stark | V. Howie | W. Holzwarth | W.Widłak | Z. Orlińska | albumy | atlasy | piosenki | serie | składanki | tradycyjne | varia | Ł. Wierzbicki
RSS
środa, 16 marca 2016
Banany z cukru pudru

 

   banany 

Czy wyobrażaliście sobie kiedykolwiek swoją prababcię, jak robi fikołki na trzepaku, albo dziadka, który gra aniołka w jasełkach ? A babcię, jak łapie żaby ?

Banany z cukru pudru” to bezpretensjonalna opowieść o dzieciństwie z historią w tle, o zwykłym życiu na podwarszawskiej (wówczas) Sadybie. Jej autorki - Barbara Caillot Dubus i Aleksandra Karkowska – nazywające siebie sadybiankami z wyboru, zaprosiły swoich wiekowych już sąsiadów do rozmowy o ich dzieciństwie i o tym, jak żyło się w Mieście Ogrodzie, którym wtedy była Sadyba, przed wojną, podczas okupacji i w trudnych powojennych latach. Z ich wypowiedzi i zdjęć wydobytych z rodzinnych albumów powstała książka. W zamierzchłych czasach, kiedy studiowałam historię, nazywało się to wywoływaniem źródła, teraz w powszechnym użyciu jest określenie historia mówiona.

Wtedy było inaczej. Nikt nie grymasił. Jedzenie się dostawało i jadło. Mój talerz zawsze był z obwódką łusek z owsianki. Dziadek groźnym okiem patrzył. Trzeba było zjeść wszystko, siedzieć prosto z rękami na stole.

Dziewczyny lubiły się czesać, najbardziej w kotlety, to znaczy dwa warkocze zwinięte w ślimaki, albo na zająca czyli w kitkę. Było też uczesanie za karę, czyli w kupkę, to taki rozpłaszczony kok na czubku głowy.

Podobnie jak w książkach Joanny Papuzińskiej, w których wraca ona do czasów swojego dzieciństwa (od „Darowanych kresek” przez „Asiunię” po najnowsze spacerowniki warszawskie) oglądamy przeszłość z perspektywy jednostek - i to jednostek całkiem małych, przyjmujących to, co się wokół nich dzieje w sposób naturalny, bezrefleksyjny.

Tatuś zabrał mnie do domu towarowego Braci Jabłkowskich, a tam w holu zabawki od podłogi do sufitu. Ogrom zabawek. Osłupiałam. Ojciec mówi: „Wybieraj”. Długo stałam i myślałam, upatrzyłam sobie lalkę w niebieskiej jedwabnej sukience z białym kołnierzykiem i halką. Miała czarne włosy i niebieskie otwierane oczy. Mówiła „Mama”. Dwa tygodnie później wybuchła wojna.

Kiedy wróciłyśmy do domu po Powstaniu, dom był spalony, tylko piwnica została. A w niej materace i dwie świnki. Przecież trzeba był coś jeść.

Bawiliśmy się też w chowanego w pałacu w Wilanowie. Niektóre okna były zakryte deskami. Można było taką deskę odgiąć i wejść do środka. Sale były puste.

Dorosły czytelnik poświęci być może w tym miejscu chwilę refleksji losom przedwojennych mieszkańców Wilanowa, którzy wówczas byli na zesłaniu koło Krasnogorska, tudzież dziełom sztuki wywiezionym z pałacu przez Niemców, ale dla dzieci te puste sale były po prostu przestrzenią zabaw.

Znajdziemy w tej książce zarówno życie codzienne – odmienne od dzisiejszego...

Prawdziwy telefon, czarny z tarczą i słuchawką na widełkach, miał tylko jeden sąsiad na ulicy. Chodziliśmy do niego, jak trzeba było zadzwonić.

Przed wojną ubrania zamawiało się u krawcowej. Nosiliśmy pończochy na guziki. Chłopcy też. Strasznie tego nie lubiłam, więc jak tylko wychodziłam z domu, to szybko zwijałam je w skarpetki.

Przychodził ostrzyciel. Wołał: „Noże ostrzę, nożyczki !”. Cała ulica się zbierała. Sąsiadki plotkowały stojąc w kolejce.

... świat dziecięcych zabaw, na które współczesne dzieci już nie mają szansy...

Starszy kolega zabierał mnie do kazamat w forcie obok szkoły. Ciemno tam strasznie było, łaziliśmy tam godzinami. Trudno było się potem wydostać przez wąskie przejścia.

Bawiliśmy się w ślady wojny, podchody na gruzach domów. Tu było dużo miejsca, było gdzie ganiać. Jak się wyszło z rana, to się wracało wieczorem.

Wchodziliśmy też na słup. Z nudów.

... szkołę zupełnie inną niż teraz...

Na początku roku szkolnego każdy uczeń musiał przynieść do szkoły trzy cegły i gazetę. Siedzieliśmy na nich. U nas w szkole, zaraz po wojnie, nie było nic, żadnych mebli.

... i Wielką Historię, która czasem wkraczała także na Sadybę.

W czasie Powstania w naszym domu był szpital. Jako 12-letnia dziewczynka pomagałam sanitariuszkom, zwijałam bandaże i cerowałam skarpetki. W piwnicach w pralni gotowano dla powstańców, ja obierałam ziemniaki. Miałam opaskę AK, byłam harcerką.

Banany z cukru pudru” to książka z jednej strony lokalna, a z drugiej – uniwersalna, bo przecież podobne opowieści można usłyszeć z ust wielu osób, które żyją pośród nas. Trzeba tylko chcieć ich posłuchać.

Kiedy spotkasz starszą osobę na ulicy, pamiętaj, że ona też kiedyś była dzieckiem...

 

 

Barbara Caillot Dubus, Aleksandra Karkowska „Banany z cukru pudru”, wyd.: Oficyna Wydawnicza Oryginały, Warszawa 2015

 

 

środa, 11 listopada 2015
Moje książeczki. Księga pierwsza.

 

   moje książeczki

 

Po wydaniu sześciu ksiąg serii „Poczytaj mi mamo” wydawnictwo Nasza Księgarnia ponownie sięgnęło do swoich przepastnych archiwów. Wydobyło z nich, odkurzyło i przypomniało kolejną serię, na której się wychowałam.

Moje dzieciństwo było uboższe w loga (tak się to odmienia ?) niż świat, w którym wychowują się dzisiejsi adresaci tej księgi i dlatego bardzo dobrze pamiętam tego kota z okładki :-)

Czarny kot w czerwonych butach, namalowany przez Zbigniewa Rychlickiego, po raz pierwszy pojawił się na środku tylnej okładki w 1959 roku. W jego brzuszek została wpisana prosta, ale jakże chwytliwa i trafna nazwa serii - Moje książeczki. Do lat 90. ukazało się w niej kilkadziesiąt tekstów najwybitniejszych autorów polskich i zagranicznych, ilustrowanych przez uznanych artystów.(...) Książki skierowane do najmłodszych miały czytelną czcionkę i i duży, zbliżony do A4 format. Najczęściej wydawano je w oprawie twardej z charakterystyczną wyklejką w pionowe, dwukolorowe pasy z okienkami, z których wyglądali bohaterowie danej opowieści... - napisała w przedmowie do tej książki jej redaktor Katarzyna Piętka, ale dla mnie ta wyklejka to raczej ściana ze staroświecka pasiastą tapetą i wiszącymi na niej portretami ;-)

Księga pierwsza tej serii, która ukazała się w tym roku, zawiera siedem historii, z których dwie pamiętam szczególnie – to „Zajączek z rozbitego lusterka” Heleny Bechlerowej i „Złoty koszyczek” Hanny Januszewskiej. Pierwsza to odległe wspomnienie książeczki, którą miałam dawno temu, jej atmosfery i zapomnianej już nieco, ale lubianej przeze mnie wówczas zabawy w puszczanie lusterkiem zajączków na ścianę. Dzięki tej księdze przypomniałam sobie też wesołą Ludwiczkę z książeczki Anny Świrszczyńskiej, choć wydaje mi się, że bardziej pamiętam ją z telewizyjnej dobranocki.

   złoty koszyczek

Złoty koszyczek” Hanny Januszewskiej z cudownymi ilustracjami Bożeny Truchanowskiej był natomiast wśród książeczek, które pozostały z dzieciństwa mojego Męża i jego siostry, a następnie znalazły się w księgozbiorze naszych córek. Stał się naszą kalendarzową lekturą na przedwiośnie, pomagał nam przetrwać ten smutny, szary i chłodny czas w oczekiwaniu na pierwsze liście na drzewach. Dziewczyny dorosły, nie sięgałam więc po niego już dobrych parę lat, ale pozostały ze mną słowa Olaboga, laboga, jaka wstrętna pogoda !, które same cisną mi się na usta, kiedy rano wyglądam przez okno w wyjątkowo paskudny dzień, niezależnie od pory roku.

Cieszę się, że dzięki tej księdze kolejne pokolenie małych czytelników zyskało możliwość obcowania z niepowtarzalną kreską Bożeny Truchanowskiej. Niedawno w nowo otwartej warszawskiej Bibliotece na Koszykowej była wystawa jej ilustracji (niestety możliwa do oglądania bardzo krótko) i przy tej okazji zamarzyły mi się wznowienia kolejnych książek mojego dzieciństwa z „Małym pokojem z książkami” na czele. Tyle jeszcze pięknych i zapomnianych rzeczy kryją w sobie archiwa Naszej księgarni... :-)

 

Moje książeczki. Księga pierwsza”, wyd.: Nasza księgarnia, Warszawa 2015

 

autorzy: Helena Bechlerowa, Adam Bahdaj, Anna Świrszczyńska, Ada Kopcińska, Hanna Januszewska

ilustratorzy: Krystyna Witkowska, Maria Mackiewicz, Janina Krzemińska, Mirosław Pokora, Hanna Czajkowska, Ignacy Witz, Bożena Truchanowska

 

 

piątek, 26 września 2014
Cudowna studzienka

 

Cudowna studzienka” to książka zaiste cudowna !!!

  

Pod bajdułem, pod prastarym,

co potężne ma konary,

i do nieba liśćmi sięga,

wśród korzeni,

w opuszczonej norze lisiej,

zapomniana leży księga.

Obszarpana,

mchem i próchnem przysypana,

lecz ma jeszcze całe karty

i druk wcale niezatarty

- księga, która często śni się.

Cieszę się za każdym razem, kiedy na naszym rynku wydawniczym pojawiają się książki z baśniami spoza dominującego na nim twardego kanonu Braci Grimm i Andersena. Z odchodzącymi w zapomnienie baśniami, przekazywanymi dotychczas z pokolenia na pokolenie, opowiadanymi przez babcie, ciocie, mamy – książki takie jak „Bajarka opowiada” czy „Śpiewająca lipka”... A kiedy jeszcze są tak pięknie ilustrowane, radość moja nie zna granic.

Cudowną studzienkę” kupiłam więc na niewidzianego, od razu, kiedy się ukazała, kierując się zaufaniem do dwóch nazwisk – Joanny Papuzińskiej, która dokonała wyboru baśni do tego zbioru oraz ilustrującej je Elżbiety Wasiuczyńskiej.

Szukam jej od lat czterdziestu

i wiem, że na pewno jest tu

w naszym kraju,

gdzieś ukryta,

chciałabym ją czytać, czytać...

Joanna Papuzińska, autorka wiersza „Pod bajdułem”, który tę książkę otwiera, tak napisała w posłowiu do niej: Kiedy jeszcze byłam młodocianą czytelniczką, nie rozstawałam się z potężnym czerwonym tomem „Bajarz polski”. Towarzyszył mi on wszędzie, na wakacjach, w podróżach, w chorobie i zdrowiu. A ponieważ życie nie było w tamtych czasach ani tak wygodne, ani tak spokojne jak dzisiaj, biedy „Bajarz” zapłacił spora cenę za tę tułaczkę. Z biegiem czasu stawał się coraz bardziej zniszczony, jego czerwona okładka – coraz bardziej obszarpana, a jego strony coraz bardziej sfatygowane i wytarte. Ale to nic. I tak był naszym ukochanym „Bajarzem”, którego nic nie mogło zastąpić.

Część z baśni zawartych w „Bajarzu” znalazła swoje miejsce w
„Cudownej studzience”, ale są tam też inne, które wydały się pani Joannie najważniejsze, najciekawsze i te, które najbardziej przypadły jej do serca. Niektóre  znamy wszyscy – jak tę o Smoku Wawelskim czy Złotej kaczce, ale inne czytałam po raz pierwszy albo kołatało mi się podczas lektury po głowie nikłe echo – jakbym kiedyś gdzieś już to słyszała.

Kupiłam tę książkę z myślą o prezencie gwiazdkowym dla pewnej (wówczas) czteroipołlatki, ale od razu, kiedy do niej zajrzałam, zrozumiałam, że Basia będzie jeszcze musiała na ten prezent poczekać. Język Gustawa Morcinka, Jana Kasprowicza czy Adolfa Dygasińskiego byłby dla niej jeszcze za trudny. Co prawda Joanna Papuzińska nieco uwspółcześniła pisownię i dodała słownik wyjaśniający niektóre archaizmy, ale, jak sama napisała: nie wszystkie, bo chciałam, żeby czytelnik mógł poczuć smak staropolskiej mowy. Myślę, że dobrym adresatem „Cudownej studzienki” będzie dziecko ok. 10 lat – czyli na tyle duże, aby już w miarę biegle czytać i rozumieć, że język współczesny różni się od tego używanego przed laty, ale jeszcze nie tak duże, żeby uznało, że jest na czytanie baśni zbyt nastoletnie ;-)

Lecz nikt nie wie

o tym drzewie,

o bajdule.

Nikt nie słyszał nic w ogóle.

Tylko tyle, że jest stary,

że potężne ma konary,

że do nieba liśćmi sięga

i że pod nim leży księga.

Ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej – tym razem malowane, a nie szyte – też wskazują na to, że nie jest to książka dla małych dzieci, choć okładka może być myląca (mnie zmyliła !). To, co zobaczyłam wśrodku skojarzyło mi się z zespołem Mazowsze w tańcu ;-) - ta feeria żywych barw i migoczących przed oczami, nieco rozmazanych pasków. Ona sama, opowiadając o nich na swoim blogu, określiła ich styl jako łowiczyzm pasiasty i ta nazwa (podobna nieco do „Ślimaczyzmu w zarysie” ;-) bardzo mi się podoba.

   

W związku z tą książką i blogiem mam marzenie i może, jak się nim tutaj podzielę, to się spełni ? Otóż marzy mi się dorosła, autorska edycja tych baśni streszczonych mistrzowsko przez ich ilustratorkę. Jak by to wyglądało ? Voila – oto na przykład „O tym, jak głupi Zeflik był mądrym Zeflikiem” albo „Żelazne trzewiczki” w interpretacji  Elżbiety Wasiuczyńskiej. Tylko klikać i czytać !

A wydawnictwo Media Rodzina bardzo proszę, żeby możliwośc takiej edycji rozważyło życzliwie :-)

   

 

Cudowna studzienka. Baśnie polskie”, wybór i opracowanie: Joanna Papuzińska, ilustr. Elżbieta Wasiuczyńska, wyd.: Media Rodzina, Poznań 2013

 



wtorek, 17 maja 2011
Poczytaj mi, mamo. Księga pierwsza.

  

  

Poczytaj mi, Mamo ! A jak nie ma Mamy – poczytaj mi Tato !” - tak nazywałam podobno te książeczki, kiedy byłam mała ;-)

Patrząc z dzisiejszej perspektywy - ta seria była czymś niesamowitym. Jak twierdzi Wikipedia (a innego, bardziej wiarygodnego źródła nie udało mi się znaleźć) zaczęto ją wydawać w 1951 roku, a zaprzestano (o czy Wikipedia milczy) chyba z początkiem lat dziewięćdziesiątych. W każdym razie, kiedy moja (od niedawna pełnoletnia) Ania była mała zdarzało mi się jeszcze trafiać na jakieś końcówki nakładów. Potem podjęto jeszcze próbę jej wskrzeszenia, ale to już nie było TO.

Na książeczkach z hasłem "Poczytaj mi, Mamo !" na okladce wychowało się kilkadziesiąt roczników obecnych dorosłych, których dzieciństwo przypadło na czasy PRL. Były to czasy trudne, niewesołe, mające jednak swoje (nieliczne ;-) dobre strony. Jedną z nich było to, że książeczki dla dzieci znakomitych autorów z ilustracjami równie znakomitych ilustratorów ukazywały się (i rozchodziły !) w nakładzie 375 tysięcy egzemplarzy (i to często gęsto w kilku wydaniach). W porównaniu z dzisiejszymi te książeczki były szare i skromne, żeby nie powiedzieć - siermiężne, ale obecni wydawcy mogą tylko pomarzyć o takich ilościach, mimo że mają do dyspozycji twórców nie mniejszej rangi i dużo większe możliwości techniczne :-(

Z okazji jubileuszu 90 lat istnienia wydawnictwo „Nasza Księgarnia” sięgnęło do swojego przepastnego archiwum. Efektem tego jest ta księga, zawierająca 10 książeczek w niezmienionej szacie graficznejod deski do deski, od pierwszej okładki do ostatniej.

Natychmiast znalazła się ona na szczycie wszystkich niemal zestawień bestsellerów. Nie dziwi mnie to wcale. Wyobraźmy sobie rodziców, dziadków, ciocie i wszelkich innych dorosłych, którzy wybierają się do księgarni po książeczkę dla dziecka (wnuka, siostrzeńca etc. etc.). Wchodzą i stają bezradni wobec masy książek w różnych kształtach i rozmiarach, cieńszych, grubszych, kolorowych, z zabawkami i bez... i nagle wpada im w oko znajomy widok – napis z pękatych literek, rybka, domek, koniczynki... i od razu czują się jakby znów sami byli dziećmi... :-)

Ja również tak się poczułam i nie odmówiłam sobie tego zakupu, mimo że moje córki są już na nią za duże, a chrześnica – za mała ;-)

Zastanawiam się jednak nad kryteriami, jakimi kierowano się wybierając historyjkido tej księgi. Zaczyna się od „Daktyli” czyli absurdalnego wierszyka Danuty Wawiłow (z ilustracjami Edwarda Lutczyna) i jest to jedyny wiersz w całym tym zbiorze, kończy „Zaczarowaną fontanną” - poetycką baśnią Heleny Bechlerowej (z ilustracjami Elzbiety Gałdasińskiej) a pomiędzy nimi... groch z kapustą ;-) Jeż Kolczatek szuka domu na zimę, pewna Julka – przyjaciółki na podwórku, a mały kotek – swojej mamy. Szymek z nogą w gipsie siedzi na balkonie i tęskni do rówieśników, kociak Filemon próbuje zrozumieć świat, kot Bonifacy szuka świętego spokoju...

Wydaje mi się, ze jedynym logicznym uzasadnieniem doboru są tu... prawa autorskie, bo niestety spora część autorów z tamtych lat już nie żyje. Tłumaczyć to może także pewną nadreprezentację kocich opowieści duetu autorskiego: Sławomir Grabowski i Marek Nejman i ilustracji Julitty Karwowskiej – Wnuczak. W tej samej serii ukazały się niedawno „Przygody kota Filemona”.

   

Niezależnie jednak od tego, według jakiego klucza wybrane, cieszę się, że te książeczki zostały przypomniane następnemu pokoleniu dzieci. I mam nadzieją, ze niebawem doczekamy się kolejnego z (zapowiadanych w przedmowie) kilku tomów.


Poczytaj mi, mamo. Księga pierwsza”, wyd.: Nasza Księgarnia, Warszawa 2010

autorzy: Danuta Wawiłow, Sławomir Grabowski i Marek Nejman, Janina Porazińska, Helena Bechlerowa, Joanna Papuzińska,

ilustratorzy: Edward Lutczyn, Julitta Karwowska – Wnuczak, Danuta Przymanowska – Rudzińska, Zbigniew Rychlicki, Maria Orłowska – Gabryś, Anna Stylo – Ginter, Elżbieta Gaudasińska

piątek, 28 grudnia 2007
Opowiadania wigilijne. Pod choinkę od polskich pisarzy

Hej, kolęda, hejże ho ! Święta, święta i już po...

Tegoroczne Święta w naszym domu upłynęły pod znakiem lektury „Opowiadań wigilijnych”, które Julka znalazła pod choinką.

        

Unikam zazwyczaj podobnych okazjonalnych składanek – szczególnie tych dla dorosłych, bo zawsze coś mi w nich zgrzyta. Kiedy jednak przeczytałam listę autorów „Opowiadań wigilijnych”, nie zdołałam się oprzeć tej książce. Ludwik Jerzy Kern,  Grzegorz Kasdepke, Anna Onichimowska,  Beata Ostrowicka , Wanda Chotomska,  Joanna PapuzińskaRoksana Jędrzejewska – Wróbel, Barbara Gawryluk, Ewa Chotomska, Joanna Olech, Barbara Kosmowska, Agnieszka Frączek, Paweł Beręsewicz i inni czyli plejada polskich twórców literatury dziecięcej, zilustrowana przez równie znamienite ilustratorki – Iwonę Całą i Ewę Poklewską - Koziełło.

Według stworzonej przeze mnie w zeszłym roku  systematyki książek okołoświątecznych ;-) – tę zaliczyć można do kategorii choinkowych, bo zajmuje się zwyczajami świątecznymi w oderwaniu od ich religijnego kontekstu. Są to jednak obyczaje polskie i na tym polega jej główna zaleta. Nie znajdziecie tu wzmianek o pończochach wieszanych na kominku czy świątecznym puddingu. Jest za to opłatek, barszcz z uszkami, karp i puste miejsce przy stole, które czeka na zbłąkanego wędrowca czyli wszystko to, co odróżnia Święta w Polsce, od obchodzonych w innych miejscach świata.

Czytając kolejne opowiadania, patrzymy na Święta z perspektywy anioła odwiedzającego Ziemię, psa oraz pudła z choinkowymi ozdobami ;-), ale przede wszystkim widzimy je oczami dzieci (czasem całkiem sporych, jak pewien Januszek ;-). Wszystkie te historie próbują odpowiedzieć na pytanie – na czym polegają prawdziwe Święta ? Receptą na nie, jak się okazuje, nie jest ani masa pieniędzy wydanych na prezenty, ozdoby i catering, ani nerwowa krzątanina Mamy wokół porządków i odpowiedniej ilości dań.

Paradoksalnie - odpowiedź na to pytanie znajdujemy w opowiadaniu, które rozgrywa się w środku lata, ale gromadka dzieci właśnie wtedy urządza święta – aby spełnić marzenie chorego przyjaciela. Okazuje się wtedy, że Święta wcale nie potrzebują kalendarza. Bo one są w nas samych, kiedy myślimy o innych.


P.S. Żeby nie było za słodko – jednak coś mi w tej książce zazgrzytało. W wierszu „Rozmowa przy tarciu chrzanu” dwa karpie pływające w wannie deliberują na temat tego, do którego z ich pośmiertnych wcieleń bardziej pasuje chrzan... Jakoś mnie raził ten z lekka frywolny ton ich dyskursu... Zwłaszcza, że czytałyśmy to niedługo po spożyciu karpia w galarecie, który udał się z tym roku mojej Mamie nadzwyczajnie. Z chrzanem, ma się rozumieć ;-)



Opowiadania wigilijne. Pod choinkę od polskich autorów”, ilustr.: Iwona Cała, Ewa Poklewska - Koziełło, wyd. Literatura, Łódź 2007



Tagi
Mały Pokój z Książkami

Wypromuj również swoją stronę